Ankieta

Odpowiedź Microsoftu w sprawie Xbox Live jest:






Zwiastuny:
Loading...




Borderlands
Napisał: selene   
26.11.2009.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN
 
Pandora. Zapomniana planeta gdzieś na końcu galaktyki. Niegdyś skuta mrozem dryfowała po orbicie, niemal wyjęta z życia. Gdy ludzie odkryli na niej liczne złoża surowców naturalnych zaczęli zakładać kolonie, eksploatując ją maksymalnie. Granice nadeszły szybko, z nieoczekiwanym skutkiem – nastąpiła nagła odwilż, na tyle duża, że dziś Pandora to bezkresne pustkowia. Razem z gorącym piaskiem na powierzchnię wydostały się groźne stworzenia, a także... pozostałości po nieznanej cywilizacji. Najbogatsi wynieśli się czym prędzej, a na planecie zostali tylko szaleńcy, desperaci i bandyci, chowający się w bunkrach i zabitych blachami osadach, nieustannie walczący o życie, pieniądze oraz broń. Przyleciałeś na Pandorę jak wielu innych łowców głów. Zamierzasz odnaleźć legendarny The Vault – skarb, który podobno zostawiła po sobie ta tajemnicza cywilizacja. I nie przeszkadza ci, że wszyscy nazywają cię głupcem, powtarzając, że skarbiec nie istnieje, a opowieść o nim jest tylko przynętą na świeże mięso.


Wyobraź sobie RPGa w pełnym 3D i z widokiem FPP, w którym zamiast magii i miecza rządzą przeróżne typy broni palnej oraz pojazdy z wyrzutniami rakiet. Wszystko to w wulgarnej i krwawej, ale jednocześnie absurdalnej i groteskowej oprawie. Niemożliwe? A jednak. Gearbox Software stworzyło coś, na co chyba nikt wcześniej nie wpadł. I najważniejsze – wyszło im to całkiem nieźle. Po popularnych ostatnio RPGach z przyprawą strzelaniny przyszła pora na sytuację odwrotną, powstał nowy gatunek gier - Role Playing Shooter, a jego pierwszym przedstawicielem jest właśnie Borderlands.

Gra zaczyna się od wyboru jednej z czterech postaci. Tu jest właściwie standardowo – napakowany Berserker, lubujący się w bazookach; Łowca, preferujący likwidowanie wroga z dystansu; zwinna Syrena, potrafiąca zakraść się do przeciwnika będąc niewidzialną oraz zwykły Żołnierz. Każdy z bohaterów ma swój charakterystyczny atak specjalny i na dobrą sprawę tylko nim się różnią, bo nic nie stoi na przeszkodzie byśmy z chudego Huntera zrobili mistrza shotguna albo snajpera z Berserkera.

Twórcy - pół żartem, pół serio - przechwalali się w zapowiedziach, że w Borderlands jest "bazilion" rodzajów broni i w pewnym sensie mówili prawdę. Przeróżne strzelające urządzenia można znaleźć praktycznie na każdym kroku – zagrzebane w śmieciach, schowane w skrzyni czy zostawiane przez pokonanych przeciwników. Każda z nich ma generowane losowo statystyki (moc, celność, zoom, punkty dodatnie lub ujemne do trafienia krytycznego, pojemność magazynka itp.). Dodatkowo niektóre posiadają inne właściwości - mogą np. podpalić wroga lub opluć go kwasem, granaty mogą się przykleić, teleportować czy rozbić na mniejsze, a i tarcze różnią się od siebie nie tylko wytrzymałością. Wspomniane krytyczne trafienie w grach RPG przeważnie jest losowane. Tutaj zależy od naszych umiejętności i polega na trafieniu w czuły punkt przeciwnika, przykładowo słabszych można wykończyć klasycznym strzałem w głowę.

Rozgrywka opiera się na wykonywaniu zleconych przez napotkanych ludzi misji. Brzmi banalnie, ale tak to właśnie wygląda. Spotykamy jakiegoś ocalałego lub zerkamy na tablice ze zleceniami dla łowców głów, podejmujemy wyzwanie, które zazwyczaj polega na zlikwidowaniu kogoś lub robocie typu „przynieś, zanieś, wysadź”, a potem wracamy odebrać nagrodę - pieniądze i punkty doświadczenia. Za kasę oczywiście nabywamy nowe uzbrojenie, odpowiedniki apteczek czy ulepszenia broni lub klasy. Wraz z licznikiem punktów doświadczenia w górę systematycznie leci poziom postaci. Za każdy level, od piątego wzwyż, dostajemy punkt umiejętności, dzięki któremu możemy podwyższać swoje talenty w którejś z trzech kategorii. Upraszczając, kolejne umiejętności pogrupowane są na usprawniające obronę, zdolności specjalne oraz ogólną siłę.


Poziom trudności wybieramy sami podczas grania – misje, tak samo jak nasza postać, mają swój level. Jeśli jest niższy od naszego, wypełnienie zadania będzie dziecinnie proste, jeśli wyższy, to będziemy musieli się natrudzić. Podobnie jest z przeciwnikami. Mutanci, którzy są dla nas zbyt silni obok nazwy mają zarys czaszki. Zadań jest na tyle dużo, że bieganie w kółko i nabijanie poziomu raczej nikomu nie grozi. Borderlands oferuje nam też nieograniczoną ilość pieniędzy i przedmiotów do zebrania (chociaż pojemność plecaka jest ograniczona), ponieważ miejsca, które już splądrowaliśmy są regularnie zapełniane na nowo. Tym bardziej szkoda, że jest limit liczby poziomów – nasz bohater może maksymalnie osiągnąć zaledwie 50.

Jeśli w głowie majaczy ci porównanie Borderlands do Fallouta, to czym prędzej o tym zapomnij. To zupełnie różne gry, na próżno szukać w produkcji Gearbox złożoności, historii czy wielkości mapy rodem z dzieła Bethesdy. Wbrew początkowym zapewnieniom twórców nie dostajemy otwartego świata, a jedynie połączone ze sobą przejściami (które musimy odblokować) tereny. Tereny dosyć małe zresztą. Nie wyobrażajcie sobie też rozbudowanych dialogów czy zawiłych questów. Prawdę mówiąc dialogów praktycznie tu nie ma, wszystko jest maksymalnie skrócone i uproszczone. Ot, dostajemy zlecenia okraszone kilkoma zdaniami wytłumaczenia, a każde z nich polega na podróży z punktu A do punktu B, wyrżnięciu wszystkiego po drodze i powrocie do punktu A. Czasem coś jeszcze należy odnaleźć lub zniszczyć. Jedynym (aczkolwiek skutecznym) urozmaiceniem są coraz to bardziej wymyślni i wymagający bossowie. Nieliniowość rozgrywki tymczasem polega na tym, że możemy sami wybierać kolejność misji, a część z nich nawet pominąć.

Prawdziwych rumieńców gra nabiera dopiero w multiplayerze, wręcz wydaje się stworzona do trybu wieloosobowego. Możliwa jest kooperacja we dwójkę na podzielonym ekranie lub sieciowa ustawka do czterech graczy. Zdecydowanie to drugie ma większy sens, nie tylko dlatego, że split-screen w Borderlands jest mało wygodny, ale również dlatego, że dopiero wypełnianie misji całą czwórką bohaterów wyciąga z gry wszystkie soki, pozwalając na zagrywki taktyczne czy widowiskowe szturmy na siedzibę wroga. Dla urozmaicenia w dowolnym momencie towarzyszącego nam gracza można szturchnięciem wyzwać na pojedynek lub udowodnić swoją wyższość na którejś z przygotowanych do tego aren.

Wiele kontrowersji wzbudziła zmiana silnika gry w połowie produkcji oraz przesiadka na zupełnie inny styl graficzny. Rozwiewam wszelkie wątpliwości, gra wizualnie prezentuje się świetnie! Oprawa wyszła ekipie z Gearbox bardzo dobrze. Wbrew pozorom nie jest kolorowo, dominują brązy i szarości, wszelkie żywsze kolory są wypłowiałe lub brudne. Bardziej kreskówkowa forma nie ujęła też nic z klimatu – jest mocno i dosadnie, czuć pustkę, desperację i szaleństwo, które owładnęły planetę. Jest krwawo i brutalnie, odrywają się kończyny, rozpruwają brzuchy, rozwalają czaszki. Jednocześnie jest zabawnie, rządzi tutaj czarny humor. Napotkane postacie sypią niewybrednymi, często chamskimi żartami, a wesołe roboty Claptrap, pełniące funkcje przewodników, tylko u największego gbura nie wywołają uśmiechu. Design postaci zachwyca - spotkamy tu psycholi w maskach, oszalałych okaleczonych mutantów z siekierami, bezmózgich kamikadze, krwiożercze pterodaktyle, skaczące do gardła insekty...  Jedyne do czego można się doczepić to niemal ciągłe dorysowywanie się terenu i niezbyt wygodne rozwiązanie sterowania pojazdami.


Z udźwiękowieniem jest jeszcze lepiej niż z grafiką. Idealnie dobrana muzyka, leniwa, pogwizdująca gdzieś z wiatrem, gdy nic się nie dzieje i szybka, rockowa podczas walki. Do tego świetny, wiarygodny dubbing napotkanych po drodze osób. Wrogie okrzyki bandytów, piski i przeraźliwe śmiechy zdeformowanych czy odzywki głównego herosa również budują atmosferę.

Prosto z mostu – jeśli lubisz zarówno gry FPS, jak i RPG spędzisz z Borderlands wiele miłych godzin. Jeśli jednak przemawia do ciebie tylko jeden z tych gatunków, znudzisz się szybko. "Rolpleja" tutaj są zaledwie śladowe ilości, znowu fani strzelanin będą się irytować ciągłymi przerwami w akcji, koniecznością biegania tam i z powrotem. Eksperyment od Gearbox jest zdecydowanie jedną z najciekawszych produkcji tej generacji konsol, jednak nie dotrze do każdego.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.