Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najlepsza gra 2016 roku na Xbox One:

Społeczność





Gamescom 2010 - Gry Electronic Arts
Autor: Łukasz Baron   
31.08.2010.

Bulletstorm

Bulletstorm cieszył się wielkim zainteresowaniem na targach w Kolonii. W projekt polskiego studia People Can Fly można było jednak pograć jedynie za zamkniętymi drzwiami.

Akcja gry osadzona została w XXVI wieku, kiedy to całą galaktyką rządzi mocarstwo zwane Konfederacją Planet, na którego czele stanął generał Serrano. Jak nie trudno się domyślić, ma ono swoich zwolenników, ale i znakomitą większość przeciwników. Właśnie w celu zwalczenia wrogów Konfederacji powołano do życia jednostkę specjalną zwaną Dead Echo. Skupiała jedynie osobników zdolnych wykonać każde powierzone im zadanie. Z tego schematu, podczas pewnej misji wyłamał się nasz główny bohater - Grayson Hunt oraz jego przyjaciel – cyborg Ishi Sato. Obaj panowie po odejściu z Dead Echo przez 10 lat wykorzystywali dalej swoje umiejętności w celu rabowania statków należących do Konfederacji. W trakcie jednej z tych akcji nie wszystko idzie jednak po myśli naszych bohaterów, w wyniku czego ich statek rozbija się na powierzchni planety Stygia. Szybko okazuje się, że to miejsce mimo pięknych krajobrazów do przyjaznych nie należy.

Twórcy na początku uraczyli nas krótkim demem, w którym mogliśmy poznać nową bohaterkę – Trishkę oraz zobaczyć gigantyczne stworzenie – Hekatona, z którym ma przyjść nam walczyć. Niestety tego już nie zobaczyliśmy.


Później mogliśmy już pobawić się jednym z poziomów gry. Tym, na co już na starcie trzeba zwrócić uwagę jest przepiękna grafika. Bulletstorm śmiga bowiem na najnowszej wersji Unreal Engine - tej samej, która jest wykorzystywana przy tworzeniu Gears of War 3. Dzika zieleń skąpana w zachodzącym słońcu stanowi jednak tylko tło dla zwariowanych akcji, które przewijają się na ekranie. Bulletstorm to nie jest standardowy shooter. Tutaj ważniejsze od eksterminacji wroga jest zrobienie tego ze stylem. W tym celu nasz bohater oprócz całej masy broni dysponuje także kilkoma przydatnymi umiejętnościami: wślizg i kopniak wyśle naszych wrogów w powietrze, a specjalne lasso ich do nas przyciągnie.

Jak już wspomniałem, zwykłe ustrzelenie wroga nie jest tutaj żadnym wyczynem. Za to przyciągnięcie przeciwnika, odstrzelenie mu głowy i wrzucenie go kopniakiem na kaktusa już tak! W rezultacie zamiast męczyć się z wrogami zwyczajnie się z nimi bawimy. Gdy wreszcie dostaniemy w swoje łapy Flail Guna, to od nowa zaczynamy eksperymentować z nieszczęśnikami. Wspomniana pukawka pozwala nam obezwładniać wrogów stalowymi łańcuchami, a gdy przejdzie w stan przeładowania (Overcharge) zwyczajnie tnie przeciwników jak nóż masło. Nasze taktyki będziemy musieli czasami dostosować pod przeciwnika.

Demo, mimo iż krótkie (około 10-15 minut), sprawiło mi masę frajdy i z niecierpliwością oczekuję pełnej wersji. Ta pojawi się niestety dopiero 25 lutego 2011 roku.



Crysis 2

CryTek w kolońskich halach wystawowych prezentował tryb gry wieloosobowej w ich najnowszym dziele – Crysis 2. Twórcy są dumni z niego do tego stopnia, że nikt nawet nie wspominał o jednoosobowej kampanii. Tryb ma gwarantować przynajmniej 80 godzin zabawy podczas odblokowywania kolejnych rang i ulepszeń.


Najważniejszym elementem, który wyróżnia Crysis 2 na tle innych sieciowych strzelanin ma być Nano Suit. Ta futurystyczna super zbroja posiada dwa tryby działania odpowiednio różnicujące rozgrywkę. Pierwszy z nich wzmacnia nasze tarcze, przez co jesteśmy w stanie przyjąć na siebie większą ilość obrażeń. Drugi zaś pozwala na włączenie kamuflażu, który pozwoli na bardziej cichą i niezauważalną eliminację wrogów. Odblokowujące się w trakcie gry dodatki dadzą nam możliwość modernizacji działania wspomnianych trybów. Jak obiecują panowie z CryTek, mamy otrzymać ponad 20 ulepszeń Nano Suit.

Jako, że twórcy gry obrali Nowy Jork za miejsce akcji, tam też stoczą się wieloosobowe batalie. Nam póki co było dane sprawdzić dwie mapy: Rooftop Garden oraz Impact. Pierwsza z nich to, jak łatwo wyczytać z nazwy, dachy nowojorskich budynków. Plansza nie jest ograniczona żadnymi ścianami, przez co chwile nieuwagi mogą skończyć się śmiercią. Dodatkowo znajdują się tam szklarnie, a w nich różnoraka roślinność, która dodaje uroku mapie i sprawia, że przy włączonym kamuflażu możemy łatwo „zniknąć”. Impact to z kolei dwa budynki, które w wyniku zawalenia praktycznie się połączyły. Sęk w tym, że jeden z nich to nowoczesny biurowiec, a drugi w całości utrzymany jest w stylu retro.

Twórcom zależało na tym, aby na ich mapach gracz miał uczucie tego, że zagrożenie może nadejść dosłownie z każdej strony, a wielopoziomowe konstrukcje wspomnianych map są tego dowodem.

Pobawić mogliśmy się w dwóch z sześciu przewidzianych w pełnej wersji trybów rozgrywki: Team Instant Action oraz Alien Crash Site. Pierwszy z nich znany jest nam wszystkim, gdyż pod wspomnianą nazwą kryje się standardowy drużynowy deathmatch. W drugim trybie nad mapą przelatują statki obcych zrzucające na powierzchnię mapy kapsuły. Zadaniem naszej drużyny będzie udanie się na miejsce zrzutu oraz utrzymanie go jak najdłużej w naszym posiadaniu.

Rozgrywka jest bardzo szybka i wokół wiele się dzieje. Na ekranie jednym z ważniejszych elementów jest radar, pozwalający na wykrycie poruszającego się przeciwnika. Tuż przed rozpoczęciem meczu możemy wybrać klasę postaci z kilku dostępnych. Wraz z postępami w grze będziemy mogli stworzyć również swoje własne, unikatowe klasy by później użyć ich na wieloosobowych arenach.


Muszę przyznać, że półgodzinna sesja z Crysis 2 w zupełności wystarczyła by uświadomić mi, że płyta z grą będzie obracać się w czytniku jeszcze przez długi czas po ukończeniu kampanii jednoosobowej. Tytuł całkowicie wyłamuje się ze schematu popularnego ostatnio dodawania rozgrywki wieloosobowej na siłę, bo tak wypada, bo wszyscy maja...




Dead Space 2


Dead Space 2 to mocno wyczekiwana kontynuacja ciepło przyjętego surrvival-horroru z 2008 roku. Akcja w „dwójce” startuje zaraz po tym co ujrzeliśmy w zakończeniu pierwowzoru i przenosi do stacji kosmicznej zwanej Sprawl.  My zaś ponownie wcielamy się w postać Isaaca Clarke'a, z tą różnicą, że tym razem jest on już zaprawionym w bojach żołnierzem. Bohater nie tylko otrzymał nową zbroję, ale i głos, którego teraz nie boi się użyć. Ponadto to on sam rozdaje rozkazy spotkanym po drodze ocalałym.
 

W kwestiach rozgrywki niewiele się zmieniło. Znów mamy możliwość skorzystania ze „stazy”, która zatrzyma w miejscu różnorakie obiekty oraz naszych przeciwników. Uzupełnieniem tego jest także powracająca kineza, pozwalająca na zdalne kontrolowanie przedmiotów. Atmosfera znów jest ciężka, a nowe Nekromorfy przerażające. Przemierzając ciasne korytarze natknąłem się na jednego z nich. Twórcy zdradzili, że ów stwór wabi się „Rzygacz” i żebym sam sprawdził dlaczego. Dla zachowania kultury, bez wdawania się w szczegóły powiem tylko, że jego atak na odległość może na chwilę unieruchomić naszego bohatera, zaś podczas walki w zwarciu kreatura ta może chwycić naszego bohatera i napełnić go śmiertelną trucizną.

Prąc dalej przed siebie (pewnie tylko dlatego, że twórcy mieli zaimplementowane ułatwienie, które dodawało nam zdrowia za każdym naciśnięciem „Y”) dotarłem do olbrzymiej sali, w której zostałem zaatakowany przez „Sforę”. „Sfora” to duża grupa kreatur przypominających dzieci, o zdecydowanie mniejszym stopniu mutacji wyglądu niż to się ma u innych Nekromorfów. Ich siła polega właśnie na ataku w grupie, gdyż jako jednostka są bardzo słabe. Jeśli damy się im otoczyć znajdziemy się w sporych tarapatach.

Później przyszła pora na krótki przerywnik w postaci łamigłówki. Chodziło o wyłączenie pola siłowego. W tym celu należało naprzemiennie korzystać z mocy „stazy” i kinezy, aby zapobiec ponownemu włączeniu się zamkniętych już obiegów.

Po pomyślnym wykonaniu tego zadania mogliśmy podejść do panelu umożliwiającego wyłączenie grawitacji. To z kolei pozwoliło nam wydostać się z pomieszczenia. Ważną nowinką, o której trzeba tu wspomnieć, jest sposób poruszania się w zerowej grawitacji. W części pierwszej bowiem Isaac był mocno w tej kwestii ograniczony, przez co mógł dostać się w pożądane miejsce jedynie dzięki odbijaniu się od kolejnych ścian. Tym razem, dzięki specjalnym wstawkom w nowym kombinezonie głównego bohatera, posiadamy już całkowitą swobodę. Pociąga to za sobą większą ilość zagadek i walk, które odbędziemy właśnie w zerowej grawitacji.


Isaac w konkretnych momentach będzie miał również możliwość wykonania tzw. skoku „halo”. Wyrzucony z duża prędkością w przestrzeń będzie mógł pokonać znaczne odległości, lecz droga nie będzie prosta, gdyż koniecznie jest skutecznie omijanie obiektów, które mogłyby pozbawić nas życia. W Dead Space 2 z pewnością zobaczymy znacznie ciekawsze lokacje, ale w kwestii grafiki wszystko pozostało po staremu.

Do tego tytułu nikt przekonywać mnie nie musi. Po fantastycznej części pierwszej „dwójka” zapowiada się jeszcze bardziej atrakcyjnie. Czekałem prawie 2 lata, poczekam jeszcze trochę. Premiera w styczniu przyszłego roku.



Medal of Honor

Po rozczarowującej wersji beta Medal of Honor, którą niedawno sprawdzali posiadacze konsol i pecetów, twórcy przybyli do Kolonii by przywrócić dobre imię tej marce.

Na halach każdy mógł ponownie przetestować tryb gry wieloosobowej, który na wypasionym kompie z podłączonymi trzema dużymi monitorami LCD miał prawo robić wrażenie. My zaś udaliśmy się na zamknięty pokaz w strefie EA.


Twórcy niezwykle szczycą się swoją współpracą z żołnierzami z najwyższej półki, należących do elitarnej jednostki zwanej Tier 1. Gra krążyć ma głównie wokół jednego z jej członków. W celu zachowania realizmu naturalnie nie znamy jego danych osobowych, a twórca wspomina jedynie, że jest to ten gość z brodą widoczny na okładce. Akcja osadzona została w Afganistanie.

Misja, którą postanowili zaprezentować nam twórcy pozwala wcielić się w żołnierza obsługującego działko w helikopterze typu Apache i podobno za napisanie jej scenariusza odpowiedzialni są ludzie, którzy mieli okazję latać tą maszyną i uczestniczyć w podobnych akcjach. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że wszystko co dzieje się podczas pokazywanej misji jest niezwykle autentyczne.

Jako, że jesteśmy jedynie operatorem działka helikopter porusza się samoistnie, a naszym celem jest eksterminacja celów. Już w tym momencie zachwyciłem się rozmowami jakie prowadzą piloci. Potwierdzenia celów, ostrzeżenia czy zmiany dokonywane i potwierdzane na bieżąco, to właśnie buduje wspomnianą przeze mnie wcześniej autentyczną otoczkę. Nie jest tak, że lecimy helikopterem i strzelamy do wszystkiego co się rusza. Każdy cel musi być potwierdzony. Fantastycznie wypadł moment, w którym centrala potrzebowała aż trzech potwierdzeń, że zauważeni wrogowie są uzbrojeni w broń póki wydali rozkaz o otwarciu ognia. Misja naprawdę nie powalała tempem akcji czy rozmachem, ale właśnie realizmem.


Gdy misja się skończyła, a pan producent był zagadany w najlepsze wykorzystałem to by sprawdzić jeszcze jedną misję. Niestety ta dość długo się ładowała wskutek czego zostałem szybko zdemaskowany. Zdążyłem jedynie na podstawie poprzedzającej scenki stwierdzić, że w owej misji przyjdzie się nam wcielić właśnie we wspomnianego wcześniej brodatego bohatera i może być to misja snajperska, gdyż obserwował on grzejących się przy ognisku Talibów właśnie przez celownik zamontowany na broni. Aha, misja rozgrywała się w nocy! Później już usłyszałem jedynie, że nie powinien był tego widzieć i twórca szybko wyłączył ekran telewizora.

Póki co nowa odsłona Medal of Honor oprócz dodania dozy realizmu nie pokazał nic, czego już byśmy nie widzieli. Grafika również niczym się nie wyróżnia. Dlatego też z wydaniem ostatecznego osądu poczekam do dnia premiery, czyli do 15 października.



Need for Speed: Hot Pursuit

Criterion, studio stojące za znakomitą serią Burnout, otrzymało od EA zadanie polegające na stworzeniu kolejnego epizodu w największej samochodowej sadze wirtualnej rozrywki. Czy to może się nie udać? Producent Matt Webster twierdzi z całą pewnością, że nie.

Nie będzie to jednak całkowicie nowa część, a jedynie swoisty remake jednej z wcześniejszych odsłon – Hot Pursuit. Podobnie jak w pierwowzorze, tak i tu istotną rolę odgrywa policja. Nie tylko będziemy przez nich ścigani (przy wykorzystaniu kolczatek, helikopterów etc.), ale także przyjdzie nam się w nich wcielić, a wtedy zabawa się odwróci. Matt z uśmiechem dodaje, że jest to także jedyna gra, w której będziemy mogli poprowadzić chociażby policyjne Pagani Zonda Cinque i trudno się z nim nie zgodzić.

Twórcy mocno akcentowali dodatek, dzięki któremu nowy NFS będzie bardziej społecznym „doznaniem”. Rzecz nazywa się Autolog i pozwala na wymianę czasów przejazdu, zdjęć czy wyzwań ze swoimi znajomymi. Zakładka „Rekomendacje” automatycznie sprawdzi w czym nasz znajomy jest lepszy od nas i zaproponuje wyścig, w którym moglibyśmy go pokonać. Jeśli się nam powiedzie, to kolega przy najbliższym odpaleniu gry zastanie informację o tym, że jego czas został przez nas pobity.
 

Twórcy są bardzo dumni z tego co już udało im się osiągnąć. „Znów chodzi o super egzotyczne fury, zawrotne prędkości i szalone pościgi policyjne” - mówi Matt Webster. Przekonać mogliśmy się o tym już parę minut później, gdy wzięliśmy udział w pewnym wyścigu.
 
Rozgrywka jest mocno uproszczona, w gruncie rzeczy każdy zakręt bez problemu pokonamy uderzając palcem w lewy spust i wprowadzając samochód w poślizg. Miejscami miałem wrażenie, że gram w trochę bardziej rozbudowanego Outruna. 

Na targach w Kolonii mogliśmy również po raz pierwszy podziwiać grę w całej okazałości. Prezentowana tutaj wersja posiadała już wszystkie efekty graficzne, jak refleksy i rozmycia, a także dodane zróżnicowane warunki pogodowe.

Zwyczajna radość ze ścigania to coś, czego tej serii brakowało od kilku ładnych lat, a to chyba udało się osiągnąć Criterion. Wygląda na to, że będzie to niezwykle udany powrót do korzeni.


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.