Tim Schafer nigdy nie bał się nietypowych pomysłów. Osobiście najlepiej wspominam produkcje, które wydał jeszcze pod skrzydłami LucasArts. Grim Fandango czy Full Throttle to dla mnie tytuły wybitne, a nie można zapominać, że także w dwóch częściach Monkey Island Tim swe palce maczał. Znów podjął się trudnego zadania - stworzenia świata heavy metalu.
Głównym bohaterem jest Eddie Riggs, któremu twarzy i głosu użyczył znany aktor - Jack Black. Eddie zarabia na życie jako roadie, czyli człowiek odpowiedzialny niemal za wszystko podczas koncertów. To on stroi muzykom gitary, ustawia oświetlenie i montuje scenę. Zrządzenie losu sprawia, że podczas jednego z występów nie wszystko idzie zgodnie z planem i Eddie zostaje przygnieciony przez rozlatującą się scenografię. To jednak dopiero początek jego przygody. Jak się szybko okazuje, klamra jego paska posiada pewną tajemniczą moc, która „porywa” go do całkowicie innego świata. Tutaj wszystko rządzi się zgoła innymi prawami. Tutaj króluje heavy metal!
Trudno jednoznacznie określić czym tak naprawdę jest Brutal Legend. Zmieszano bowiem kilka zupełnie różnych gatunków. Jest trochę machania toporem, trochę swobodnej eksploracji za kierownicą samochodu czy wreszcie trochę typowo RTSowego grania. Trzeba przyznać, że to mieszanka wybuchowa, ale nie do końca udało się to wszystko ze sobą pogodzić. Idźmy zatem po kolei.
Na początek wspomniane już elementy siekania bronią białą. Nasz bohater bardzo szybko wchodzi w posiadanie oręża, jakim jest topór zwany „Seperator”. Problem w tym, że dysponujemy jedynie dwoma atakami. Z pomocą przychodzi gitara „Clementine”, dzięki której możemy walczyć z przeciwnikami także na dystans. I tutaj pojawia się ten sam problem – tylko dwa ataki. Co prawda w późniejszej fazie gry da się kupować ulepszenia do zarówno jednej, jak i drugiej broni, lecz jest to zdecydowanie za mało. "The Deuce" to nasz samochód, dość logicznie wrzucony na starcie do akcji – walki z mini bossem. Później służy jedynie do przemieszczania się po otwartym świecie gry oraz do wykonania trzech banalnych misji eskortowych. Pojazd również możemy ulepszać na wszelkie możliwe sposoby: montować nowe rodzaje broni, zmieniać karoserię czy zwiększać osiągi. Nie ma to jednak większego znaczenia, do auta można zamontować jedno działko i ukończyć tak grę.
Sytuację ratują nieco elementy RTS. Nasz bohater „dostaje skrzydeł” i swobodnie przemieszcza się nad polem bitwy. Zaczynamy ze sceną, która jest tutaj bazą i jeśli ją stracimy – przegrywamy. Wznosić możemy jedynie budki z gadżetami i pamiątkami. Wszystko po to, by pozyskać najważniejszą walutę w tamtejszym świecie – fanów. To właśnie dzięki nim przywołujemy kolejne jednostki, a także podnosimy poziom sceny. W walce wspomogą nas między innymi: „headbangerzy”, czyli goście, którzy nawet na chwilę nie przestają machać swoją głową; basiści na chopperach, którzy potrafią leczyć; inni roadie, noszący na plecach pokaźny zestaw głośników, idealnie nadających się do niszczenia wrogich budynków. Ciekawostką jest to, że Eddie w dowolnej chwili może połączyć się z każdą z jednostek w celu wzmocnienia lub sprecyzowania jej ataku.
Wielką wadą Brutal Legend jest zdecydowanie jej długość. Całą kampanię dla jednego gracza można bez pośpiechu ukończyć w czasie poniżej siedmiu godzin. Dla tych, którzy będą chcieli wyciągnąć z gry coś więcej pozostaje wykonywanie nudnych i powtarzających się w kółko zadań pobocznych, poszukiwanie szczególnych miejsc rozsianych po świecie oraz tryb wieloosobowy. W tym ostatnim naturalnie mamy możliwość zmierzenia się z innym heavy metalowym amigo przez Xbox Live. Wszystko opiera się dokładnie na tych samych zasadach, które poznaliśmy podczas przechodzenia kampanii. Do wyboru oddano trzy frakcje, nieco różnicujące rozgrywkę i wymagające innego podejścia.
Zdecydowaną większość Osiągnięć w Brutal Legend skoncentrowano na rozgrywce jednoosobowej. Nie są szczególnie trudne i jeśli tylko zechcecie poświęcić grze trochę czasu, to z pewnością sobie z nimi poradzicie. Dostępne w sieci mapy jeszcze to ułatwią.
Graficznie Brutal Legend na tle innych produkcji wypada przeciętnie, a miejscami słabo. Trzeba jednak przyznać, że wykonanie postaci i ogólny design gry zasługują na pochwały. Wizja heavy metalowego świata według Tima Schafera przypomina to, co dotychczas mogliśmy zobaczyć jedynie w bezruchu na okładkach płyt. Kolczaste obroże, czarne koszulki, głazy w kształcie gitar czy czaszek. To wszystko sprawia, że naprawdę możemy przeniknąć do tamtego świata. I to nie pierwszy raz. Ot, taka magia gier Schafera.
Bez dwóch zdań Jack Black udowodnił swoją rolą w Brutal Legend, iż potrafi tchnąć życie w animowaną postać. Do tego non stop rzuca jakiś zabawny tekst. Nic dodać nic ująć. Towarzyszą mu gwiazdy metalu, którym też całkiem nieźle się ta sztuka udaje. Zresztą możliwość usłyszenia Lemmy’ego Kilmistera z Motorhead, Roba Halforda z Judas Priest czy Ozzy’ego Osbourne’a z Black Sabbath to gratka dla fanów sama w sobie.
Dochodząc wreszcie do muzyki, proponuję od razu zdjąć czapki z głów. 107 kawałków, 75 heavy metalowych zespołów. A kogo usłyszymy? Motorhead, Iron Maiden, Black Sabbath, Slayer, Judas Priest, Megadeth, Cardle of Filth, Testament, Budgie, Mastodon czy też Tvangeste. Myślę, że taka składanka to spory ewenement i jedna z najmocniejszych stron tej produkcji.
Trudno mi ocenić Brutal Legend. Dostaliśmy tytuł, w którym żaden element nie stoi na najwyższym poziomie, a i suma składowych nie daje powodów do radości. Z drugiej strony zadanie, jakiego podjął się Tim Schafer i w jaki sposób mu podołał zasługuje na wielki szacunek. Brutal Legend to bowiem nie tylko gra, to kolejny „pomnik” wybudowany ku czci muzyki.

| Komentarze | Dodane przez hub3k pl w dniu - 2009-11-19 16:37:36 troche póżno ta recenzja ale zawsze z zaufanego żródła .A co do recenzji to całkiem spoko
| Dodane przez kubus230195 w dniu - 2009-11-19 18:50:05 nareszcie sprawiedliwa ocena. jak widzialem jak ludzie oceniaja ta gre na live to sie dziwilem co oni w niej widza.
| Dodane przez ScorpionPL w dniu - 2009-11-23 11:52:49 Widze ladna ocena - gra w innych serwisach dostawala za 9 mimo slabej grafiki i sredniego gameplay co wiaze sie z slabym sandboxem. Najmocniejsza strona jest OST i klimat
|
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|