Namco, deleveloper kojarzony w świecie konsol głównie ze współpracą z Sony, postawił tym razem na sprzęt Microsoftu. Tym samym, ekskluzywnie na Xboksa 360 ukazała się najnowsza część Ace Combat – kultowej już strzelanki arcade, w której pierwsze skrzypce grają wojskowe samoloty. I wszystko zakończyłoby się happy endem, gdyby nie fakt, iż z „szóstki” wyraźnie kipią te same schematy i rozwiązania, co z poprzedników.
Dość ładnie przedstawiono fabułę, która zgrabnie przeplatuje się z losami pilotów walczących o swoją ojczyznę, jak i zwykłych, przypadkowych ludzi stąpających po ziemi. Historia opowiada o wojnie pomiędzy fikcyjnymi krajami Emmeria i Estovakia. Odbywając służbę w powietrznej jednostce Emmerii, musimy stawić czoła najeźdźcom, którzy w zwyczajny, piękny poranek, przeprowadzili niespodziewany atak na nasz kraj. W trakcie wykonywania kolejnych misji poznajemy losy szarych obywateli zarówno stojących po jednej, jak i drugiej stronie konfliktu, którzy bez względu na pochodzenie, cierpią tak samo, na skutek konsekwencji niesionych przez bezsensowną wojnę, nie porzucając przy tym swoich nadziei. I taki jest chyba główny przekaz tej historii, który powinien być skierowany do władz wszelkich mocarstw.
O ile zagorzali kibice Xboksa, nie mający nic wspólnego z platformami Sony mogą nowym Ace Combatem naelektryzować się od stóp do głów, tak gro fanów serii przeżyje poważny atak deja vu. Schemat w schemat mamy to, co widzieliśmy już w poprzedniej generacji konsol: czy to menu, czy wybór/kupno samolotu, czy to misje – wszystko bliźniaczo podobne. Stanowi to niewątpliwie plus dla użytkowników 360, bowiem cała esencja gry została nienaruszona. Gorzej natomiast będzie ze zwolennikami serii, śledzącymi cały jej przebieg, do których ja się zaliczam. Niemniej likwidowanie kolejnych celów nadal świetnie bawi, i co należy podkreślić - do łatwych nie należy, bowiem piloci przeciwników to nie zwyczajne siedzące kaczki, a doskonale wyszkoleni zawodnicy, których często trudno namierzyć, tudzież zestrzelić. W tym aspekcie Namco się postarało, gdyż gra czasem sprawia sporo zawodu na najmniejszym poziomie trudności. Inna sprawa, iż moim zdaniem zmiana celów jest delikatnie niezbyt dopracowana.
Piętnaście misji to liczba niezbyt imponująca. Fakt, każdy z etapów jest dość złożony, przez co zaimplementowano checkpointy, ale jednocześnie całość działań wykonujemy na akord, bowiem goni nas czas, jaki dano nam na wykonanie zadania. Często mamy wspierać kilka batalionów na raz i w całym tym chaosie gubimy się, a co za tym idzie – oglądamy plansze „Mission Failed”. Szczególnie ów fakt daje się we znaki w jednej z końcowych misji, gdzie nie wiemy „za co się złapać”, a kolejni sprzymierzeńcy wołają o powietrzne wsparcie. Najciekawszym zadaniem zdaje się być zestrzelenie powietrznych fortec – ogromnych samolotów, z pasem startowym umiejscowionym pośrodku maszyn, z których startują kolejne wrogie jednostki mające na celu ochronę kolosów. Całość wygląda naprawdę sugestywnie i zasługuje na pochwałę twórców. Suplementem dla skromnego „singla”, jest tryb online. Niestety spotkać tu Polaka jest sprawą trudną, zaś wszystkie serwery zdominowali Japończycy. Są deathmatche, jest nawet co-op, tylko nie ma z kim przyjemnie pograć. Innymi słowy, dodatek, który miał wydłużać żywotność gry, w naszym przypadku nie działa. Chyba za sprawą CoD4, czy też Halo 3.
Oprawa graficzna zawdzięcza sukces przede wszystkim doskonale dobranym efektom świetlnym. Z bliska teren wygląda jak Google Maps w niskiej  rozdzielczości, na które nałożono trójwymiarowe obiekty, ale z odpowiedniego pułapu oraz wszystkimi filtrami gra naprawdę robi wrażenie. Co najważniejsze – animacja trzyma stały poziom nawet przy największych bataliach. Natomiast skupienie, jakie poświęcamy na graniu skutecznie odwraca naszą uwagę od oprawy dźwiękowej, która jest po prostu poprawna, bez zarzutów, ale nie jest czymś mocno wyjątkowym. Jeśli miałbym w dwóch zdaniach podsumować Ace Combat 6, to brzmiałyby one następująco: Żółtodzioby, bawcie się dobrze, bo to jedna z najlepszych strzelanek. Weterani, nie zdziwcie się, jeśli po 15 misjach odłożycie grę szybciutko na półkę, a rozgrywce sieciowej dość szybko podziękujecie.

Komentarze | Dodane przez vincent274 w dniu - 2009-04-17 16:20:48 dla mnie ta recenzja jest spoko, bo moge wywnioskowac czy warto zagrac czy nie, no bo jaki jest cel recenzji jesli nie to? moze i jest przykrotka, ale co wiecej tu napisac?
|
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|