Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Assassin's Creed
Autor: Jakub Kozioł   
25.11.2007.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

W tym roku mamy prawdziwy wysyp hitów i w takim gąszczu niezwykle ciężko się czymś przebić. Zaczęło się od Bioshocka, Halo 3, teraz pojawiła się najnowsza część Call of Duty 4, do tego jeszcze Mass Effect – można by wymieniać i wymieniać... Na liście zakupów większości graczy na pewno znalazła się też najnowsza produkcja od Ubisoft Montreal, czyli Assassin's Creed. Czy słusznie?

 Nie chcę za dużo zdradzać z fabuły, bo uważam, że zostało to tak ciekawie rozwiązane, że aż szkoda niszczyć sporą niespodziankę. Twórcy słusznie do samego końca skrywali szczegóły i utrzymywali otoczkę sporej tajemnicy. Przechodząc do samego średniowiecza, zaczynamy roku pańskiego 1191. Główny bohater – Altair – jest asasynem, i to nie jednym z wielu. Jest najlepszy w tym co robi i dlatego dostaje bardzo trudną misję, w której musi wykraść pewien ważny dla sekty skarb. Niestety zabójca nie zawsze słucha się rozkazów i przez lekką samowolę z jego strony zadanie nie zostaje wykonane tak, jak być powinno i życzyli sobie tego przełożeni... Lecący Orzeł (bo tak brzmi imię naszego bohatera po przetłumaczeniu z arabskiego) zostaje „zdegradowany” – cały jego sprzęt zostaje mu zabrany, a na dodatek traktowany jest jak zwykły uczeń. Dostaje też specjalne zadanie w celu „odzyskania” dobrego imienia, ma zlikwidować kilka celów, nie tylko ze strony sułtana Saladyna, ale też kilku ludzi Ryszarda Lwie Serce czeka zguba.

Pierwszą misję robi się chyba najdłużej i nie dlatego, że w rzeczywistości trzeba się tam jakoś wybitnie namęczyć. Gdy po raz pierwszy wjeżdżamy do Damaszku następuje tak zwany opad szczęki. Na dodatek wrażenia te potęguje miejsce, z którego dostajemy się tam – jest to lekka wyżyna, która pokazuje nam caluteńkie miasto, co jest po prostu widokiem genialnym i przez pierwsze 30 minut latałem jak głupi oglądając ulice, domki i zachowanie ludzi. Czegoś takiego w grach jeszcze nie było! Oprócz wspomnianego przed chwilą Damaszku jest jeszcze Akka i Jerozolima. Każde z tych miast wygląda inaczej, szczególnie różni się Akka, która praktycznie dopiero co została zdobyta przez rycerstwo europejskie i całe miasto jest wyniszczone – dużo w nim ruin, a na dodatek kolorystyka jest taka bardziej ponura. Jak mówiłem, to coś nowego i robi ogromne wrażenie!

Przez to, że Altair nie ma swojego starego wyposażenia na początku, nie wszystkie „ruchy” są dostępne. Z czasem mistrz zakonu za wykonanie zadań oddaje nam którąś z naszych rzeczy lub obdarowuje nowym gadżetem. Kiedy jesteśmy już w pełni uzbrojeni i wszystko co nasze zostało nam oddane, wtedy do wyboru mamy: małe nożyki do rzucania (czasami się przydają); mały miecz, czyli taka alternatywa dla zwykłego, podstawowego, którego używamy najczęściej; no i oczywiście znane z trailerów wysuwane ostrze, przez które Altair musiał zrezygnować z jednego palca. Samo zadanie nie sprowadza się tylko do tego, że znajdujemy cel i dokonujemy egzekucji. Wchodząc za pierwszym razem do miasta nasza mapa jest „zamglona” i tak na prawdę nie wiadomo gdzie cokolwiek będące w kręgu naszego zainteresowania się znajduje. Dlatego trzeba znaleźć „view point”, czyli jakąś wysoką wieżyczkę, czy coś takiego – wspinamy się na jej szczyt i tam poprzez wciśnięcie Y uaktywnia się „eagle eye”. Tłumacząc najprościej: Altair robi rozeznanie w terenie i dopiero wtedy odkrywamy kawałek obszaru wraz z zadaniami. Na samym początku nie mamy dostępu do całego miasta, każde z nich jest podzielone na trzy dzielnice, które się odblokowują w miarę naszych postępów. Mistrz zakonu daje nam tylko nazwisko ofiary, co za bardzo nam nie pomaga – dlatego przed każdą misją musimy wykonać małe śledztwo, co w zasadzie sprowadza się do trzech rzeczy: kradzieży, podsłuchiwania i perswazji (ale nie słownej, tylko takiej trochę bardziej siłowej). Przy okazji możemy też pomóc mieszkańcom, którzy są w tarapatach, za co odwdzięczają się pomagając nam później – gdy ktoś nas ściga (zatrzymują na chwilę straż). Mamy jeszcze zadanie od informatora, który za pomoc przekazuje nam wszystko co wie, ale sprowadza się to do zabicia kogoś albo do zebrania flag w określonym czasie. Gdy już będziemy wiedzieć trochę więcej o celu udajemy się do „lokalnego przedstawiciela” zakonu, z którym dzielimy się zdobytymi informacjami i który udziela nam pozwolenia na atak.

Na początku dziwne wydaje się sterowanie poczynaniami cichego mordercy, ale po chwili, jak się opanuje dostępne opcje, to jest świetnie. Przede wszystkim nie można cały czas atakować! Tu wszystko głównie opiera się o kontry: czekamy aż nasz przeciwnik zacznie atakować, wciskamy X i już widzimy animację, w której Altair najpierw unika ciosu, a potem szatkuje wroga. Czasami zdarzy się, że zauważymy jak jakiś silniejszy rycerz szykuje się do mocnego ciosu, wtedy w grę wchodzi unik i momentalny atak (co na dobrą sprawę też jest kontrą). Szczególnie w późniejszych etapach gry AI bardzo lubi rzucać Altairem - co walka to ktoś nas łapie i chce wybić z rytmu. Tak naprawdę przed premierą bałem się dwóch rzeczy: opisanej przed chwilą walki (która po opanowaniu jest super) i opcji swobodnego poruszania się po świecie. Co do drugiego, to okazało się, że wszystko zrobiono w imię płynności i przepięknych ruchów jakie wtedy wykonuje Altair. Trzymając trigger i A na raz Altair biegnie, lekko pochylony, wspina się, skacze. Można nie wypełniać misji, tylko bawić się w takie hasanie, śmiganie po dachach i wspinanie się po budynkach w danym mieście.

Przed każdym atakiem oglądamy jakąś scenkę (na silniku gry) z ofiarą w roli głównej, a dopiero potem na szybko robimy rozeznanie w terenie i planujemy jak się do niej zakraść. Chyba że komuś szkoda czasu, to po prostu biegnie przed siebie i atakuje. Trzeba się wówczas liczyć z tym, że na drodze stanie nam kilku strażników, a kolejne oddziały pokażą się podczas ucieczki. Uciekając musimy najpierw troszkę się oddalić od przeciwnika, a potem gdzieś się schować, by przeczekać poszukiwania. Można to zrobić na dachu „za kotarą”, w wozie z sianem, albo siadając na ławeczce. Potem zostaje nam tylko raport u gościa, który nam zezwolił na atak i powrót do mistrza – tak to wygląda. Niestety tu wychodzi chyba największa wada gry - schematyczność rozgrywki. Schemat ten cały czas się powtarza, ale jak dla mnie wszystko zależy od podejścia do gry. Jeśli ktoś jest nastawiony tylko na misje, to szybko mu się gra zwyczajnie znudzi. Wkradnie się wówczas olbrzymia monotonia. Gdy jednak się zwiedza, utrudnia sobie troszeczkę grę przykładowo walcząc krótkim mieczem, zbiera flagi, tak jakby „delektuje” się tym tytułem, to na pewno w Assassin's Creed i jego świecie się zakocha. Tętniące życiem miasto, mnóstwo ludzi na ulicach (i nie są to same klony), świetnie odwzorowany średniowieczny klimat – ja jestem po prostu tym zachwycony, gra w ogóle mi się nie nudziła. Wypełniałem praktycznie te same misje, ale w ogóle mnie to nie zniechęcało. Po prostu w AC mogę grać i grać...

Jeśli mam wymieniać jakieś minusy Assassin's Creed - czasami zdarzą się jakieś lekkie zacięcia, Altair przeniknie przez ścianę albo takie pomniejsze bugi. Momentami zwariuje również kamera, pokazując nam fragment budynku zamiast postać potrafi zirytować podczas trudniejszej walki. Jakoś strasznie to jednak przeszkadza. Za sporą wadę da się uznać brak możliwości włączenia napisów. Nie żeby mi to przeszkadzało okropnie, ale po prostu zawsze odruchowo włączam napisy – takie przyzwyczajenie. Z pewnością to spory dyskomfort dla osób ze słabszą znajomością języka angielskiego. Zwłaszcza, że często słyszymy go z naleciałością arabską.

 Za muzyką stoi Jesper Kyd, czyli tutaj dłuższych wyjaśnień nie trzeba: jest bardzo, bardzo dobrze. Co prawda jakiegoś kawałka, czy motywu przewodniego, który zapamiętamy na długo zwyczajnie nie ma. Co najważniejsze udało się muzyką oddać klimat tamtych czasów – po prostu świetnie dopasowano kawałki. Graficznie w porządku, szczególnie Altair wygląda nieźle (i jest genialnie animowany). Dalsze tereny są lekko rozmazane, a gdy podejdziemy bliżej to nawet nie widzimy kiedy podmieniają się na ostre, wyraźne tekstury. Ogólnie oprawa wyszła Ubisoft ładnie, nie ma jakichś olbrzymich mankamentów. Najwięksi wzrokowcy powinni być zadowoleni.

Assassin's Creed to tytuł, na który długo czekałem i nie zawiodłem się! Prawda jest taka, że praktycznie wszystko, co Jade obiecała w grze się znalazło – mi do szczęścia więcej naprawdę nie potrzeba! Dodatkowo gra jest długa, tak na oko to około 30 godzin porządnej zabawy, co na obecne standardy to dużo, nawet bardzo... Pomniejsze błędy są, ale to nic w porównaniu z tą frajdą jaką AC na pewno daje.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.