Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Bionic Commando
Autor: Łukasz Baron   
12.06.2009.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad XCN
 
Ponad 20 lat temu Capcom przedstawił światu Bionic Commando. Próba wskrzeszenia tego hitu sięga zeszłego roku, kiedy to na Xbox Live Arcade wylądowała gra Bionic Commando: Rearmed. Producent w pełni świadomy licznej rzeszy fanów pierwowzoru postanowił niewiele zmieniać w kwestii rozgrywki oraz samej mechaniki gry. Ponownie mieliśmy do czynienia z przepełnionym akcjami w 2D z wykorzystaniem bionicznej ręki głównego bohatera oraz bardzo wymagającą zabawą. Sukces odświeżonej wersji był jednak dopiero przedsmakiem zupełnie nowego, pełnowymiarowego następcy, zatytułowanego dokładnie tak samo, jak gra sprzed 20 lat – Bionic Commando.

Akcja gry dzieje się 10 lat po wydarzeniach z oryginału. Naszym protagonistą jest Nathan Spencer, którego poznajemy w dość niesprzyjających okolicznościach. Spencer, jako jeden z bioników, został oskarżony o spowodowanie pewnego wypadku, wskutek czego skazano go na karę śmierci. Szczęściem w nieszczęściu okazał się dla niego zamach terrorystyczny wymierzony w Ascension City. Przeprowadzony przez grupę zwaną Bio-Reign skaził miasto radioaktywnym promieniowaniem, zabił tysiące ludzkich istnień, ale również przywrócił Spencerowi dawną pozycję. Teraz, ponownie wyposażony w swoją bioniczną rękę, rusza do zrujnowanej metropolii z misją poznania przyczyn ataku. Fabuła gry rozwija się w bardzo dobrym tempie - raz dowiadujemy się czegoś z głównego wątku, potem z kolei zaglądamy w sprawy osobiste naszego bohatera. Wszystko w rozsądnych dawkach. Fani pamiętający dobrze pierwowzór odnajdą tutaj także wiele powiązań.


Jak łatwo się domyślić, jedną z najważniejszych ról odgrywa używanie naszej wysoce nowoczesnej części ciała – bionicznej ręki. Posłuży nam ona nie tylko do przemieszczania się, lecz również wykorzystamy ją w walce. Problem w tym, iż nasz bohater dawno jej nie testował, przez co zapomniał kilku przydatnych sztuczek. Nic się jednak nie stało, ponieważ w czasie przebiegu gry będziemy mogli te zdolności odzyskać. Podstawowymi umiejętnościami, jak przykładowo odrywanie lub rzucanie obiektami, jesteśmy nagradzani w odpowiednich momentach fabuły. Jeśli jednak w pełni chcemy rozwinąć swoją postać, to z pewnością zainteresuje nas wykonywanie opcjonalnych wyzwań. O ile niektóre z nich „wpadną” prędzej czy później, o tyle zdobycie pozostałych wymagać będzie nieco wysiłku i cierpliwości. W zamian oczekiwać możemy m.in. zwiększenia magazynku broni lub bardziej wytrzymałej zbroi.

Zdawać by się mogło, że gra z taką mechaniką rozgrywki będzie posiadać otwarty świat. Tak jednak nie jest. Produkcja jest bardzo liniowa i przez większość czasu podążamy tutaj ściśle wyznaczoną ścieżką. Za „niewidzialne ściany” robią woda, która dzięki wadze bionicznej ręki szybko pochłania naszego bohatera, oraz promieniowanie, na które bionicy są mocno uczuleni. Mimo to trafią się okazje, by nieco zboczyć z kursu i poszukać innej drogi do zaatakowania przeciwnika. W tym pomoże nam z pewnością rozbudowany arsenał. Rakietnica, wyrzutnia granatów, obrzyn czy chociażby podstawowy pistolet skutecznie uprzykrzą życie naszym wrogom. Gdyby jednak zdarzyło się, że zabraknie nam amunicji, to zawsze do dyspozycji jest niezawodna ręka bohatera. Ta z kolei oprócz dewastujących ciosów i możliwości ciskania wszelkiego rodzaju przedmiotami, pozwoli na spożytkowanie adrenaliny, co niejednokrotnie uratuje nam życie.

Zdecydowanie największym minusem, na jaki natkniemy się podczas przechodzenia gry jest sztuczna inteligencja wrogów. Czasami zaskoczą dobrym atakiem, lecz innym razem zatną się w jednym ciągu ruchów powtarzanym cyklicznie. Dotyczy to szczególnie jednostek mechanicznych, potrafiących wznosić się w powietrze.

Tryb wieloosobowy zaimplementowany w grze można polubić od razu albo znienawidzić. Osoby oczarowane kampanią pewnie z chęcią spędzą wiele godzin na wirtualnych arenach. Z kolei gracze, którym machanie łapą nie do końca się spodobało multiplayer mogą omijać szerokim łukiem, bo na pewno pozytywnie się nie zaskoczą. Ponadto, mimo że Bionic Commando jest strzelanką TPP, to nad umiejętność celności i korzystania z broni przedkłada się tutaj poruszanie. Tylko dobre opanowanie wszystkich możliwości bionicznej ręki umożliwia bowiem prawdziwą dominację w sieci. Zasada „nieruchomy cel, to martwy cel” sprawdza się nad wyraz dosadnie.

Osiągnięcia, jakie przygotowali dla nas twórcy, skupiają się jedynie na rozgrywce w trybie dla jednego gracza. Oprócz tych za zaliczenie kolejnych etapów oraz całej gry na danym poziomie, najwięcej z nich krąży wokół wykonywania wspomnianych wcześniej wyzwań. Ogólnie rzecz biorąc, zdobycie wszystkich jest w zasięgu ręki, ale raczej dla upartych.


Oprawa graficzna produkcji stoi na bardzo dobrym poziomie. Odwiedzane przez nas miejsca prezentują się naprawdę ładnie. Co jakiś czas zdarzy się słabsza tekstura czy gorsze cienie rzucane przez drzewa, jednak przez większość czasu będzie co podziwiać. Animacja głównego bohatera pozostawia dobre wrażenie - wszelkie skoki, przewroty itp. odwzorowane są z wysoką precyzją. Raczej nie ma się do czego przyczepić również od strony audio. Wszystko brzmi jak powinno, a głos Mike'a Pattona, wokalisty Faith No More, dobrze służy głównemu bohaterowi. Nie sposób też nie wspomnieć o kilku bardzo fajnie odnowionym melodiom znanym z pierwowzoru.

Na szczęście dane mi było poznać dawną wersję, przez co teraz na nowego Bionic Commando spoglądam z lekkim sentymentem, ostatecznie stwierdzając, że eksperyment się powiódł. Mimo że twórcom nie udało się ustrzec od kilku niedociągnięć, to z pewnością w niezłym stylu przełożyli klasyka na język współczesnej generacji.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.