Myśląc o lotnictwie, warto przypomnieć sobie naszą bohaterską jednostkę – Dywizjon 303, który w 1940 roku odegrał kluczową rolę w Bitwie o Anglię. Ciekawie pisze o nim Arkady Fiedler, a ostatnio śpiewają Elektryczne Gitary. Polecam. Całkiem niedawno przeżywaliśmy też chwile dumy, gdy pilot LOT-u posadził na lotnisku maszynę, w której nie wysunęło się podwozie. Lądowanie mogło skończyć się fatalnie dla 230 osób, a nikomu nie spadł nawet włos z głowy. Takie historie jak te sprawiają, że rola pilota – bohatera jest dla twórców atrakcyjnym pomysłem na grę. Seria Ace Combat od prawie dwóch dekad skrzętnie to wykorzystuje, łącząc w kolejnych odsłonach przyjazny dla użytkownika model lotu z ciekawym wątkiem fabularnym.
Próżno jednak szukać w Ace Combat odniesień do polskich asów przestworzy. Dotychczas seria umiejscowiona była w fikcyjnym świecie. Wraz z najnowszą częścią – Assault Horizon, ta sytuacja się zmienia. Za fabułę odpowiada Jim DeFelice, autor bestsellerowych thrillerów militarnych i powieści szpiegowskich. Głównym (choć nie jedynym) bohaterem gry jest William Bishop, lider grupy Warwolf, który jest częścią 108 Oddziału Specjalnego, stworzonego z połączenia NATO i służb rosyjskich. Ich zadaniem jest wyeliminowane SRN – grupy terrorystycznej, sponsorowanej przez rosyjski syndykat Blatnoi. Szybko okazuje się, że SRN są w posiadaniu nowoczesnej broni masowego rażenia zwanej „Trinity” i wszystkie sprawy nabierają tempa. Miejscem akcji będą różnorodne zakątki świata. Dzięki zdjęciom satelitarnym twórcom z dużą dokładnością udało się odwzorować m.in. Miami, Dubaj, Waszyngton czy Paryż. Jako że deweloperzy przyzwyczaili nas do przynajmniej dwupłaszczyznowych historii, fabułą w Assault Horizon możemy czuć się nieco zawiedzeni. Wszystko niby jest na miejscu, ale przewidywalne zwroty akcji i mała ilość emocjonalnych momentów sprawiają, że na wirtualny Top Gun czy Błękitny Grom będziemy musieli jeszcze poczekać.
Pierwszą istotną zmianą w rozgrywce, na którą warto zwrócić uwagę, jest dodanie schematu sterowania dla nowicjuszy. Ukryte pod nazwą Optimum ustawienie ogranicza możliwości samolotu, ale pozwala nam skupić się w całości na akcji. Wychylanie gałki na boki powoduje, że nasz samolot automatycznie wykona manewr zwrotu i powróci do pozycji wyjściowej. Dla weteranów pozostawiono schemat Original, przy którym zrobienie beczki i innych podniebnych ewolucji nie stanowi żadnego problemu. Obojętnie, na które ustawienie się zdecydujemy, możemy jeszcze skorzystać z opcji Flight Assistance. Jej włączenie zautomatyzuje kilka podstawowych manewrów, jak np. wyrównywanie lotu, unikanie kolizji z podłożem czy zapobieganie wyłączeniu silników.
Dużą nowinką jest dodanie systemu „Close-Range-Assault”, którego celem było zwiększenie intensywności walk zarówno z celami powietrznymi (Dogfight Mode), jak i naziemnymi (Air Strike Mode). W pierwszym przypadku system możemy aktywować w momencie namierzenia samolotu znajdującego się w pobliżu. Wtedy to automatycznie uchwycimy się ogona wrogiego myśliwca i będziemy z nim utrzymywać dystans ułatwiający zaatakowanie działkiem, bądź rakietą. Musimy jednak uważać, by nie stracić przeciwnika z oczu i starać się powtarzać jego manewry. My sami również możemy znaleźć się w Dogfight Mode w pozycji ofiary. Aby wybrnąć z tej sytuacji musimy wymanewrować lub skontrować wrogiego pilota. Zdecydowanie bardziej korzystna jest druga opcja, lecz wymaga od nas wykazania się pewnymi umiejętnościami, które mogą okazać się dla nas fatalne jeśli wykonamy je w złym momencie. Chodzi o ustawienie maszyny w poziomie względem podłoża oraz odpowiednie zwolnienie ciągu. Jeśli spełnimy te dwa wymogi, możemy przejść do kontry, która pozwoli nam błyskawicznie znaleźć się na ogonie przeciwnika. Jakby tego było mało, wykazując się refleksem będziemy mieli możliwość skontrowania kontry! To już jednak wyższa szkoła jazdy. Watro jednak wspomnieć, że choć aktywowanie Dogfight Mode jest całkowicie opcjonalne, tak niektórych przeciwników bez jego użycia nie pokonamy.
Drugi przykład zastosowania Close-Range-Assault, czyli Air Strike Mode, dotyczy tylko celów naziemnych. Całość opiera się na podejściu do ataku w odpowiednim punkcie. Jeśli nam się uda, przelecimy wolno nad polem bitwy, skupiając się jedynie na delikatnym manewrowaniu i eliminowaniu wrogich jednostek. Trzeba zaznaczyć, iż podczas przebywania w Air Strike Mode wszystkie bronie w naszym myśliwcu przeładowują się szybciej, by pozwolić nam zdziałać jak najwięcej podczas jednego przelotu. Niestety wszystko to bawi tylko przez chwilę.

Twórcy urozmaicili grę dodaniem misji, w których mamy możliwość polatania śmigłowcem bojowym - Apache, bombowcem, czy jeszcze jako strzelec w Black Hawku i AC-130, ale występują tu w tak skromnych ilościach, że łatwo o nich zapomnieć. Warto wspomnieć, że misje w śmigłowcu są do bólu zręcznościowe. W takim Battlefield 3 musimy wykazać się większym opanowaniem podczas pilotażu niż tutaj. Maszyna potrafi zatrzymać się w miejscu, z miejsca też robi spiralę, by uniknąć odpalonych w naszym kierunku rakiet, zahacza o budynki bez większych konsekwencji itp. Prawa fizyki naciągnięto więc trochę przesadnie w kierunku zręcznościowym, zapominając o symulacji.
Po zakończeniu trybu dla jednego gracza będziemy mieli również możliwość polatania ze znajomymi w trybie kooperacji, jak i powalczenia w trybach wieloosobowych. Co-op pozwoli nam na rozegranie zaliczonych już w kampanii misji z trójką znajomych. Działa to zdecydowanie na korzyść gry, dając nam motywację do ponownego jej zaliczenia. W kwestii rodzajów zabawy multiplayer również jest bardzo pozytywnie. W Domination i Capital Conquest musimy kolejno przejmować punkty na mapie lub zniszczyć bazę przeciwnika. Działają tutaj wszystkie nowinki zastosowane w trybie jednoosobowej, z Dogfight Mode na czele, który w starciu z „żywymi” przeciwnikami nabiera nowego znaczenia. Podstawą sukcesu w grze online jest trzymanie się grupy i unikanie samotnych eskapad. Ciekawostką są specjalne ulepszenia samolotu, które odblokowujemy na kolejnych poziomach, a których konfiguracje pozwolą nam dostosować myśliwiec do własnych potrzeb.
Tytuł został wzbogacony o całkiem dobrze skonstruowany zestaw osiągnięć. Większość z nich została przydzielona do trybu jednoosobowego, ale również osoby lubiące polatać w towarzystwie znajdą dla siebie wyzwania zachęcające do dalszej gry. Cały zestaw jest przyjazny zarówno dla nowicjuszy, jak i weteranów.
Graficznie Assault Horizon wypada dobrze. Wspomniane już w tekście tereny odwzorowane na bazie zdjęć satelitarnych (choć rzadko mamy okazje je podziwiać) zostały oddane bardzo solidnie, jak na podniebną strzelankę.Walka w oku cyklonu robi wrażenie, ale fizyce w tej kwestii twórcy zagrali na nosie. Do modeli maszyn, czyli tego co oglądamy przez 90% czasu gry również nie można mieć zastrzeżeń. Oprócz tego są wybuchy, fruwająca blacha i duża płynność, czyli wszystko czego można by wymagać od tego tytułu. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłoby to zbyt bliskie umiejscowienie kamery zza samolotu, czego skutkiem jest znaczne ograniczenie widoczności.
Bardzo solidnie prezentuje się oprawa dźwiękowa produkcji. Wszystkie świsty, dźwięk gnącej się blachy czy komunikaty słyszane podczas walki oddano bardzo dobrze. Zaskakujący okazał się soundtrack, w którym usłyszymy naprawę różnorodne style muzyczne. Mamy ostre gitarowe riffy, anielskie śpiewy czy donośne bębny. Słabiej wypadają głosy podstawione postaciom w cut-scenkach, choć nie wynika to szczególnie z aktorstwa, co z niskiego poziomu niektórych dialogów.
Assault Horizon to solidny tytuł, który jednak może zszokować fanów serii. Nowy Ace Combat tak bardzo próbuje być filmem, że momentami zapomina o tym, by być grą. Nie wiedzieć czemu pozbyto się systemu wydawania komend swojemu partnerowi, zadania stały się mniej zróżnicowane, fabuła prostolinijna, a rozgrywka za bardzo poszła w kierunku zręcznościowym, przebaczając nam błędy i nie wywierając presji. Sytuację ratuje bardzo dobra warstwa online produkcji. Mieliśmy jednak prawo spodziewać się znacznie więcej.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.