Przypuszczam, że po wejściu na tę stronę od razu zjechałeś na dół, aby rzucić okiem na ocenę końcową. Jeśli śledzisz rankingi i fora internetowe, to z pewnością wiesz, że większość osób, które zagrały w BioShocka jednogłośnie domagają się dla niego najwyższej noty. Ja również, nie reprezentując żadnego z wielkich komercyjnych serwisów, mógłbym sobie pozwolić na „strzał w dziesiątkę”. Analizując na trzeźwo przygodę z BioShockiem nawiedza mnie jednak jeden wniosek, który w połączeniu z kilkoma pomniejszymi błędami dyskwalifikuje grę jako tą najlepszą, jedyną. Żywa konfrontacja dzieła Irrational Games z zapowiedziami twórców lekko mnie rozczarowała z powodu braku prawdziwej swobody. Owszem, można walczyć na wiele sposobów, używać różnych środków perswazji itd., ale tak naprawdę gracz jest prowadzony od początku do końca na sznurku. Nie od niego zależy co w danej chwili robi, czyli jakie zadania wykonuje i w jakiej kolejności. Liczyłem na bardziej otwarty świat, wybór odmiennych dróg prowadzących do jednego celu, jednak pod tym względem BioShock okazał się zwykłym FPSem. Tyle wad, możesz już odetchnąć spokojnie ponieważ cała reszta począwszy od oprawy audiowizualnej, skończywszy na mało znaczących smaczkach wypada... perfekcyjnie.
Shock!
W pierwszych sekundach gry właściwej nie trzymałem w dłoniach pada będąc przekonanym, że nadal oglądam intro. Dopiero po chwili zajarzyłem o co chodzi i zacząłem powoli wychylać analog na boki. Nie jest to historyjka wymyślona na potrzeby recenzji, po prostu fakt. Najlepsze, że poziom zaprezentowany na początku nie spada ani przez chwilę. Jedynie co jakiś czas możesz natrafić na wyjątkowe miejsce, przy którym zatrzymasz się dłużej, aby podziwiać graficzny kunszt. Każde pomieszczenie, każdy korytarz, nawet głupi kibel wyglądają inaczej. Twórcy nie poszli na łatwiznę, w tej grze nic się chamsko nie powtarza i wierz mi, nie będziesz mruczał pod nosem, że któryś etap był nudny lub wyglądał gorzej. Błyskające w mroku światła, pomieszczenia skute lodem, cienie przeciwników złowrogo przesuwające się po ścianach, wszechogarniająca, najlepiej wyglądająca w historii gier woda, pieczołowitość i różnorodność modeli przeciwników, rozchlapana na ścianie krew, majestatycznie przepływające ryby za grubym szkłem, bary, restauracje, neony, teatr, kamienica dla ubogich, apteka i mnóstwo innych przykładów. Wybacz chaotyczność, ale nie sposób powstrzymać zachwytu dla urzekającego zróżnicowania tej gry. Po BioShocku naszła mnie myśl, że nie sztuką jest gra z rewelacyjną grafiką. Sztuką jest połączenie wszystkich fenomenalnych i widowiskowych efektów w jeden spójny i oryginalny styl. Inwazja kosmitów, druga wojna światowa, tolkienowski świat fantasy – czy to się nie przejadło? BioShock jest perłą w mule tej mało pomysłowej branży. To jedyna gra, której ekranizacji wyczekiwałbym z niecierpliwością choć równie dobrze mogłaby być materiałem na powieść science-fiction osadzoną w nietuzinkowym realiach.
„No gods or kings. Only human”
Te realia to podwodne miasto Rapture stworzone przez Andrew Ryana dla wybitnych jednostek, mające dać człowiekowi wolność, odciąć go od świata, na którym panują wojny, totalitaryzm i klęski żywiołowe. Utopia została zachwiana po odkryciu substancji o nazwie ADAM, umożliwiającej modyfikację fizycznych i psychicznych zdolności człowieka. Gracz zastaje Rapture zniszczone, zamieszkane przez ludzi wyzbytych z człowieczeństwa (Splicerów), którzy zrobią wszystko aby zdobyć cenną substancję. W celu wydostania się z miasta i poznania jego tajemnicy sami musimy skorzystać z jej właściwości. Jej głównym źródłem są Little Sisters, małe dziewczynki, ochraniane przez Big Daddych – ludzi(?) w wielkich kombinezonach głębinowych. Gracz oraz cała reszta skrzywionych Splicerów muszą dorwać jak najwięcej Little Sisters, co wiąże się z niełatwym unicestwieniem majestatycznych Big Daddych. Po udanej potyczce pozostaje wybór, co zrobić z bezbronną dziewczynką – poświęcić jej życie dla większych korzyści własnych czy uratować...? Zwiedzając niezwykłe miasto lat sześćdziesiątych, niegdyś piękne i tętniące życiem można napotkać porzucone przez mieszkańców nagrania magnetofonowe (niekiedy zdrowo poryte), dzięki czemu poznaje się jego historię. Ponadto raz na jakiś czas kontaktują się oni z graczem „na żywo” przez radio. Linia fabularna jest przemyślana i wciągająca, miejscami nawet zaskakuje i nie pozwala pozostać obojętnym. To następna zaleta wyróżniająca tą grę wśród dennych FPSów.
Kolejną jest to, że BioShock to tak naprawdę nie tradycyjny FPS, tylko tak zwane action RPG. Gracz modyfikuje bronie, zdobywa, rozwija i odpowiednio łączy umiejętności, których chce używać, aby siać trzodę w dzielnicach Rapture na własny sposób. Może np. zamrozić przeciwnika by następnie roztrzaskać go na drobne lodowe kryształki, spalić żywcem, wyprowadzić do wody i wówczas porazić prądem, wykorzystać zaawansowaną fizykę gry i dzięki telekinezie rzucać przedmiotami, hackować odpowiednie maszyny, pomagać sobie Big Daddym lub po prostu załatwiać ich tradycyjnie przy użyciu broni palnej. Możliwości jest w cholerę i jeszcze więcej, a emocje towarzyszące większym starciom wymagają nieco kombinowania i dostarczają solidną dawkę emocji – szczególnie te z Big Daddym.
Krwawe art deco
Ciśnienie potęguje również dźwięk, który... tak, też stoi na najwyższym poziomie i nie chodzi tu jedynie o stronę techniczną. Adekwatna do lat, w których powstało miasto Rapture, muzyka akustyczna niepokojąco wkomponowuje się w przerażające pomruki przechadzających ciężko Big Daddych (drgający pad) lub obleśne krzyki i posykiwania Splicerów. Design miasta utrzymany w stylistyce lat dwudziestych wytwarza specyficzną atmosferę, która z jednej strony współgra, z drugiej dziwnie kontrastuje z koszmarną brutalnością w jaką obfituje Rapture. Wiem, że używam patetycznych ogólników, ale świat ukazany w BioShock ma w sobie magię, która przyciąga jak niewiele innych gier. To trochę taki podwodny Silent Hill, który jak magnez nie pozwala się od siebie oderwać mimo iż wcale nie jest przyjemny. Poczujesz to, gdy odwiedzisz upadłe Rapture, przejdziesz się zapuszczonymi ogrodami, staniesz na deskach teatru, na którym nigdy już nikt nie wystawi żadnej sztuki, zobaczysz stare wystawy sklepowe, puste kasyna i smutne restauracje, odsłuchasz nagrania ludzi mających obsesje, wizje i lęki - będziesz zarówno podziwiał i nienawidził Rapture, z całego serca pragnąc żeby znowu zobaczyć słońce.
Jeszcze chwilkę...
BioShock wsysa do swojego ponurego świata cholernie mocno i domyślam się, że matki/żony/dziewczyny co niektórych słabszych graczy będą musiały używać specjalnych argumentów, aby odciągnąć ich od ukochanych 360tek. Z zegarkiem nie siedziałem, ale uważam, że za pierwszym razem, nie lecąc na chama, grę można ukończyć w jakieś 15-20 godzin, co jak na taki tytuł jest wynikiem bardzo dobrym. Na jednym przejściu się na pewno nie skończy, więc drugie podejście to zaliczanie achievementów, notabene całkiem rozsądnie opracowanych, możliwych do zdobycia dla wszystkich bez hardkorowych akcji i debilnych sposobów. Na dobrą sprawę mógłbym darować sobie całą tą recenzję i napisać tylko żebyś od razu wszedł na allegro, pobiegł do sklepu lub odwiedził dobrego kumpla i sam skosztował tej niewiarygodnie dopracowanej pozycji. Zawieść się na BioShocku jest rzeczą niemożliwą.
Dodane przez Rafcio PL w dniu - 2009-03-07 13:04:12 Ja tak tylko w kwesti formalnej. "To trochę taki podwodny Silent Hill, który jak magnez nie pozwala się od siebie oderwać mimo iż wcale nie jest przyjemny." Powinno być - magnes. A to dlatego, że magnez jest pierwiastkiem chemicznym. A Tobie chodziło o coś co ma właściwości przyciągające. To tyle. Co do gry.... myślę, że już w następnym tygodniu znajdę czas żeby ją odpalić.
Dodane przez Rafcio PL w dniu - 2009-03-07 13:04:51 Ja tak tylko w kwesti formalnej. "To trochę taki podwodny Silent Hill, który jak magnez nie pozwala się od siebie oderwać mimo iż wcale nie jest przyjemny." Powinno być - magnes. A to dlatego, że magnez jest pierwiastkiem chemicznym. A Tobie chodziło o coś co ma właściwości przyciągające. To tyle. Co do gry.... myślę, że już w następnym tygodniu znajdę czas żeby ją odpalić.
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.