RecenzjaZapowiedźPoradnikGaleria Lista OsiągnięćWywiad XCN
Afro Samurai wręcz prosił się o grę wideo. Wystarczy zobaczyć pięć odcinków serialu, by zrozumieć o czym mówię. Mamy doskonałe postacie, ciekawą fabułę, a i gatunek nasuwa się sam. Wiemy jednak z doświadczenia, że to jeszcze za mało. Zdecydowana większość obrazów filmowych przeniesionych do wirtualnego świata kończy jako średniaki z masą błędów i niedoróbek spowodowanych głównie pośpiechem. Tym bardziej cieszył fakt, że w tym przypadku nikt twórców raczej nie ponaglał i nie musieli spieszyć się, by wydać grę równocześnie z premierą nowego sezonu, filmu lub odcinka. Jeszcze mocniej raduje to, iż nad produkcją czuwał sztab ludzi związanych z animowanym pierwowzorem. Czy więc wszystkie warunki spełnione? Strzał w dziesiątkę?
Fabuła gry trzyma się linii wydarzeń nakreślonych przez serial. Wcielamy się w tytułowego Afro Samuraia, który jako dziecko był świadkiem brutalnej śmierci swego ojca. Napastnik, niejaki Justice, pragnął zdobyć opaskę „Numer Jeden” należącą do ojca Afro i dającą posiadaczowi boską moc. Z „Numerem Jeden” do walki stanąć może jedynie właściciel „Numeru Dwa”, którym był właśnie Justice. Od tamtej chwili jedynym celem głównego bohatera stała się zemsta.
Naturalnie pojawiają się również nowe wątki i kwestie, by każdy fan został zaspokojony. Co jednak, jeśli spotykasz się z Afro Samurai po raz pierwszy? Masz problem. Twórcy wyszli chyba z założenia, że po ich produkcję sięgną osoby, które widziały wcześniej anime. Dla pozostałych świat gry może wydać się bardzo chaotyczny. Już od pierwszych minut na szczęście da się odczuć klimat serialu. Humorystyczne kwestie (głównie w wykonaniu Ninja-Ninja - mimowolnego towarzysza Afro) przeplatane są dość dramatycznymi wydarzeniami i okraszone są specyficznym stylem. Tutaj spisano się na medal.
Afro Samurai to taki „lekki" slasher. Dlaczego? Jest przystępny nawet dla osób nieobytych w machaniu orężem. Nie trzeba podpinać kontrolera do kory mózgowej, jak to zwykło się mawiać przy trudnych poziomach w Ninja Gaiden. Nie trzeba być też specjalnie wyćwiczonym w bardzo dokładnym i szybkim wciskaniu guzików pada. Naszą jedyną bronią jest tutaj miecz ojca, ale lista kombinacji ataków, jakie możemy za jego pomocą wykonać, jest dość pokaźna. Największy nacisk postawiono tutaj na tzw. „focus”. Po wciśnięciu lewego spustu akcja zwalnia, obraz staje się czarno-biały, a my mamy możliwość oddania precyzyjnych ciosów. Od nas zależy nie tylko to, czy będziemy ciąć poziomo czy pionowo, lecz także lokalizacja na ciele nieszczęśnika. Warunkiem jest jednak dobry timing. Podczas korzystania z „focusu” po mieczu wędruje rozbłysk - w momencie, gdy znajduje się na czubku powinniśmy zwolnić spust.
Jeśli atak był udany to czarno-białe podłoże wzbogaci się o krwistą czerwień. Gra bowiem czerpie ze swojego pierwowzoru również wszechobecną brutalność. Trup ściele się gęsto, a ekran zalewają hektolitry krwi. Twórcy poszli jeszcze dalej i dodali tzw. „Body Part Poker”. Podczas niektórych starć nasz kompan Ninja-Ninja, który do powiedzenia ma zawsze wiele, proponuje grę w nietypową odmianę pokera. Dany rodzaj przeciwnika odpowiada kolorom kart, a odpowiednie rozczłonkowanie nadaje im wartość. Dobranie oponenta i odcinanych kończyn często skutkuje podniesieniem poziomu naszej postaci. Skoro już przy tym jesteśmy, trzeba przyznać, że dość oryginalnie rozwiązano sposób pozyskiwania kolejnych, przydatnych umiejętności. Zdobywamy je bowiem jedynie dzięki odnajdywaniu ukrytych na mapie skupisk wron. Dziwne posunięcie. Wymaga to od nas przeszukiwania każdego zakamarka, co w innych grach odblokowuje co najwyżej bonusowy materiał lub Osiągnięcie.
Jak wspomniałem wcześniej, satysfakcjonujący system walki to wszystko, co oferuje Afro Samurai. Upchnięto elementy platformowe, lecz są one na tyle słabo wykonane, że gdyby się nie pojawiły nikomu nie byłoby żal. Jednym z większych mankamentów jest to, że skorzystać z nich możemy jedynie w ściśle wyznaczonych miejscach. Nie da się zatem podczas walki przebiec po ścianie lub wykonać innych widowiskowych ruchów. Do tego dochodzi okazjonalne przełączenie jakiejś dźwigni i na tym koniec. Z jednej strony szkoda, z drugiej od takiej produkcji wymaga się przede wszystkim ostrej sieczki, a tego w Afro Samurai nie brakuje.
Dzięki miłej dla oka oprawie i starannym wykonaniu świetnie udało się przenieść graficzny styl anime. Postaci odwzorowane są niemal idealnie, a płynna animacja sprawia, że momentami mamy wrażenie oglądania kolejnego odcinka Afro Samuraia. Potęguje to także muzyka wykonana przez RZA, członka Wu-Tang Clanu, mieszająca orientalne dźwięki z hip-hopem. Z kolei głosy podłożone pod postacie to już klasa sama w sobie. Samuel L. Jackson jako Afro i Ninja-Ninja spisuje się wyśmienicie. Czymże byłby slasher bez wad kamery. Rzadko kiedy zdarza się gra należąca do tego gatunku, w której nie uświadczymy takich problemów. Afro Samurai niestety kontynuuje tę niechlubną tradycję. Położenie kamery najbardziej daje popalić przy walkach z bossami, szczególnie na najwyższym poziomie trudności.
Trochę ciężko jest ocenić Afro Samuraia. Jako fan serialu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że bawiłem się naprawdę dobrze. Dający mnóstwo satysfakcji i frajdy system szatkowania przeciwników, świetne udźwiękowienie oraz postacie, które bronią się same, przemawiają za produkcją. Jednak chaotyczne prowadzenie scenariusza, liniowość, bardzo okrojone elementy platformowe i dziwne rozwiązanie dotyczące rozwoju głównego bohatera sprawiają, że Afro Samurai to pozycja nie wykorzystująca w pełni potencjału i nieco zawodząca pokładane w niej nadzieje.
Dodane przez Vanq w dniu - 2009-05-04 12:26:31 gra daje rade ale trzeba obejzec serial koniecznie bo ni cholery sie niezrozumie o co kaman ale ogolnie niezla sieczka choc za krotka
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.