Postać Batmana po raz pierwszy została pokazana światu w maju 1939 roku, w komiksie z cyklu „Detective Comics”. Niedługo potem Mroczny Rycerz zasłużył na własną serię i od tamtej pory stał się obok Supermana najbardziej rozpoznawalnym bohaterem DC Comics. Naturalnie z biegiem czasu na świecie zaczęły pojawiać się filmy i gry. To naprawdę niesamowite, że facet zakładający majtki na spodnie stał się aż tak popularny.
Nie wszystko jednak szło idealnie. Filmy, mimo że w pewnym stopniu dobrze oddawały klimat znany z komiksów, nie były dziełami wybitnymi. Gry, które w głównej mierze bazowały na tych ekranizacjach również dawały nam tylko ułamek tego, co można by nazwać dobrą pozycją o Batmanie. Dlatego trudno było oczekiwać, że po ponad dziesięciu słabych tytułach (może poza LEGO Batman) opowiadających o przygodach Człowieka-Nietoperza miałoby się coś zmienić. Moje nastawienie do zapowiadanego Batman: Arkham Asylum było z góry sceptyczne. Czas pokazał, że niepotrzebnie…
Batman: Arham Asylum to produkcja, która (ku mojej uciesze) wzorowana jest wyłącznie na komiksowej serii. Fabuła przenosi nas do Arkham Asylum – odpowiednika Alcatraz w Gotham City. Osadzone na wyspie więzienie jest domem dla wszystkich najgorszych przestępców. Znajdziemy tu Bane’a, Killer Croca, Poison Ivy, Scarecrowa, Victora Zsasza i wielu innych złoczyńców znanych z uniwersum Batmana. Jest jednak jeszcze ktoś, kto na swoją celę „zapracował” aż zanadto – Joker. Ten dotychczas nieuchwytny, wiecznie uśmiechnięty, zielonowłosy clown wpadł ostatecznie w ręce naszego bohatera praktycznie na własne życzenie. Wzbudziło to pewne podejrzenia u Mrocznego Rycerza, więc sam postanowił odstawić szaleńca do Arkham. Jak się szybko okazuje, były one jak najbardziej słuszne. Joker wraz ze swoją pomocnicą (Harley Quinn) bardzo łatwo uwalnia się, a następnie przejmuje kontrolę nad całym ośrodkiem. Nietoperza czeka długa noc w zakładzie, w którym celem niemal wszystkich jest zabicie go. Historia serwuje nam konfrontacje z kolejnymi mieszkańcami Arkham, co skutkuje tym, że przez cały czas jest wartka i wciągająca.
W kwestii rozgrywki twórcy ze studia Rocksteady postawili na zróżnicowanie. Nie zapomniano o tym, że Batman jest wyśmienitym detektywem, a do tego posługuje się całą masą gadżetów. Weźmy jednak na początek walkę wręcz i system zwany FreeFlow Combat. Dzięki niemu do poradzenia sobie nawet ze sporą grupą nieuzbrojonych opryszków wystarczą dwa przyciski: ataku i kontry. Wydawać by się mogło, że przez ten zabieg walki będą nudne i sztywne, ale nic bardziej mylnego. Wszystko odbywa się niezwykle płynnie - nasz bohater skacze od jednego przeciwnika do drugiego, każdego częstując innym ciosem. Gdy do tego dodamy skutecznie wykorzystanie kontry, to mamy wrażenie, że oglądamy iście kinowe potyczki. W miarę postępów na drodze staną nam różnego rodzaju wrogie jednostki, wymagające innego podejścia i wykorzystania bardziej wymyślnych technik. To trzeba będzie oprycha ogłuszyć, to przeskoczyć, to znów wytrącić batarangiem broń z ręki. W skrócie - nie sposób się nudzić. Wygrane starcie, w którym do tego nie damy się ani razu drasnąć, daje naprawdę mnóstwo satysfakcji.
Jeśli jednak zdarzy się, że wszyscy przeciwnicy w danym pomieszczeniu są uzbrojeni po zęby, to musimy spróbować cichszej metody eliminacji. Pomogą w tym elementy otoczenia. Gargulce zawieszone wysoko pod sufitem pozwolą lepiej rozeznać się w sytuacji oraz będą drogą ucieczki, gdyby coś poszło nie tak. Dobrze jest również skorzystać z trybu detektywistycznego, który wyróżni wszystkich oponentów, wykryje uzbrojonych oraz określi ich stopień zaniepokojenia, po czym stwierdzimy, który z delikwentów totalnie nie będzie spodziewał się ataku. Wysokość to nasza domena i przemieszczając się pod sufitem zachowujemy się jak prawdziwy drapieżnik czekający na odpowiedni moment i polujący na swe ofiary. Później wszystko zależy od nas - możemy porwać nieszczęśnika i zawiesić na gargulcu, tudzież korzystając z peleryny zlecieć bezszelestnie na ziemię i spróbować zajść kogoś od tyłu. Możliwości jest mnóstwo. Wspomniany tryb detektywistyczny sprawdza się nie tylko przy eksterminacji wrogów. Często pomoże nam w znalezieniu ukrytych przejść, wskaże słabsze ściany czy pozwoli na wytropienie kogoś po DNA lub zostawionych odciskach palców.
Batman oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie miał całego zestawu gadżetów. Tych przybywać będzie wraz z postępami w grze. Początkowo dysponujemy jedynie batarangiem, który mimo licznych zastosowań nie wystarczy, by podołać wszystkim wyzwaniom czekającym na głównego bohatera. Z czasem dostajemy zdalnie detonowany żel, który oprócz wysadzania ścian przyda się przy małej dywersji. Później dochodzi hak do ściągania krat wentylacyjnych na odległość, sterowany batarang czy urządzenie, które po ustawieniu odpowiedniej częstotliwości powoduje spięcie otwierające zamknięte drzwi lub wyłączające zasilanie. Niektóre z tych zabawek ulepszamy za zdobyte punkty doświadczenia, przez co będziemy przykładowo rzucać trzema batarangami naraz.
Wachlarz elementów rozgrywki rozszerza stary znajomy Edward E. Nigma, znany też jako Riddler (Człowiek-zagadka). Porozrzucał on po całym Arkham różnego rodzaju łamigłówki. Jedne wymagają od nas znalezienia figurki w kształcie znaku zapytania, inne przeskanowania odpowiedniego miejsca, co do którego dostajemy małą podpowiedź, innym razem zaś musimy spojrzeć z odpowiedniej perspektywy tak, by kropka wraz z resztą znaku zapytania ułożyła się w całość. Nie jest to koniecznie do ukończenia gry, ale jeśli ktoś lubi szukać i wysilać trochę szare komórki, to bardzo mu się spodoba taka zabawa. Z kolei gdy ktoś chciałby rozwiązać wszystkie zagadki Riddlera, a nie jest typem wielkiego poszukiwacza, może porozglądać się za mapami, na których naniesione są miejsca ukrycia zadań w specyficznych rejonach Arkham.
Jeśli miałbym się do czegokolwiek przyczepić, to byłyby to walki z bossami, a raczej brak pomysłu na przebieg niektórych z nich. Nie jest to jednak wielka wada, a jedynie mała skaza na diamencie. Także poziom trudności może być dla niektórych osób rozczarowaniem. Większość graczy nie powinna mieć problemów z poradzeniem sobie z grą na Hard. Twórcy dla bardziej wymagających przygotowali na szczęście zestaw wyzwań, które naprawdę sprawdzą ich umiejętności cichego pozbywania się przeciwników oraz wykorzystania systemu FreeFlow Combat. W pierwszym przypadku otrzymamy dokładne wytyczne na temat sposobu pozbycia się sługów Jokera, w drugim będziemy musieli osiągnąć podany poziom punktów za walkę.
Nie mogło zabraknąć Osiągnięć. Te, obok standardowych za progres w fabule i ukończenie gry na danym poziomie trudności, wymagać od nas będą odnalezienia zagadek Riddlera oraz zaliczenia wspomnianych wyżej wyzwań. Niektóre mogą sprawić kłopoty, ale miło się je zdobywa. Przydałoby się jednak więcej podobnych do tego za przelecenie na pelerynie dłuższej odległości.
Graficznie Batman: Arkham Asylum prezentuje się świetnie. Twórcy ze studia Rocksteady udowadniają tym samym, że nie trzeba mieć wieloletniego stażu w branży by okiełznać silnik Unreal Engine. Kolorystyka, projekty poziomów, design postaci - wszystko stoi na najwyższym szczeblu. Szkoda tylko, że środowisko jest praktycznie niezniszczalne. Chciałoby się momentami podczas walki rzucić opryszkiem o stół czy krzesło. Jednak nie jest to coś, co miałoby zaważyć na ocenie. W trakcie starć, jedynie przy zwolnieniach, da się zobaczyć małe błędy w detekcji kolizji, lecz w żadnym stopniu nie psuje to ogólnych wrażeń z gry. Oprawa audio to również bardzo mocny aspekt gry. Muzyka, która towarzyszy nam przy przemierzaniu Arkham Asylum jest bardzo „batmanowa”, czyli intensywna i dynamiczna.
Na największe oklaski zasługuje Mark Hamill, o którym często mówiło się, że to aktor jednej roli (Luke Skywalker z "Gwiezdnych wojen"). Wspominały o tym raczej wyłącznie osoby, które nie znały animowanego serialu o przygodach Batmana. W Arkham Asylum Hamill wcielił się w postać Jokera i ponownie zrobił to fenomenalnie. To trzeba usłyszeć! Na pochwałę zasługuje także Arleen Sorkin, która nadała charakteru Harley Quinn. Kelvin Conroy odgrywający rolę Batmana miał swoje momenty, ale w zestawieniu z wymienionymi aktorami wypadł słabo.
Batman: Arkham Asylum jest zdecydowanie najlepszą grą o superbohaterze w jaką mogliśmy kiedykolwiek zagrać. Rocksteady z nieznanego, małego studia jest teraz na ustach wszystkich. Trudno się dziwić, w ich dziele po prostu wszystko zagrało. Dostaliśmy tytuł, który z miejsca uderza w nas kapitalną atmosferą, wciągającą rozgrywką, fantastyczną grafiką i grą aktorską z najwyższej półki. Mogę już teraz zagwarantować, że jest to produkcja, która będzie się liczyła w pojedynku o miano najlepszej gry tego roku.