Recenzja Zapowiedź Poradnik Galeria Lista Osiągnięć Wywiad XCN | Salem oraz Rios, dwaj kumple trudniący się rozwiązywaniem konfliktów zbrojnych za odpowiednią sumę pieniędzy, znów wracają do akcji. Tym razem mała armia wkracza na ulice Szanghaju, by zarobić trochę grosza. Więcej, mocniej, szybciej – te trzy słowa kołaczą mi się po głowie w odpowiedzi na to, co widzą oczy. Masa eksplozji i jeszcze intensywniejsza akcja w stosunku do części pierwszej nie pozwalają mrugnąć powieką nawet na chwilę.
Army of Two: The 40th Day rozpoczyna się kilka lat po wydarzeniach z poprzedniej odsłony. Nieco starsi już bohaterowie dostają nie odbiegającą od normy robotę w Szanghaju, w trakcie której, jak to zwykle bywa, wszystko zaczyna się im walić na głowę (dosłownie i w przenośni). Na Chiny przeprowadzany jest atak terrorystyczny, co z łatwej misji czyni dla tytułowej dwójki walkę o przetrwanie. Ogromne budynki zaczynają się rozpadać, dookoła pełno eksplozji, a na domiar złego setkom przeciwników zależy na śmierci najemników.
 Myślałem, że deweloperzy pójdą na łatwiznę i wypuszczą coś jakby pakiet dodatkowych misji z lekko podciągniętą grafiką. Na szczęście po kilku minutach grania wiedziałem, że gram w pełnoprawną kontynuację. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to oczywiście oprawa wizualna. Nie ukrywam, że pierwsza część wyglądała średnio, więc z „bananem na twarzy” obserwowałem wydarzenia w The 40th Day, która prezentuje się rewelacyjnie. Modele postaci, zwłaszcza twarze są porządnie wykonane, otoczenie ma o wiele więcej detali, a co najważniejsze - nie użyto tutaj ciemnej palety barw podciągniętej mrocznymi filtrami graficznymi na modłę dzisiejszych gier akcji. Cieszy także zróżnicowanie miejscówek – panowie walczą nie tylko w wąskich uliczkach, ale też w szpitalu czy szanghajskim zoo.
Na każdym kroku towarzyszą im wybory moralne. Grę można przejść na dwa sposoby - albo będąc humanitarnym i honorowym najemnikiem, albo grać jako zły sukinsyn, który sprzątnie każdego, przyjmie każdą łapówkę, byle tylko saldo konta powiększyło się o kolejne zero. Moralność można podnieść ratując bezbronnych cywili z rąk terrorystów, wiążąc schwytanych przeciwników zamiast strzelać im w głowę, bądź poprzez wybór jednej z dwóch opcji, które pojawiają się w każdym rozdziale gry. Tylko od grającego zależy na jaki styl się zdecyduje. Dla wyciśnięcia z gry wszystkich soków oczywiście trzeba ją zaliczyć dwa razy – zależnie od podjętych decyzji otrzymuje się nowe „zabawki”, a także przewidziano Osiągnięcia.
Wspominając o „zabawkach” muszę przyznać, że wybór broni jest spory. Za zarobione w grze pieniądze da się kupić jedną z kilkunastu dostępnych pukawek. Mało tego, można je dowolnie konfigurować zmieniając w nich części, co odbija się na statystykach. Szczerze powiedziawszy nie testowałem całego arsenału, gdyż po prostu nie było takiej potrzeby. Dużą rolę odgrywa tutaj wskaźnik Aggro. Im większy współczynnik Aggro ma broń, tym szybciej napełnia się pasek u góry ekranu na korzyść sterowanej postaci. Wykorzystywanie Aggro ma olbrzymie znaczenie podczas walk z bossami – jeżeli pasek jest pełny dla Riosa, to wszyscy przeciwnicy zwracają uwagę na niego, dzięki czemu Salem powybija wrogów, którzy zajęci są kolegą. Niestety sztuczna inteligencja wirtualnego towarzysza lubi czasem zawieść. Nie ma co ukrywać, Army of Two to gra stworzona do trybu kooperacji. Jeżeli masz kumpla, z którym lubicie razem pograć - nie ważne czy na jednej konsoli, czy przez Xbox LIVE – wiedz, że będziecie zadowoleni. Sprawdziłem na własnej skórze i zabawa we dwójkę, sącząc przy tym rozmaite, napoje nabiera rumieńców.
 Kiedy przebrniesz już przez wątek fabularny, to czeka oczywiście multiplayer. Niestety pomimo szczerych chęci, nie byłem w stanie zmobilizować się do grania. Po kilku meczach dałem sobie spokój z zabawą przez sieć. Nie wiem czy to wina mojego łącza, czy słabej optymalizacji kodu sieciowego, ale lagi podnosiły mi znacząco ciśnienie. Na deser twórcy przygotowali tryb Extraction, ponoć coś w stylu znanej i lubianej hordy z Gears of War. Tryb jest na chwile obecną dostępny tylko dla osób ze specjalnym kodem otrzymywanym przy zamówieniu przedpremierowym, więc nie mogłem sprawdzić z czym to się je. Po miesiącu od premiery tryb zostanie odblokowany dla wszystkich.
Nie wiem jak Ciebie, ale mnie Salem i Rios do siebie przekonali. Jeżeli kolejna część zachowa tendencję zwyżkową w kwestii jakości, to świetnie. Mi grało się bardzo dobrze, znacznie lepiej niż w pierwszą odsłonę. Chcesz pograć w jakąś nowość z kumplem? Chwytaj Army of Two: The 40th Day.

| Komentarze | Dodane przez ShotgunMesssiah w dniu - 2010-02-08 17:20:17 Na xie nie grałem jeszcze w Army of Two ale grałem na playce... jedyne co razi to maaaakabryczna grafika!! Naprawdę na PS3 ta gra wygląda strasznie!! Muszę zagrać w wersje na xie bo aż wierzyć mi się nie chce że aż tak dobrze wygląda jak opisuje to autor recenzji!! Generalnie gra spoko...
| Dodane przez Radoom w dniu - 2010-02-09 12:29:06 Na X360 gra też wygląda marnie, tyle, że ty na PS grałeś w gry z cudowną grafiką i masz trochę większe oczekiwania.
| Dodane przez ShotgunMesssiah w dniu - 2010-02-09 13:02:21 Grywam na piecu, xie i ps3... i to nie jest tak że ja mam duże oczekiwania do takich tytułów....Bo nie reklamowali swojego produktu grafiką tylko co-opem....i w tej kwestii żadnych zastrzeżeń. Jednak oprawa graficzna wygląda prostu źle... doczytujące się tekstury, schodkowe cienie wiele jeszcze jest takich niedoróbek.... Naprawdę w paru momentach musiałem na chwile przerwać rozgrywkę na chwilkę bo mnie bolały oczy Ale naprawdę jeżeli ktoś kupuje gry żeby pograć a nie bawić się w ocenianie grafiki to Army of two do zdecydowanie dobry zakup, pod jednym warunkiem... Grania w Co-opie!!
|
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|