RecenzjaZapowiedźPoradnikGaleria Lista OsiągnięćWywiad XCN
Kryteria, wedle których definiuję odpowiednie dla moich upodobań gry są proste - mają odprężać, nie męczyć. Jeżeli siedząc przed konsolą, ta oddziałuje na mnie negatywnie, wysyłając destruktywne dla zdrowia emocjonalnego, tudzież psychicznego sygnały, wówczas nie pozostaje nic innego jak pozbyć się możliwie najszybciej bezproduktywnego badziewia. Jasne, czasem można trzymać się desperacko nadziei, że coś, jakiś powalający motyw wyskoczy nagle z deweloperskiego rękawa, sprawiając, że uniesieni na grzbiecie pojedynczej fali radochy zapominamy o nędzy produktu. Nadzieja matką głupich?
Na wstępie przyznaję, że amerykański futbol obchodzi mnie tyle, co średnia rocznych opadów w Danii i trochę czasu zajęło mi rozpracowanie z pozoru skomplikowanych zasad. Krzykliwe menu z przygrywającą w tle młodzieżową muzą o groźnym charakterze prowadzą przez standardowe tryby rozgrywki: Quick Match, treningi i karierę, w której obecny jest motyw fabularny wzbogacony o wywiad – na konferencji prasowej gracz przebija się przez szereg pytań ustalając tym samym statystyki swojego zawodnika – czy gęsto rozrzucone przerywniki filmowe. Ponadto spośród legalnych, bądź nie, wybieramy odpowiednie dla nas sterydy. Za zarobioną kasę (np. z hazardu) możemy kupować fury. Jest też opcja bujania się po klubach i naparzania po meczach. Popularny sport (spędy religijne się chowają), trochę półnagich panien, szczypta przekleństw i oczywiście mięso, bo przecież logo Midway zobowiązuje. Oto gotowy przepis na przypływ potencjalnej kasy zalegającej w portfelach Amerykanów.
Rzecz wywodząca się spod tego samego znaku, co słynny Mortal Kombat, posiada odciśnięte piętno "midwayowskiego" pazura. Tkwi on w „dotkliwym” ukazywaniu chirurgicznego procesu powstawania licznych(!) kontuzji, kiedy to ekran na kilka sekund opuszcza wydarzenia na boisku, przedstawiając w bardzo sugestywny sposób pękające czy też miażdżone kości, rozrywane tkanki, przerywane ścięgna i tym podobne sprawy. Patent ciekawy, zrobiony solidnie, ale po pewnym czasie oglądany bez emocji – animacje zaczynają się powtarzać i to ze zbyt dużą częstotliwością. Po każdym wypadku następuje krótki czas na wcielenie się w rolę sanitariusza – od naszej precyzji wykonania zastrzyku czy nastawienia kończyny zależy dalsza sprawność poszkodowanego.
Technicznie gra trzyma przeciętny poziom. Obraz jest ostry jak żyleta, bez fajerwerków, ale i bez zgrzytów, z wyraźnymi teksturami i animacją całkowicie pozbawioną zwolnień. Wszelkie dźwięki boiska, od gruchotanych kości i okrzyków po odgłosy zderzeń rozpędzonych „koksów”, też nie pozastawiają wiele do życzenia, podobnie jak bardzo przystępne sterowanie. Za to lektor wprowadzający nas w tajniki gry znajduje się na pierwszej pozycji w kolejce kandydatów do powieszenia za jaja.
Z obowiązku musiałem wybadać grę, umęczony nudą cedziłem pod nosem przekleństwa. A przecież rozgrywka w Blitz: The League II to arcade pełną gębą. Lawirowanie między rozjuszonymi futbolistami, agresywne przebijanie się przez obronę, robienie zmyślnych uników i ostre szarże na biedaka z piłką... To wszystko naprawdę nie wypada źle, ale jest po całości pozbawione magnetyzmu, przynajmniej dla gościa, który potrafi czasem pół dnia przesiedzieć przy ukochanym Pro Evolution Soccer, notabene z dumą pielęgnując swój nałóg. Do czego zmierzam? Cóż, świadomie zwalam wszystko na przynależność geograficzną, która sprawia, że nie potrafię czerpać choćby odrobiny przyjemności z tego typu gier. No, ale wiadome – to, że czegoś nie ogarniam czy też nie lubię, odbierając w indywidualnym wymiarze, nie oznacza rzeczywistego stanu rzeczy. Pozycja tylko dla "zajawkowiczów" tematu.