Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najlepsze odsłony Call of Duty tworzy:

Społeczność





Battlefield 3
Autor: Łukasz Zdeb   
08.11.2011.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Na tę grę czekały miliony fanów, głównie pecetowych. Sygnowany jako prawowity następca Battlefielda 2, hucznie reklamowany, wręcz jako rewolucyjny FPS, czy w końcu – jako pogromca topowej strzelanki z serii Call of Duty. Zdobył wiele nagród na wszelakich targach, ale także wzbudził wiele kontrowersji tuż przed samą premierą, przede wszystkim za sprawą marnej wersji beta trybu wieloosobowego. Jaki jest naprawdę Battlefield 3?


To rdzennie multiplayerowa gra i wie o tym chyba każdy zainteresowany. Powszechnie wiadomo, iż tryb dla jednego gracza przydaje się tylko w przypadku problemów z serwerami, bądź awarią u dostawcy Internetu. Tak też jest i w tym przypadku, choć trzeba przyznać, że ekipa z DICE włożyła w kampanię sporo serca. Czasem wręcz za dużo, psując pewne patenty, bądź dostatecznie ich nie dopracowując, mimo szczerych chęci.

Mamy zatem historyjkę rzucającą nas głównie na Bliski Wschód. Odwiedzimy jednak także Paryż czy Nowy Jork. Wcielimy się w kilka postaci, m.in. dowódcę czołgu, snajpera, bądź zasiądziemy w kokpicie odrzutowca. Jednak główny wątek kręci się wokół żołnierza marines, który na przesłuchaniu opowiada nam całą historię w formie retrospekcji. Prawdę mówiąc nie ma tu nic, co mogłoby specjalnie przykuć uwagę i w jakimś stopniu zaskakiwało. Ot, zwykły, schludnie opowiedziany wątek fabularny z otoczką stricte militarną, w której nie zabraknie Rosjan, terrorystów i ładunków nuklearnych.

„Singiel” sam w sobie nie jest zły, ale nie porywa. Gra bez dwóch zdań chce upodobnić się do Call of Duty, a to tylko podważa jej tożsamość. Owszem, mamy sekwencje jazdy w kolumnie czołgów po ogromnym terenie oraz misje piechoty na równie pokaźnym obszarze, ale sporo tu etapów chodzonych „po sznurku”, z rozwiązaniami, które już widzieliśmy u konkurencji. Sprawia to, iż uczucie deja vu towarzyszy nam niemal na każdym kroku. A przecież można było pokusić się o większe zaangażowanie gracza, przynajmniej w postacie (niczym w Bad Company), które są małomówne i nie widzimy ich twarzy, gdyż całość – podobnie jak u rywala – ukazana jest z pierwszej osoby. Można było zaimplementować jakieś wstawki filmowe z pola bitwy - cokolwiek, co odróżniałoby sposób przedstawienia akcji gry względem oponenta. Tymczasem nawet nie pokierujemy auta po swobodnym terenie, lecz siedzimy na miejscu pasażera.  Sekwencje latania samolotem są poskryptowane i jedynym naszym zadaniem jest monotonne namierzanie celów. Nakreślenie tego, z czego słynie Battlefield – czyli starć za pomocą pojazdów i swobody – jest tu znikome.


Samo strzelanie z karabinów też zostawia sporo do życzenia. Przeciwnicy przy pomocy skryptów potrafią pojawiać się na naszych oczach i biec w naszą stronę na masową zagładę. Nie są w żaden sposób wymagający i nie dostarczają frajdy z eliminacji. Po prostu kolejna rzeź baranów - dosłownie i w przenośni. Niemniej jest kilka ciekawych sekwencji QTE, jednak ich wykonanie pod względem naszej ingerencji jest co najmniej dziwne i brakuje w tym „rytmu”. Ponadto niektóre ciosy wykonywane są jakby w zwolnionym tempie i połowa efekciarstwa zwyczajnie pryska. Natomiast żeby w jakikolwiek sposób tu nie dramatyzować - im dalej w las, tym grało mi się przyjemniej. Summa summarum, tryb dla jednego gracza jest jak najbardziej do sprawdzenia, lecz wątpię, iż do niego kiedykolwiek wrócę.

Przejdźmy zatem do meritum, czyli trybu multiplayer. Ponownie skupię się na "Podboju", gdyż to rdzenny tryb Battlefielda. Dla zainteresowanych jest również Szturm, Drużynowy Szturm, Zespołowy Deathmatch oraz Drużynowy Deathmatch. Jak zatem prezentuje się popularny „Conquest”? Na pewno lepiej (przynajmniej od startu) niż w Bad Company 2. Mamy więcej ciekawych, bardziej złożonych architektonicznie map, a przede wszystkim większą ilość pojazdów. Powracają amfibie, pojawiają się odrzutowce. Mamy także standardowo jeepy, czołgi, bądź pojazdy lekko opancerzone.

Na tę chwilę tryb wieloosobowy ciężko ocenić pod względem wyważenia. Perków do odkrycia jest sporo, a co więcej – do każdej broni z osobna trzeba zdobywać choćby zwykły kolimator. W oczy rzuca się zbyt mała ilość punktów życia, a co za tym idzie -  przypadkowość w pojedynkach na karabiny. Pojazdy zdają się być bardziej wyważone i słabsze niż zwykle. Ale z drugiej strony są sytuacje, w których czołg może przyjąć pokaźną liczbę pocisków od drugiego czołgu. Absurdem wydaje się być unieruchomienie pojazdów latających. Na przykład efektownie wystrzelona bazuka niekierowana nie zniszczy helikoptera, lecz go unieruchomi, co daje pilotowi czas na katapultowanie się. Podobnie wyglądają walki między odrzutowcami, w których ciężko o zdobycie fraga.

Niestety po raz kolejny mamy sporo ciasnych map, oferujących nam zaledwie trzy flagi ustawione w rządku. Tym niechlubnym sposobem mapa Operacja Metro przebiła dotychczas najsłabszą planszę Port Arica z Bad Company 2. Rozgrywana akcja w tunelu zwyczajnie ucina mam skrzydła i sprowadza się do nudnej walki pozycyjnej, z której Podbój nigdy nie słynął. Ale są też obszerniejsze terytoria, jak Kanały Nouszahr, Operacja Ognista Burza czy Kaspijska Granica. Jednak po raz kolejny, nawet jeśli dostaliśmy większe obszary i tu w gruncie rzeczy jesteśmy często ograniczeni trzema flagami stojącymi obok siebie, stąd nasze działania taktyczne nie dają takiej satysfakcji ze zdominowania przeciwnika.


Mimo wszystko tryb wieloosobowy po raz kolejny potrafi wciągać, zaskakiwać i musimy się go uczyć na nowo. Strzela się dość przyjemnie, a opanowanie helikoptera lub samolotu jest nie lada wyzwaniem. Jak podkreślałem, w Battlefield 3 jest znacznie więcej pojazdów, co cieszy i urozmaica rozgrywkę. Ponadto multum przedmiotów do odblokowania dodatkowo motywuje, by spędzić z daną klasą więcej czasu. A mamy tym razem cztery: Szturmowiec, Technik, Wsparcie, Zwiadowca. Żadna, póki co, nie wydaje się mocniejsza od drugiej, aczkolwiek można już zauważyć denerwującą tendencję do nadużywania przez graczy moździerza u Wsparcia. Jest on prosty w użyciu, szybko się odnawia, a mini mapka skutecznie pokazuje nam pozycje przeciwnika, którzy na niej się flagują poprzez strzał z karabinu.

Oceniając rozgrywkę z perspektywy fana, jest tu coraz więcej Call of Duty niż Battlefielda - i przykro to stwierdzić. Mała ilość życia i zbyt ciasne, choć ciekawie wykonane mapy sprawiają, iż gra za bardzo upodabnia się do swojego rywala. Zupełnie niepotrzebnie. Trzy flagi i ograniczony teren na typowo zaprojektowanych etapach dla starć piechoty jest w miarę dobrym rozwiązaniem. Ale ustawienie takowych w sznurku na dużych obszarach, z wieloma pojazdami, jest po prostu bezsensowne i ograniczające, choćby rolę pojazdów transportowych. Nie ma też co się zasłaniać małą liczbą graczy (12 vs 12), gdyż mapy jak Backstab (swoją drogą swego czasu do znudzenia wybierana przez graczy), Deadly Pass, End of the Line, Park the Course - cieszyły się największą popularnością w przeszłości. O całym Battlefieldzie 1943 nie wspominając.

Nikt chyba nie spodziewał się, iż trailery ukazujące śliczną, pecetową grafikę przełożą się na konsole. Jest i dobrze, i źle. Dobrze dla trybu single player, który może nie trzyma równego poziomu graficznego, ale potrafi zaskakiwać, choćby świetnym oświetleniem. Źle dla trybu wieloosobowego, który wygląda po prostu średnio, a aliasing czy słabe tekstury skutecznie psują widoczność. Niektóre mapy są także zwyczajnie za jasne, a sama hucznie zapowiadana destrukcja nie powala. Cieszy oko natomiast animacja postaci i ładne efekty eksplozji. Muzycznie jest po prostu poprawnie, bez porywu. Mamy głównie elektroniczne sample i zremiksowany motyw przewodni nowego Battlefielda. Odgłosy broni i pojazdów stoją na najwyższym poziomie, więc ten aspekt nie uległ zmianie. Sama zaś polska wersja językowa w postaci dubbingu jest mocno sztuczna, czasem zbyt dosłownie przetłumaczona, ale na szczęście nie została ugrzeczniona. Ponownie fajnie się słucha polskich wypowiedzi w trybie wieloosobowym.


Nie o takie "Pole Bitwy" walczyłem, rzec można. Singiel był spisany na straty, ale szumne zapowiedzi prawowitej kontynuacji drugiej części okazały się mrzonką. To przyzwoity tytuł, wciąż z jednym z najlepszych trybów wieloosobowych na rynku. Jednak gra nie uszczęśliwi fanów, a upodabnianie się do swojego rywala, celem przygarnięcia bazy graczy konkurenta, jeszcze nikomu na dobre nie wyszło. Bo któż chce mieć gorsze ksero zamiast oryginału?


Co dwie głowy, to nie jedna...

Kampania w Battlefield 3 to niestety ciągle dodatek do bardzo fajnego trybu wieloosobowego i między nimi nie można jeszcze postawić znaku równości. Widać, że DICE się uczy i robi postępy, bo progres jest zauważalny z każdą kolejną odsłoną serii, ale przed deweloperami ze Szwecji jeszcze długa droga. Akurat ja jestem za tym, by single player szedł jak najbardziej w stronę Call of Duty - czyli stawiał na widowiskowość, fajerwerki i nieustanną akcję, nawet kosztem zamknięcia poziomów do wąskich korytarzy.

Im więcej czasu spędzałem w kampanii, tym robiło się coraz lepiej i dość mocno negatywne pierwsze wrażenie zniknęło. Powalony jednak nie zostałem i w skali szkolnej dałbym tróję z plusem. Głównie dlatego, że nie lubię gier tak bardzo oszukujących na najwyższych poziomach trudności. Nie widzę problemu kiedy AI staje się trudniejsze, trzeba bardziej kombinować itd. Tutaj za to giniesz od trzech strzałów, AI zaczyna walić w naszym kierunku gradem kul jak tylko wystawimy palec zza osłony, a towarzysze broni nie ruszą się o metr póki nie podejdziemy bliżej i nie odpalimy kolejnej porcji skryptów. Strasznie słabo wykonano także fragmenty z QTE. Trwający kilkadziesiąt sekund pojedynek na pięści, a ja mam wcisnąć trzy przyciski? Coś tu chyba jednak jest nie tak.

Co do multiplayera, to miałem ogromne obawy po tragicznej becie, w której zawarto najgorszą możliwą mapę i tryb "Szturm", którego zbytnio nie trawię z powodu ograniczonej swobody i zazwyczaj znikomego zastosowania pojazdów. Zaufałem jednak EA/DICE i nie wycofałem zamówienia, czego nie żałuję, bo pełna wersja na szczęście okazała się świetna w multi. Co uwielbiam w grach z serii Battlefield, to fakt, że każda kolejna odsłona różni się od poprzedniej.  Rdzeń zabawy pozostaje ten sam, ale reszta zmienia się na tyle, że za każdym razem trzeba gry uczyć się na nowo. Helikopterami lata się inaczej, doszły myśliwce, czołgi da się unieruchamiać itd. Do tego doliczmy inne rozłożenie ekwipunku w klasach. Mając na liczniku już prawie 40h nadal gra jest dla mnie świeża i ciągle odkrywam coś nowego (nie mam tutaj na myśli dodatków do broni).

Smuci trochę skromna liczba map, bo jest ich zaledwie dziewięć. Odejmując wypadki przy pracy, jak Operacja Metro czy zawsze lagująca Autostrada do Teheranu (podobno nad tym pracują), pozostaje ich naprawdę niewiele. Na szczęście w grudniu dojdzie "Powrót do Karkand", dorzucany za darmo do Edycji Limitowanej. Cieszy z kolei to, że w Battlefield 3 jest więcej prawdziwie "battlefieldowych" map - czyli otwartych, dających sporo swobody - niż choćby w Bad Company 2. Szkoda jedynie, że ponownie ustawiono na nich flagi jedna przy drugiej, przez co sporo miejsca się najzwyczajniej marnuje - Operacja Ognista Burza to idealny przykład. Początkowo razi też słaba oprawa graficzna w multi, z wyskakującymi elementami otoczenia i niskiej jakości teksturami. Można się do tego przyzwyczaić, ale niesmak pozostaje.  Z rzeczy technicznych denerwuje mnie jeszcze brak możliwości wyszukania meczu w większym gronie znajomych. Niby nowy silnik, a cały czas opierają się na systemie czteroosobowych składów, który nie spełnia według mnie do końca swojej roli.

Hosen zapomniał wspomnieć o całkiem fajnym dodatku, czyli kooperacji dla dwóch osób. Przygotowano sześć misji nawiązujących do wydarzeń z kampanii. Podoba mi się ich zróżnicowanie - latamy śmigłowcem, bronimy punktów, a nawet bawimy się w ciche eliminowanie terrorystów na ulicach Paryża. Wszystkie są do zrobienia w jeden wieczór, ale do ponownego grania zachęcają bronie, które odblokujemy do zwykłego multi. Ciekawy bonus, przydający się, by na chwilę odetchnąć od wirtualnej wojny na serwerach.

OCENA: 8
- wrog





Komentarze

Dodane przez zarzykrulezzz w dniu - 2011-11-08 23:05:52
Arica
Sam jesteś najsłabsza plansza w BC2 ze swoim HM,bo Atakame akurat lubię;)

Dodane przez NoMoRe w dniu - 2011-11-09 00:14:33
Wydaje mi się, że recenzenci oczekiwali za dużo, dlatego taka ocena. 8/10? trochę przesada, mówcie co chcecie.. Podejrzewam że większość też tak będzie uważała;) 
ale no to Wasza recenzja, Wasze zdanie;) ja tylko mówię, że się z nim całkowicie nie zgadzam.

Dodane przez ShotgunMesssiah w dniu - 2011-11-09 00:53:40
Osobiście bardzo lubię ciasne mapki typu Arica czy Operation Metro.  
BF3 to dobra gra ale nie robi już takiego wrażenia jak BadCompany2. 
8+ ode mnie.

Dodane przez mat4453 w dniu - 2011-11-09 16:54:19
ja tam jestem zadowolony z gry miałem nadzieje że będzie troszke ładniejsza ale grywalność zabawa w multi daje więcej niż ładniejsze teksturki 


Dodane przez NoMoRe w dniu - 2011-11-09 20:45:13
Czepiacie się, jak na konsole, która ma 6 lat i tak dobrze wygląda, szczególnie przy wielkości map jakie prezentuje, coś za coś;)

Dodane przez Kerlo w dniu - 2011-11-10 12:46:07
Zdecydowanie zgadzam się z tą recenzją i podpisuje się wszystkim czym się da :)

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.