Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Beijing 2008
Autor: Michał Bartczak   
18.08.2008.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria    Lista Osiągnięć     Wywiad XCN
 
Konsolowe "olimpiadki" skończyły się w erze 32-bitów. Pamięta ktoś Track & Field lub Decathlete? Głównym czynnikiem wpływającym na sukces była umiejętność szybkiego wciskania przycisków, kończąca się często zdewastowaniem pada. Takie tytuły dawały radę dekadę temu, ale mimo wszystko deweloperzy od czasu do czasu odświeżają temat i wypluwają jakąś produkcję o igrzyskach – w końcu na tego typu grę nie trzeba gigantycznego budżetu, a miłośnicy sportu i tak łykną ją na fali olimpijskich emocji. Pytanie tylko, który racjonalnie myślący człowiek wyrzuci pieniądze na kiepską produkcję, polegającą wyłącznie na uderzaniu w guziki?


Pół biedy z tym klepaniem w przyciski, zniósłbym to i sprawiałoby mi to przyjemność - jednak nawet to nie działa, jak powinno. Konsola po prostu nie wyłapuje ruchu moich szybkich palców. Wiem, że robię to dobrze, bo w innych grach tego typu biję konkretne rekordy. Beijing 2008 jest na tyle opornym produktem, że nie jestem w stanie wygrać żadnej konkurencji. No dobrze, troszkę przesadziłem, wygrać owszem – da się, ale wyniki nie są imponujące. Oczywiście jest jeszcze alternatywa w formie machania analogiem na boki. Jeżeli  szanujesz swojego pada i nie chcesz się go pozbywać, daruj sobie ten sposób grania.

Kolejną niesamowicie frustrującą sprawą jest fakt, iż sterowania do każdej konkurencji trzeba się samodzielnie domyślać – konsola nie pokazuje jakich przycisków używać w danym momencie. Na szczęście są samouczki, lecz zrobiono je tak beznadziejnie, że nie są zbyt dużą pomocą. Samych dyscyplin mamy sporo - przykładowo wrzucono judo i tenis stołowy, przerywające nieco monotonię. W pierwszym przypadku chodzi głównie o ruszanie gałką w kierunku podanym na ekranie, a potem tłuczenie w klawisze. W drugim jest już ciekawiej – można swobodnie kierować zawodnikiem, a nawet istnieje kilka serwów. Szkoda tylko, że rozgrywka nie zachwyca, postacie poruszają się jak żelbetonowe kukły, a ich animacja to jakaś kpina. Nie wspominając o tym, jak zawodzi detekcja kolizji - paletki sprawiają wrażenie przedłużanych jakimś niewidzialnym materiałem, bowiem piłeczka zostaje odbita nawet wtedy, gdy leci kilkanaście centymetrów za daleko.

By gra za szybko nie wyleciała z czytnika konsoli przygotowano coś w rodzaju kariery, gdzie reprezentantem wybranego kraju zaliczasz kolejne dni igrzysk, wygrywając konkurencje jakie się akurat nawiną. Zdobywasz także punkty, dzięki którym podbijesz statystyki swojego zawodnika lub zredukujesz poziom jego zmęczenia. Jednak nawet dodatkowy tryb nie ratuje porażki, jaką w ogólności jest recenzowana pozycja.


Chętnie napisałbym coś jeszcze, ale poza oczywistym faktem istnienia list rankingowych, pozwalających zmagać się ze znajomymi na wyniki (o ile znasz takich, którzy kupili tego gniota) i dość ciężkich Osiągnięć do zebrania, nie ma chyba nic godnego wymienienia w tekście. Kochana SEGO, wydając starutkie i mocno zręcznościowe Decathlete na XBLA, wyszlibyście na tym lepiej, a na pewno mniej byłoby zawiedzionych graczy. Eidos przygotował podobny produkt - Summer Athletics. Kto wie, może on przejmie pałeczkę lidera i przywróci wiarę w gry tego gatunku? Myślę, że po przeczytaniu tej recenzji i zerknięciu na metryczkę poniżej zaoszczędziłeś jakieś dwie stówki – zdecydowanie nie warto ich tracić na ten tytuł!




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.