Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

BlackSite: Area 51
Autor: Łukasz Zdeb   
04.12.2007.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Wylądował spodek, czy nie wylądował na terenie pustyni Nevada, nie jest to zbyt specjalnie istotne - w każdym razie mocno nabroił. Wiadomość o Strefie 51 rozeszła się w piorunującym tempie po całym pięknym świecie, przenikając nawet najtwardszy moherowy filtr z dodatkiem kevlaru, przez co ludzie rychło zaczęli robić na ów fakcie dobry interes. Ile to już przeróżnych produkcji odnoszących się do tych rzekomo prawdziwych wydarzeń widzieliśmy. I gdyby nie to, kto wie – może David Duchovny dalej kręciłby pornole, a ja nie musiałbym grać w BlackSite: Arena 51.

Iracka fabryka UFO
W poszukiwaniu wujka Saddama oraz jego znanej broni masowego rażenia ukrytej w jądrze kuli ziemskiej, wyruszamy z misją do Iraku.  Bardzo nowatorskie. Tak czy inaczej, po wybiciu kilkudziesięciu (?) islamskich bojówkarzy trafiamy na ślady obcej cywilizacji, a raczej na genetyczne twory wzorowane na Obcych, masowo produkowane w tajnej fabryce Husajna. Zdałoby się krzyknąć: „Yo, George, patrz co znalazłem!”, ale akcja przenosi nas trzy lata później na amerykańskie pustynie w stanie Nevada.

Było dobrze...
Początek gry był naprawdę obiecujący.  Akcja toczyła się szybko i prężnie, natomiast fragowanie kolejnych Irakijczyków przynosiło sporą frajdę. Zapowiadała się naprawdę dobra strzelanka FPS… póki nie pojawili się wrodzy kosmici. I tu już pominę fakt, iż takich klimatów nie trawię z zasady, nawet nie wspomnę o „kulkach mocy” tryskających z broni oponentów. Po prostu zawiało nudą i sztywną atmosferą. W dodatku rodzajów przeciwników nie ma zbyt dużo, a walki z bossami zwyczajnie nużą. Owszem bywają i momenty wzlotów, ale często wieńczą je kolejne monotonne epizody. Mając w oczach kontrast Call of Duty 4, ciężko dostrzec tu coś urzekającego. Kolejne etapy przechodziłem już raczej z obowiązku niźli z samej przyjemności grania, a przecież nie gramy po to, by zdobyć achievementy w negatywnie oddziałujący na nasz układ nerwowy sposób.

Twórcy podzielili grę na sześć epizodów. Całość można ukończyć bez większych problemów  czy zastojów w kilka szybkich godzin. Warto wspomnieć, że wyższe poziomy trudności mogą jeszcze bardziej zniechęcić gracza do tej pozycji. Powód? Tragiczne rozmieszczenie checkpointów oraz mała ich częstotliwość występowania. Szczególnie ów fakt daje się we znaki, gdy giniemy i po raz wtóry musimy wysłuchiwać tych samych dialogów, których nie da się przyspieszyć, bowiem wszystkie wstawki odgrywane są w czasie rzeczywistym, przez co też brakuje tu ładnie wyreżyserowanych filmików.

Do przejścia gry wystarczy nam poczciwa M-16, garść granatów i bazooka na bossów. Zmutowani żołnierze posługują się zarówno konwencjonalną bronią, jak i futurystycznymi wynalazkami, które możemy podnieść po zabiciu ów delikwenta. Przyjdzie nam też jeździć wojskowym Hummerem, jak i strzelać z działka BlackHawka. Nie stanowi to wielkiej nowości w tego typu grach, ale miło urozmaica rozgrywkę. Lokacje wykonano dość starannie, chociaż nie wszystkie trzymają jednakowy poziom - sporo im jeszcze brakuje do standardów reprezentowanych przez najlepsze aktualnie strzelanki. Oczywiście występują tu piaszczysto-skaliste tereny, zatem mamy i pustynie, i kaniony, a pośród nich tajemnicze bazy wojskowe bądź małe miasteczka – między nimi poruszamy się autem, rzecz jasna napotykając po drodze żądne zabawy z nami kolejne maszkary.

Czy aby koncern Midway dobrze trafił z „kosmiczną” tematyką? Z ludźmi poszło im znacznie lepiej niż z Obcymi. Mimo wszystko BlackSite nie jest wyjątkowo słabą grą. „Średniak”, to najlepsze określenie dla niej, gdyż poziom graficzny jest pokaźny (ciężko skopać silnik Unreala). Wielkim plusem jest interaktywne otoczenie, czyli pękające ściany, przeszkody i temu podobne. Zabrakło dobrej reżyserii, muzyki i przebudowania/udoskonalenia kilku elementów, jak przykładowo sterownie drużyną, które ogranicza się do wciskania RB. Sam deweloper wyraził się ostatnio dość szczerze, że proces tworzenia tego tytułu wyglądał tragicznie i dlatego ich gra prezentuje się w taki sposób oraz zawiera mnóstwo zwyczajnie niedopracowanych elementów. Decydując się na sprawdzenie BlackSite traćcie czas na własną odpowiedzialność.


PS. Gra zawiera tryb rozgrywki wieloosobowej, za który przewidziano pokaźną liczbę Osiągnięć do odblokowania. Jednak multiplayer cieszy się tak znikomą popularnością, iż nie sposób powiedzieć coś w tym temacie czy nawet go w jakiś sposób dokładniej przetestować. Nie trudno się domyśleć, że został wrzucony bardziej na siłę, bo teraz każdy tytuł musi mieć i kampanię, i online.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.