DICE swego czasu zarzekało się, iż wszelkie wypuszczane przez nich mapy będą darmowe, gdyż nie chcą dzielić graczy na "lepszych" i "gorszych". Sytuacja uległa zmianie przy okazji Battlefield: Bad Company 2. Z początku użytkowników podzielił kod VIP, który dodawany był do wszystkich zafoliowanych kopii gry, dając posiadaczowi bonusowe plansze. Teraz przyszedł czas na DLC z prawdziwego zdarzenia, osadzone w czasach konfliktu w Wietnamie. Niestety, dla fanów prawdziwego Battlefielda nie mam dobrych wiadomości.
Za cenę tysiąca dwustu punktów otrzymujemy cztery, a właściwie pięć całkowicie nowych map. De facto pięć, ponieważ w czasie pisania tejże recenzji ostatnia nie została jeszcze udostępniona z uwagi na "konkurs", coś na wzór rywalizacji z Battlefield 1943. Niestety areny nie zachwycają pod kątem rozgrywki. Skupię się tu na Podboju, gdyż jest to tryb najczęściej kojarzony z Battlefieldem. Mamy także Gorączkę, Drużynową Gorączkę oraz Drużynowy Team Deathmatch, ale osobiście za nimi nie przepadam. Co zatem w Podboju?
Niestety coraz gorzej. Już w "podstawce" mapy były strasznie ciasne jak na ten tryb. Tu jest jeszcze ciaśniej i, co gorsza, bardziej poszli w stronę słabego multi z Medal of Honor. Mamy zaledwie kilka przesmyków, co praktycznie eliminuje jakiekolwiek flankowanie. Gdy jednej z drużyn uda się przejąć środkową flagę, przeciwna nie ma praktycznie żadnych szans by odbić terytorium. Wszystko sprowadza się do patrzenia w jedną stronę i pilnowania flagi, którą jest ciężko odzyskać głównie z powodu małego pola neutralizacji, a także z uwagi na brak jakiegokolwiek granatu dymnego. Wtargnięcie na taką pozycję praktycznie równa się ze śmiercią.
W Wietnamie niemal kompletnie zniknął model rozgrywki oparty na pojazdach. Tak naprawdę jest tylko jedna mapa, gdzie możemy polatać śmigłowcem, pojeździć czołgiem czy jeepem, albo nawet tuk-tukiem. W niczym to jednak nie przypomina starszych Battlefieldów. Flagi na owej mapie (Phu Bai Valley) są ustawione blisko siebie, a do bazy przeciwnika również nie ma większego dystansu. Taktyczne użycie pojazdów nie ma tu takiego znaczenia jak w przypadku poprzedników, gdyż wszędzie szybko dobiegniemy na piechotę. Ponadto helikopter został mocno osłabiony - spada po kilku seriach z karabinu i nie służy nam ani do celów transportowych, ani do ataku.
Na dwóch mapach do dyspozycji gracza są także łodzie, niestety co cwańszy gracz odpłynie nią na kilometr i z daleka zacznie strzelać do wszystkiego co się rusza, psując zabawę reszcie. Ciężko także delikwenta zabić gdyż wyrzutnia rakiet nie ma już oczywiście wsparcia w postaci strzałek naprowadzających na cel, a strzelanie z CKMu tylko zdradza pozycję dla jego mocnego karabinu. Ponadto dochodzi do tego "glitch" dający możliwość pływania łodzią pod mapą, co daje oszustom nieśmiertelność. Oby deweloperzy uporali się z tym szybko.
Sama rozgrywka jest bardziej podobna do zwykłych strzelanek. Jak wspominałem, mamy zaledwie kilka korytarzy i praktycznie patrzymy się w jedno miejsce. Mapy, nawet jeśli z pozoru duże, ograniczają nas poprzez "artylerie wroga". Ponadto odrzut broni został zmniejszony, a sama eliminacja przeciwnika nie zajmuje nam dużo czasu. Z perkiem "Amunicja magnum" moja pepeszka z łatwością ściągała trzech przeciwników jednym magazynkiem, co w przypadku wcześniejszych broni dla inżyniera było ciężkim osiągnięciem z uwagi na małą pojemność magazynka i niezbyt dużą siłę rażenia. Nowością jest miotacz ognia. Wydaje się, że jest dobrze wyważony, choć dziwną sprawą są headshoty, które potrafi strzelać. Niestety w ogólnym pojęciu częstotliwość owych jest ponownie zbyt duża i przypadkowa.
Mimo wszystko dodatek potrafi bawić, ale według mnie nie na dłuższą metę. Strzela się przyjemnie, a przede wszystkim bez większych lagów. Pojawiały się tylko problemy z zapisem statystyk, ale to już chyba należy do tradycji w przypadku gier DICE. Cieszy także klimat, który wyraźnie oparty jest na klasykach kina, jak na przykład "Czas Apokalipsy". Z głośników zamontowanych na czołgach oraz jeepach płynie m.in.Wagner, w powietrzu kołuje Huey (krótko, ale zawsze), wietnamscy żołnierze wydają okrzyki w swoim języku. Także grafika buduje atmosferę. Mamy dżungle, liczne pola ryżowe czy wypalone napalmem lasy. Poziom techniczny względem podstawowej wersji jest nieco mniejszy, łącznie z brakiem Destrukcji 2.0, ale grafika w żadnym względzie nie razi w oczy.
Z perspektywy fana Battlefielda ciężko uznać "Wietnam" za dobry dodatek. Na pewno oferuje on kilka przyjemnych godzin, ale nic poza tym. Ciężko tu doszukać się taktycznej walki z udziałem pojazdów, czy rozległych map z wieloma flagami. Niemniej DLC będzie w sam raz dla samotnych wilków. Akcja odbywa się tu na małych dystansach, przez co wszelkie spontaniczne działania, jak rzucenie sobie apteczki czy amunicji, mogą łatwo zostać odnotowane jako gra zespołowa. Tak naprawdę jednak jest to coraz bardziej egoistyczny tytuł.
Komentarze
Dodane przez Chmielu w dniu - 2010-12-31 14:39:15 a co z gorączką???? bf to nie tylko podbój bo to tak jak by patrzeć na cod'a przez pryzmat powiedzmy s&d. Panie recenzencie nie dla każdego bf to tylko podbój bo obecinie 90% ludzi co grają w bf'a znaja go od 1 części złej kompanii i maja delikatnie mówiąc wy....ne na to jakie bf mial tryby 100 lat temu, czas zerwać z przeszłością bo to co było już nie wróci :P
Dodane przez wrog w dniu - 2010-12-31 16:01:46 Z Gorączką jest jeszcze gorzej w tym dodatku. Na Vantage Point rozmieszczenie pierwszych skrzynek to jakiś słaby żart.
Dodane przez Major_Hubal w dniu - 2011-01-06 17:17:23 Myślę że powinieneś skorygować trochę Twoją recenzję po tym jak odblokowano piątą mapę.
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.