Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najciekawsza gra zaprezentowana podczas E3 2019?

Społeczność





Battlefield: Bad Company 2
Autor: Łukasz Zdeb   
24.03.2010.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Recenzja rozszerzenia "Vietnam"

Kilerów najbardziej wyrazistych gier było mnóstwo. Chyba najlepszym przykładem jest seria Halo, którą próbują uśmiercić kolejni deweloperzy. Tymczasem Master Chief jak spokojnie spał, tak śpi. Tym razem Electronic Arts wytoczył działa w stronę niezwykle popularnego Call of Duty, by, jak to się mówi, przylansować się na nazwisko. Battlefield to bardzo ceniona marka wśród graczy pecetowych, w gronie konsolowców już trochę mniej. Zatem koncern EA postanowił zaserwować nam lekki miszmasz tych dwóch produkcji, by przyciągnąć do siebie oba obozy. Tak powstała gra Bad Company 2. Co z tego wyszło i czy cel został osiągnięty – o tym w recenzji.


Battlefield zawsze oferował rozgrywkę wieloosobową na wysokim poziomie, czego nie można było powiedzieć o trybie dla jednego gracza. Ten i tym razem nie powala, ale jako że nie miałem żadnych oczekiwań, to ani się nie zawiodłem, ani zachwyciłem. „Singiel” nijak może konkurować z Call of Duty, lecz oferuje całkiem dobrą grywalność . Co najbardziej zaskakuje - momentami fajnie słucha się naszego rodzimego dubbingu, który na szczęście nie jest ugrzeczniony. Gorzej jest z fabułą, która nie dość, że nie ma nic wspólnego z pierwszą częścią, to nie wciąga nawet na moment. Przez całą grę przewija się wątek tajnej broni, mającej pomóc Rosjanom w walce ze Stanami Zjednoczonymi.

Miało być bardziej poważnie i dynamicznie. W efekcie dostaliśmy wąskie poziomy, co w przypadku Battlefielda przyprawia o klaustrofobię, aczkolwiek pojawiają się i większe, z pojazdami. Mamy również sekwencję latania w helikopterze, ale poskryptowaną, przez co obsługujemy tylko działko, a nie jak poprzednio cały pojazd. Zadania nie przykuwają uwagi, wszystko mogliśmy zobaczyć już wcześniej w tego typu produkcjach. Ponadto liczne nawiązania do Call of Duty wywołują u grającego efekt deja vu. Słowem, gra niczym nie zaskakuje, wręcz dziwi, ponieważ czuć, że twórcy sami nie mają pojęcia co zrobili. W jednym etapie ciśniemy się na małej mapce, by w drugim jeździć jeepem po pustyni i szukać anten. Zdecydowanie wolałbym, aby deweloperzy poszli w stronę rozbudowanego pola bitwy, z trybem kooperacyjnym i starciami na wielką skalę, niż robili coś mało spójnego i na siłę - a takie mam odczucia po ukończeniu „konkurencyjnej” dla Modern Warfare 2 kampanii.

Produkcja, która przede wszystkim nastawiona jest na rozgrywkę wieloosobową zasługuje na szczegółowe potraktowanie tego aspektu. Tu gra pokazuje pazur. Najistotniejszym plusem względem konkurenta jest fakt, iż Bad Company 2 - jak każda gra spod znaku Battlefield - oferuje dedykowane serwery, przez co nie ma mowy o faworyzowaniu hostującego. Nie ma także wielkich lagów, chyba, że trafimy na „zepsuty” serwer, co zdarza się sporadycznie.


Do dwudziestu czterech osób może konkurować w czterech trybach: Gorączka, Podbój, Drużynowy Deathmatch oraz Drużynowa Gorączka. W Gorączce jeden zespół ma za zadanie atakować stacje komunikacyjne przeciwnika, zaś druga drużyna musi ich bronić. Tryb ten jest bardzo intensywny, jednak posiada jedną główną wadę: akcja skupia się na jednej linii frontu, przez co gracze obu drużyn doskonale wiedzą z jakich pozycji nadejdą przeciwnicy. To za sobą niesie sporą ilość kampiących ludzi, głównie zwiadowcami, którzy na dzień dzisiejszy są bardzo mocną jednostką. Atakującym zespołem można nadal dobrze się bawić przy wysadzaniu stacji, gorzej z obrońcami, którzy praktycznie są skazani na śmierć.

Podbój to flagowy tryb dla serii Battlefield, dlatego osobiście dziwi mnie priorytetowe nastawienie twórców do Gorączki, której nie polecam. Aczkolwiek jest to sprawa indywidualna, zatem każdy coś dla siebie znajdzie. Conquest opiera się na zdobywaniu strategicznie rozłożonych na mapie flag. Im więcej drużyna A ich posiada, tym szybciej drużynie B kończą się posiłki, dzięki którym mogą się respawnować. Pomocne w przejmowaniu flag są pojazdy, którymi możemy dotrzeć do punktu szybciej od przeciwnika. Oczywiście raz zajętą pozycję da się odbić, lecz może stanowić to nie lada wyzwanie, gdyż martwy przeciwnik może się na niej odrodzić. W przeciwieństwie do Gorączki, tu oczy musimy mieć dookoła głowy. Oponent może nas zaskoczyć z każdej strony. Dlatego istotne jest wpieranie się nawzajem i umiejętne użycie gadżetów oraz pojazdów opancerzonych. Pomocne są sensory ruchu, miny przeciwpancerne czy granaty dymne. Praca zespołowa i taktyczne podejście do rozgrywki to jedyny klucz do wygranej.

Po raz trzeci pojawia się podział na czteroosobowe składy. Nie jest wymogiem grać w takowym, ale wówczas nie możemy respawnować się na kolegach z zespołu, ani komunikować się z innymi. Tu naprzeciw wychodzi funkcja Grupy, pozwalająca na utworzenie dwóch składów, których członkowie mogą ze sobą rozmawiać. Niestety by grać po tej samej stronie trzeba już nieco kombinować z dołączeniem do grającej ekipy. Na szczęście nie trwa to długo, jednak nie ma matchmakingu, który pozwoliłby na wyszukanie gry dla więcej jak czterech osób. Przeglądarki serwerów też brak. To zdecydowanie największe minusy. Niemniej dla chcących wykazać się umiejętnościami grania w składzie powstały dwa ostatnie tryby – wspomniany Drużynowy Deathmatch oraz Drużynowa Gorączka. W pierwszym rywalizują ze sobą cztery składy, w drugim dwa, na zmniejszonych mapkach i praktycznie bez pojazdów.


Sama rozgrywka jest świetna i nie zaniża standardów, jakie zawsze oferował Battlefield. Tym razem jeszcze bardziej postawiono nacisk na współpracę, stąd na mapie nie znajdziemy ani punktów naprawczych dla pojazdów, ani skrzynek z amunicją. O wszystko muszą zadbać nasi sprzymierzeńcy. Jedną z istotniejszych zmian, która miała już miejsce przy okazji arkadowej wersji gry, jest zniesienie punktów życia, kosztem odnawialnego HP, choć i tak funkcja lecząca medyka jest przydatna. I tu mamy ukłon w stronę Call of Duty – brak paska na HUDzie i mniej życia. Czy słusznie? Moim zdaniem i tak, i nie.

W poprzednim Bad Company było zbyt dużo punktów życia, tu mamy za mało, przez co taktyk obronnych czasem nie sposób zastosować. Uważam, że obniżenie ilości życia było dobrym krokiem, lecz powinno być jego szczyptę więcej. Do tego dochodzi mankament przypadkowych strzałów w głowę, który jest tu zwyczajnie upierdliwy, ponieważ kod sieciowy niepoprawnie je wychwytuje i nawet strzelając w tyłek przeciwnika, gra może odnotować to jako headshot. Częstotliwość ich jest zbyt duża i incydentalna, dlatego momentami nasze zdolności manualne przegrywają z przypadkiem. Mimo to zabijanie przeciwników nadal daje ogromną frajdę, a różnica pingów nie dobija jak w przypadku Modern Warfare 2.

Mapy dla trybu Gorączka są pokaźnych rozmiarów, lecz jednocześnie są dość ciasne. Nie przeszkadza to zbytnio gdyż takie są założenia dla tej rozgrywki. Zawiodłem się nieco na planszach z Podboju. Są stanowczo za małe. Jest jedna większa, na pustyni Atakama, jednak na dzień dzisiejszy źle wyważone helikoptery, którym czasem ciężko coś zrobić, potrafią psuć zabawę. Generalnie postawiono na rozgrywkę bliższą Call of Duty, co nie znaczy, że plansze są tak małe. Flagi porozrzucano ciaśniej, a same pojazdy odgrywają nieco mniejszą rolę. Uważam, że nawet jeśli Gorączka miała stanowić intensywną rozgrywkę konkurującą z Modern Warfare 2, to deweloper w przypadku Podboju powinien pielęgnować swoją tradycję.


Może i wymieniłem więcej wad niż zalet, ale w tym przypadku łatwiej jest powiedzieć co złego może na nas czekać niż opisać wszystkie pozytywne strony. Bad Company 2 przede wszystkim strasznie wciąga. Do tego stopnia, że owa recenzja pojawia się dopiero teraz - na liczniku mam już przeszło dwa całe przegrane dni i nie mogę oderwać się od konsoli. Co wyróżnia grę na tle produktu Activision, to fakt, że oferuje multum sposobów na rozgrywkę. Jeśli znudzi się samo bieganie z karabinem – wsiadasz do czołgu. Jeśli nie masz ochoty już nim jeździć – latasz helikopterem. Jeśli i to po czasie przestaje bawić – wsiadasz na quada i rozjeżdżasz biegających przeciwników, bądź bawisz się bezzałogowym helikopterem UAV. Przykładów jest mnóstwo i na pewno każdy znajdzie swój sposób na grę. Najbardziej cieszą udane akcje w składzie, dlatego warto, a nawet trzeba, grać z kolegami z Xbox Live.

Ogromne znaczenie dla rozgrywki ma interaktywne otoczenie. Nie wszystko możemy wysadzić w powietrze, jednak udoskonalony silnik Frostbite pozwala nam zawalać niektóre budynki w całości. Wszystko jest odpowiednio wyważone. Tak, by mimo sporych zniszczeń, mapy nadal dawały miejsca do schronienia. Sama grafika jest naprawdę ładna, dobrze przyprawiona wszelkimi efektami, jak na przykład wiatr rozdmuchujący kurz czy śnieg. Problem jedynie mogą stanowić pop-upy. Oprawa audio, która poprzednio wyznaczyła standardy, nadal zachwyca. Wszelkie wystrzały czy wybuchy to pierwsza liga. Gorzej z muzyką, która jest przeciętna. Produkcji zdecydowanie brakuje dobrego kompozytora.

Zabójca Modern Warfare 2 jest i go nie ma. Bad Company 2 oferuje znacznie lepszy i mniej „dziurawy” multiplayer, jednak „singiel” zostaje daleko w tyle, jak i sama popularność produkcji, o czym świadczą słabsze, lecz nadal bardzo dobre wyniki sprzedaży. Moim zdaniem należało iść swoim kierunkiem i wypromować grę inaczej, niż za pomocą agresywnej kampanii uderzającej w konkurenta i - bądź co bądź - klientów, gdyż nie wszystkim musi się podobać naśmiewanie z ich ulubionej produkcji. Mimo wszystko najnowsze dzieło DICE to gra na dziesiątki, a nawet setki godzin rewelacyjnej zabawy.




Komentarze

Dodane przez NoMoRe w dniu - 2010-03-24 21:42:41
recenzja spoko, chociaż ktoś, kto nie grał może sobie pomyśleć "cholera no o co chodzi? Pisze, że to źle, to źle to źle to też niedobrze, a ocena 9+? przecież prawie NIC dobrego tu nie jest napisane!" 
jedyne co to fakt że łatwiej jest powiedzieć wady niż zalety, ale dla laika, który nie zna BFa to na pewno go to nie zachęci a co jak co ale ta gra od recenzentów na to zasługuje. 
no i jak zawsze po raz kolejny, jak dla mnie przesadzacie z heli, bo działka AA rozpietalają heli i NIE MÓWCIE że wystarczy żeby kierowca był dobry, bo wystarczy dobrze z działka strzelać! 
no i ostatnia rzecz to fragment: 
"Nie wszystko możemy wysadzić w powietrze, jednak udoskonalony silnik Frostbite pozwala nam zawalać niektóre budynki w całości. Wszystko jest odpowiednio wyważone. Tak, by mimo sporych zniszczeń, mapy nadal dawały miejsca do schronienia" 
grając w BF'a wiemy że wszystko da się prawie wypietolić, a jeśli ktoś nie grał to sobie pomyśli "pewnie da się rozwalić jedną czy drugą śćiane i tak samo można jakiś budynek czasem co pewnie zawsze wygląda tak samo" no SORRY!! Ale zniszczenia w BF'ie zasługują na nobla!! Przecież tam się da połowe świata rozdupcyć! Frostbite gniecie dupsko i wciska w fotel i też wypadałoby to uwzględnić...

Dodane przez Hosen w dniu - 2010-03-25 11:04:08
Owszem jest w tym racja i byłem świadom takiego podejscia do recenzji, Ale wolałem dać odpowiedź graczom zainteresowanym produktem, czy warto i jak się sprawdza pełna wersja, niż zachęcać kogoś, kto nawet nie ma konta Gold. Wiesz żyjemy w czasach internetu, gdzie całą grę można "ukończyć" na YT. Demko było na live sporo czasu i każdy kogo choć trochę obchodził BF pewnie je sprawdził. Ciężko też przy okazji kolejnej części wymieniać znowu i znowu jej główne zalety, które bądź co bądź są te same. Adekwatnie - jakby co roku pisać, dlaczego tyle ludzi gra w CoDa.  
Co do silnika, nie zgodze się, pograj na przykład na Kanale Panamskim i zobacz ile tam leży niesmiertelnych obiektów. 
A AA? No niestety, tylko na laików. A takich będzie już coraz mniej. 
 
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam.

Dodane przez NoMoRe w dniu - 2010-03-25 19:25:45
wiesz, nie chce się wymądrzać, bron Boże, ale gracze zainteresowani tym produktem wiedzieli co jest, bo jak sam mówiłeś demko było tyle czasu więc każdy zdążył sprawdzić;) 
ale ja się nie chce czepiać sam bym w życiu nie napisał bo wypracowanie z polaka to już za duży challange dla mnie a o pracy maturalnej nie wspomne xD

Dodane przez Vanq w dniu - 2010-03-27 20:50:41
kupowac i grać giera wciąga jag bagno nie można się oderwać wypas polecam

Dodane przez alus w dniu - 2010-04-14 23:45:32
Grałem w bete(nie miałęm niestety live by sprobowac demko , ktore bylo o mniej z bugowane niz beta pc;/) kampanie sp przeszedłem ...  
wiec lekko moge cos powiedziec.... 
mp to nawiazanie do starych bf (klasy, squady etc) i jednoczesnie z zaletami bc.... 
sp w stosunku do bad company 1 jest poprostu mierny... jedynka prezentowala swiat duzy, misje ciekawe, a jednoczesnie nie bylismy skazani na skrypty i to mi sie podobalo... nawet kawaly byly dobre i rozmowy...  
szkoda ze poszli w strone moderna ;/ bo zawsze battlefield byl dla mnie inna domena...(predzej medal of honor byl porownywal do cod'a jesli chodzi o mechanike a nie battlefield). 
Muzyka to kolejny minus w stosunku do porzedniczek .... 
gdzie ten genialny motyw, ktory grany byl nawet na filharmoniach, ktorego tak pragnalem by dodali do bad company 1 jako osobny audiotrack ... 
towarzyszyl nam od 1942 a nawet battlefield heroes w wersji lekko sparodiowanej, ale mimo tego zawsze byla ta glowna nutka, ktora ze tak mozna powiedziec dodawala moralI....  
Rozwalanie budynkow ulepszone w stosunku do jedynki.  
 
Aa co do kampanii, zamienili skrzynki ze zlotem na ktore tak bardzo polowano na jakies bomby...  
 
ale i tak kupie, od razu z goldem, jak skoncza sie problemy z kasa... albo zamienie za modern warfare 2 :)

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.