Temat II wojny światowej zdaje się być wyświechtany na wszystkie sposoby, lecz jest on nadal na tyle atrakcyjny, by mimo upływu czasu pojawiały się oparte na nim kolejne produkcje. Na chwilę zrezygnowało z niego Activision, by znów powrócić do pierwszej połowy ubiegłego wieku w piątej części Call of Duty. Studiu Gearbox najwyraźniej nie przychodzi na myśl zmiana tematyki, gdyż po raz kolejny wydaje na rynek produkcję opartą na wydarzeniach historycznych.
Producenci Brothers in Arms: Hell’s Highway nie przerysowali opowieści o dzielnych Amerykanach, wygrywających największą konfrontację w dziejach. W grze uplasowano ich na przegranej pozycji w operacji Market Garden i chyba jest to jedna z lepszych lekcji, jaką dostarczono młodzieży z USA za pośrednictwem elektronicznej rozgrywki. Gra bowiem, według producenta, ma uświadomić czym była II wojna światowa, jakie nieszczęścia za sobą niosła. Ma również ukazać, iż amerykański naród wcale nie jest tak do przesady krzepki, jak się go generalnie opisuje. Dlatego też tytuł Gearbox nie jest kolejną powieścią, w której przedstawiono wycięty fragment wygranego starcia z przegranej batalii (vide filmy o walkach w Wietnamie) i nawet o tym na końcu nie wspomniano.
Nie ma tu zatem epickich bitew, okraszonych fanfarami i szczęśliwym zakończeniem. Są za to proste misje, polegające na zlikwidowaniu zwyczajnego punku obronnego przeciwnika, a nie szukania jego "wunderwaffe". Podejście do tematu jest bardzo poważne, co nie nadaje grze mocno filmowego charakteru, a to niektórym może się nie spodobać. Kierowane przez sierżanta Matta Bakera – w którego się wcielamy – składy, chcą przetrwać wojnę za wszelką cenę – i to da się odczuć. W BiA bowiem nie ma mowy o beztroskim bieganiu do przodu. Tu należy panować nad sobą, jak i przede wszystkim nad podwładnymi, co na każdym kroku podkreśla nasz bohater. Nie ma miejsca na samowolne działania, o czym skutecznie przypomina system określający agresywność przeciwników wobec grającego (czerwone kółko nad głową wroga oznacza jego wzmożoną agresję, szare zaś mniejszą). Oponent pod mocnym ostrzałem traci rachubę, wówczas mamy okazję go obejść i zaatakować w słaby punkt. Tego typu rozwiązanie w rozgrywce sprawdza się dobrze, ale wpływa też na dynamizm akcji, gdyż większość czasu spędzamy kryjąc się za przeszkodą, czekając na zielone światło. Po chwili gracz popada w rutynę i zaczyna nudzić się, myśląc o nowych wyzwaniach, które wspominałby miesiącami.
Takich, w odróżnieniu od innych pozycji z tego gatunku, tutaj zwyczajnie nie ma. Po sesji z BiA nie ma nad czym się zastanawiać. Niemal w każdej misji zadaniem jest likwidacja stacjonarnego moździerza przeciwnika, co zaprowadza grającego w kozi róg. Owszem, jest dosyć dobra fabuła opisująca losy kolejno napotkanych postaci, tudzież klimat nawiązujący do klasyków jak „Szeregowiec Ryan” czy „Kompania braci”, lecz z misji na misję rozgrywka staje się zbyt sztampowa. Prawdopodobnie chciano, by efekt nie był imponujący, a całość skupiła się na wojennych faktach (a takowych sporo), przedstawiając je dosadnie. Niemniej branża to rozrywkowa i grymas na twarzy pojawi się mimowolnie - wcześniej lub później. Do tego dochodzą motywy grozy, w których główny bohater, niczym rozbitek z „Zagubionych” śni na jawie, widując kolejnych umarlaków – i nie wiadomo co z tym zrobić. Niby z założenia prawdopodobna historia, a przepleciona dziwnymi wątkami. Braku ciekawostek dotyczących II wojny światowej jednak nie można zarzucić. Czuć, że producent to prawdziwy pasjonat tematu.
Tytuł Gearbox nie zachwyca pod względem technicznym, biorąc pod uwagę także tryb multiplayer, który nie daje kompletnie żadnej frajdy. Zawarto w nim zaledwie jeden rodzaj zabawy, mogący konkurować co najwyżej z pozycjami z poprzedniej generacji (turowa rozgrywka oparta na wznoszeniu flagi na maszt, nie wyróżniająca się szczególnie). Oprawa graficzna reprezentuje średni poziom, pokroju gier pisanych na szybko, bez zaawansowanego silnika. Z pewnością brakuje w Brothers in Arms większej interakcji z otoczeniem, ponieważ nawet szyb nie da się stłuc, choć przykładowo płot niszczy się deska po desce. Największym plusem jest… brutalność. Zobaczymy tu fruwające w powietrzu urwane nogi, ręce, tułów, krew, czy wreszcie kawałki mózgu po udanym strzale w głowę. Dlatego też produkcję opatrzono kategorią wiekową 18+. Warstwa audio również nie wyróżnia się niczym specjalnym. Wszelkie dźwięki są poprawne i nic więcej. Praktycznie zupełnie zrezygnowano z podkładów muzycznych, serwując je od czasu do czasu, generalnie w przerywnikach filmowych.
BiA: HH proponuje nam dobry wojenny klimat, ale grze brakuje gruntownego dopracowania i urozmaicenia. Położono nacisk na jedną konkretną operację (Market Garden), lecz nawet nie spróbowano jej odtworzyć na szerszą skalę. W zapowiedziach, jak i wywiadach deweloper chwalił się, iż gracz przeżyje prawdziwe piekło. Tymczasem walki nie są aż tak sugestywne, jakbyśmy to sobie wyobrażali. Trzeba jednak zaznaczyć, że dla zwolenników militarnych wyzwań pozycja to obowiązkowa.
Dodane przez Aki pl w dniu - 2009-06-15 12:43:44 Gra jest lepiej przyswajalna przez osoby ktore graly w 2 wczesniejsze pozycje. Jest duzo nawiazan do wczesniejszych akcji. Hosen wspominal o momentach kiedy nasz bohater ma rozne wizje... pewnie nowi gracze poczuja sie skolowani. A ja doskonale potrafilem dopasowac obraz do np. ostatniej akcji z Hill 30 itd. Denerwuje troszke celowanie, chodzenie po schodach jest TWARDE i postac głupio skacze. Generalnie gra mnie nie zawiodla a przy obecnej cenie warto spróbować. Fajny taktyczny shooter w realiach WW2. Do tego zdejmowanie zakopanych niemców z Garanda M1 albo wykurzenie ich granatem a potem seria thompsonem potrafi cieszyc )))
No i pomimo iz grafika nie jest rewelacja, to trzyma swój poziom a zachwyca w słoneczne dni na pięknych polach hollandi
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.