Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Jak oceniasz wygląd Xbox Series X?

Społeczność





Bulletstorm
Autor: Emilia Głuszek   
14.03.2011.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć    Wywiad

Polacy znowu udowadniają, że potrafią. A dokładniej zespół People Can Fly pokazuje, że przy odpowiednim zapleczu (współpraca z Epic Games) stać go na dużo więcej niż na Painkillera. Mowa oczywiście o Bulletstorm, grze, o której było głośno jeszcze na długo przed premierą - nie tylko z powodu agresywnej kampanii marketingowej, ale przede wszystkim dlatego, że efektowne zwiastuny rozgrzewały do czerwoności fanów wesołych shooterów.


Głównym bohaterem jest tutaj cwaniacki moczymorda Grayson Hunt, niegdyś członek elitarnej grupy Dead Echo, która ostatecznie została wrobiona w bardzo brudną robotę przez Generała Serrano. Hunt przez lata tułał się po kosmosie jako kosmiczny pirat-uciekinier, by w końcu po brawurowym ataku na przypadkowo napotkany wrogi statek rozbić się na planecie Stygia. Jedynym ocalałym z załogi Graysona jest Ishi, który ucierpiał tak bardzo, że konieczne było przerobienie go na półcyborga. Nie trzeba więc chyba tłumaczyć dlaczego nie pała już największą sympatią do Hunta. Mimo wszystko dwaj żołnierze zmuszeni są walczyć ramię w ramię z rozsianymi po planecie brutalnymi gangami, by ostatecznie zemścić się na zdradzieckim Serrano.

Fabuła nie należy do najoryginalniejszych ani najbardziej rozbudowanych, jednak jest bardzo sprawnie i dynamicznie poprowadzona, dzięki czemu chętnie brnie się w nią dalej. Dopełnieniem zwięzłego scenariusza jest wylewający się z ekranu z każdą odzywką, czy nawet z każdym mordem, niewybredny humor.

Trzeba od razu zaznaczyć, że nie każdemu może przypaść do gustu specyfika tej gry. Wielbiciele Call of Duty czy Medal of Honor raczej się tutaj nie odnajdą. Bulletstorm jest bardziej jak Gears of War na haju, chociaż mechaniką bardzo różni się od hitu Epic. Produkcja Adriana Chmielarza i jego ekipy pachnie old schoolem, jednocześnie zachowując wszystkie cechy, jakie współczesny FPS z górnej półki powinien mieć. Dostajemy wesołą rozwałkę rodem z Serious Sama, humor, którego nie powstydziłby się Duke Nukem, zróżnicowane poziomy, piękne krajobrazy, niezliczoną ilość efektownych wybuchów, parę ciekawych zwrotów akcji, dynamikę nie pozwalającą na nudę oraz setki sposobów na efektowne pozbycie się przeciwnika. I właśnie ta ostatnia cecha jest w Bulletstorm najważniejsza.

System Skillshotów promuje jak najbardziej kreatywne wykańczanie wrogów. Możemy na przykład wykopać przeciwnika w powietrze, by następnie rzucić w jego kierunku beczkę z gazem i władować w nią pocisk. Albo postrzelić nadbiegającego mutanta w krocze i wykończyć headshotem, gdy padnie w agonii na kolana. To zaledwie podstawowe przykłady, które odkryjemy już na samym początku zabawy, a jest tego o wiele więcej, z nadziewaniem wrogów na elementy otoczenia włącznie. Za efektowne kille dostajemy punkty, które potem możemy wymienić na amunicję lub ulepszenia broni. Jeśli więc nie bawi was kombinowanie z różnymi sposobami zabijania, gra prawdopodobnie szybko was zmęczy.


Do dyspozycji mamy cały asortyment środków mordu. Najważniejsza jest energetyczna smycz, którą znajdujemy na początku gry. Możemy nią przyciągać do siebie przeciwników z dużej odległości, by następnie nabić ich na pręty, zabić w powietrzu lub wepchnąć na linię ognia ich pobratymców. Dodatkowo dochodzi specjalny atak przydający się gdy jest za gorąco, tzw. Grom, wyrzucający wszystkich okolicznych napastników w powietrze. Ważne jest, że użycie smyczy na oponencie jest jednoznacznie z wprawieniem go w slow motion, podobny efekt ma kopnięcie i atak ślizgiem. Poza tym pobawimy się między innymi karabinem, czterolufowym shotgunem, pistoletem, snajperką, działkiem maszynowym czy miotaczem granatów połączonych łańcuchem. Do tego dochodzą ciekawe ulepszenia, jak wybuchowe race czy zdalnie sterowane pociski.

Po zakończeniu kampanii czekają na nas jeszcze dwa tryby. W Echo przerabiamy poznane już fragmenty poziomów bez otoczki fabularnej, skupiając się wyłącznie na nabijaniu punktów i gwiazdek za nie. Oprócz różnorodności skillshotów liczy się tutaj również czas przejścia danego levelu. Nasz wynik możemy porównać z innymi na sieciowej tablicy wyników. Anarchy zaś, to bulletstormowy odpowiednik hordy - w kooperacji do czterech osób walczymy z napierającymi falami przeciwników. By przejść dalej musimy uzyskać odpowiednią ilość punktów, dlatego ważna jest współpraca i robienie zespołowych skillshotów. W sumie do zaliczenia jest 20 fal. Po drodze otrzymujemy poziomy doświadczenia i odblokowujemy skórki zbroi dla kontrolowanej postaci.

Bulletstorm nie uchroniło się przed wadami. Największą chyba jest fakt, że gra jest krótka – można bez problemu skończyć ją w dwa wieczory, co pozostawia pewien niedosyt. Przeszkadzać może też to, że tytuł jest bardzo casual-friendly, przez całą grę jesteśmy prowadzeni za rączkę i bombardowani podpowiedziami w stylu „teraz kucnij”. Shooterowym wyjadaczom zdecydowanie polecam od razu wybrać wyższy poziom trudności. Szkoda też, że tryb wieloosobowy jest tak skąpy, tym bardziej, że co-op wydaje się dla Bulletstorma idealny.

Sfera wizualna prezentuje się bardzo dobrze, choć zachwytów nad wspaniałą grafiką nie będzie. Momentami widać słabsze tekstury, zdarzają się też zwolnienia animacji. Podobać się za to może design poziomów i ciekawe horyzonty, które przyjdzie nam podziwiać. Podobnie ma się kwestia audio – wzorowe udźwiękowienie, dopasowana muzyka i całkiem nieźle dobrany voice-acting.


Bulletstorm to świetna gra, choć na pewno nie każdemu przypadnie do gustu jej wesoło-brutalny styl. Trzeba jednak przyznać, że na dzisiejszym rynku zdecydowanie brakuje takich pulp-shooterów. Jeśli więc uśmiechasz się na widok screenów, ta gra to dla ciebie "must have".




Komentarze

Dodane przez mat4453 w dniu - 2011-11-21 17:21:58
bardzo fajna zabawa grywalność mega wysoka zabawna fabuła świetne pomysły super polecam

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.