Po opanowaniu emocji towarzyszących dorwaniu szumnie zapowiadanego produktu nowopowstałego studia Mistwalker, czas na krótkie podsumowanie całokształtu. Zaraz po odpaleniu trzypłytowego kolosa (co zapewne wiecie od dawna), poczułem się jak w domu - muzyka kojarząca się z serią Final Fantasy przyjemnie budowała klimat nadchodzącego wieczoru przed konsolą. Skojarzenie jak najbardziej trafne, w końcu muzyką zajął się nikt inny jak sam Nobuo Uematsu. Wybrałem opcję new game i powoli zanurzałem się w świat Blue Dragona. Czy warto było poświęcić kilkanaście godzin dla tej podróży?
Po ciekawie zrobionym, interaktywnym intrze, rozpoczynamy grę w centrum akcji. Nad Tata - wioską głównego bohatera, pojawiły się kolorowe chmury, wybuchła panika - ludzie zaczęli uciekać przed nadchodzącym rekinem lądowym. Trójka bohaterów, Shu, Jiro i Kluke stanęło naprzeciw niszczącego wioskę stwora z zamiarem pozbycia się go. Próba wpędzenia wyżej wymienionego w pułapkę skończyła się dość niefortunnie dla naszych bohaterów - wylądowali daleko od domu, bez jakichkolwiek pomysłów na powrót. Co jest ich priorytetem? Z pozoru bezpieczny powrót, jednak z czasem odkrywają intrygę uknutą przez głównego złego - Nene.
Czym jest tytułowy niebieski smok? Otóż po jakiejś godzince od rozpoczęcia rozgrywki, nasi bohaterowie otrzymują swoje Kage (w wolnym tłumaczeniu Cienie), coś w rodzaju Aeonów z FFX. Stoją one za plecami naszych bohaterów i wykonują wszelkie czynności, od magii do ataków specjalnych. Cień głównego bohatera - Shu, to właśnie Blue Dragon. Walki odbywają się w klasycznym systemie, gramy spokojnie, bezstresowo wybierając odpowiednie dla nas ataki (podział na tury). Ciekawostką jest wprowadzenie systemu Jobów (vide FFV), wybieramy w jakim kierunku ma się rozwijać nasza postać, ma to odbicie w statystykach, oczywiście profesje można zmienić po nabiciu określonej ilości skill level-upów ;-). Warto stworzyć uniwersalną postać dopakowując ją w kilka przydatnych umiejętności, np. mnich ma skill o nazwie yoga, który regeneruje jego HP bez poboru MP, z kolei mag ma silne czary ofensywne. Developerzy odeszli od archaicznych random encounters - wszystkich przeciwników widzimy jak na dłoni, to od nas zależy czy zaatakujemy czy nie, ba, słabsze jednostki będą nawet przed nami uciekać. Kolejną ciekawą rzeczą są tzw. monster fights - wystarczy klepnąć prawy trigger na mapie i zaznaczyć dwóch różnych przeciwników poczym zaatakować, nierzadko walkę rozpoczną wybrane potwory - między sobą (może kogoś to zainteresuje – da się złapać achievementa za odpowiednią ilość takich walk). Z tego co zauważyłem dużą rolę odgrywają także elementale. Przykładowo - jest w grze potwór przypominający płonącego lwa, dość ciężko go zabić, jednak wystarczy użyć wodnego czaru aby go "zgasić" wtedy staje się dużo słabszy, traci możliwość rzucania ognistych czarów. Słyszałem nie raz obawy odnośnie poziomu trudności - ludzie, nie martwcie się, nie raz musiałem siedzieć w miejscu i nabijać level, bo boss był zbyt ciężki.
Moja eksploracja świata opierała się na zasadzie przejdź w prostej linii od lokacji do lokacji, nie dysponuje jeszcze żadnym środkiem transportu, więc nie mogłem pozwiedzać. Na początku gra jest bardzo liniowa, dungeon, zaopatrzenie się w wiosce, kolejny dungeon... stopień monotonni jest dość spory. Strasznie cieszy mnie fakt, że każda lokacja jest na swój sposób piękna, grafika zapiera dech w piersiach, naprawdę, całość jest śliczna. Bajkowa oprawa graficzna pozytywnie wpływa na odbiór opowieści Sakaguchiego. Fabuła swoje momenty ma, czasem można się wzruszyć, innym razem pośmiać, ogółem człowiek może wczuć się w historię, a to za sprawą dobrze nakreślonych charakterów postaci - zadziorny Shu, rozważny Jiro, starająca się pomóc w każdej sytuacji Kluke, czy głupiutki i impulsywny Maru Maro - na pewno nie można im zarzucić bezpłciowości.
Za designem postaci stoi sam Akira Toriyama, w niektórych kręgach postać kultowa za sprawą serii Dragon Ball czy Dr. Slump. Ten sam pan dłubał także przy Dragon Questach, więc jeżeli któraś z serii nie jest Wam obca, wiecie czego można się spodziewać. Grafika wygląda ślicznie, jednak w większości lokacji czułem pustkę - powtarzające się motywy i niezagospodarowane powierzchnie kłuły mnie w oczy. Jeżeli chodzi o muzykę, to Nobuo Uematsu mimo długoletniego stażu nie wypalił się - mistrz nadal jest w dobrej formie - oprawa Audio stoi na wysokim poziomie, głosy bohaterów są dobrze dobrane, a całość sprawia wrażenie nieźle zrealizowanego anime. Osoby lubiące takie klimaty na pewno będą zadowolone, Blue Dragon jest taką cukierkową odskocznią od mnożących się gier o poważnym klimacie, gracze szukający "mroczniejszego" jRPG'a powinni poczekać na nadchodzące Lost Odyssey.
PS. Achivement Hunterzy - nie będzie wam łatwo ;)
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|