Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Call of Duty 4: Modern Warfare - Single Player
Autor: Paweł Rzodkiewicz   
13.11.2007.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Recenzja Call of Duty 4: Modern Warfare - Single Player
Recenzja Call of Duty 4: Modern Warfare - Multiplayer

Wojna – temat wałkowany w grach, filmach i książkach do upadłego. Czy to I wojna światowa czy II, albo znowu czasy współczesne. Call of Duty kojarzone było zawsze z tym drugim wydarzeniem w dziejach globu. Tym razem autorzy postanowili porzucić zupełnie wątki historyczne i Niemców. Infinity Ward przenosi nas w zupełnie nowe, teraźniejsze czasy. Kiedy pokazano pierwsze zwiastuny pojawiły się wątpliwości, czy aby na pewno jest to dobry ruch. Jak spisuje się najnowsze dzieło spod znaku Call of Duty, z cyferką cztery w tytule?

Fabuła przedstawia konflikt pomiędzy rządem Stanów Zjednoczonych i rosyjskimi terrorystami, na których czele stoi facet zwany Al.-Asad. Temu panu Amerykanie szczególnie nie przypasowali, więc robi nie małą zadymę. Oczywiście zachodnie mocarstwo ma zamiar jak najszybciej pozbyć się tego wrzodu i wysyła swoje najlepsze odziały, aby zlikwidować dowódcę oraz kilku ważniejszych jego kompanów. Mamy okazję walczyć w oddziałach S.A.S. i U.S.M.C. Czy konflikt będzie miał tło nuklearne? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, żeby nie psuć zabawy. Akcję osadzono na terenach Bliskiego Wschodu i w różnych zakątkach Azji. Biegamy w miastach o gorącym klimacie, jak i w prószącym w oczy śniegu. Ciekawa historia jest zawsze ważna w strzelance, ale chyba nie najważniejsza, ponieważ najbardziej skupiamy się na tym, co dzieje się na ekranie TV.

Pierwsza misja zaczyna się nocnym lotem helikoptera, a jego celem jest wysadzenie dzielnych żołnierzy na pokład okrętu. Już ze śmigłowca mamy możliwość sterowania naszym bohaterem, dzięki czemu obejrzymy naszych towarzyszy broni siedzących obok, czy płynący w ciemnościach, deszczu i sztormie statek. Kiedy docieramy na miejsce, szybko spuszczamy się na linie i rozpoczyna się prawdziwa gra. Początkowo jest trochę marnie, ponieważ nie możemy się w żaden sposób wykazać – nasi kompani robią wszystko za nas. Okazję, by sobie postrzelać dostajemy dopiero gdzieś w połowie drogi przez pomieszczenia okrętu. Muszę powiedzieć, że trochę się zniesmaczyłem, ponieważ o Call of Duty zawsze mówiono, że jest w nim zadyma. Tutaj jej stanowczo brakowało. Doszedłem do wyznaczonego punktu i od razu nastąpił gwałtowny zwrot akcji. Mój odział musiał się jak najszybciej wydostać z tego piekła. Ogień, walające się kawały blachy, strumienie wody i co najgorsze, ciągłe przechylanie się statku na lewą stronę.

Czy kolejne misje są równie udane? Mało powiedziane, kampania jest po prostu świetna! Niektóre plansze przygniatają klimatem. Czujemy, że to wojna, a nie strzelanie się z kumplami w lesie. Wszystko dzięki świetnym efektom wizualnym. Dym od wybuchających pojazdów czy granatów, unoszący się w powietrzu pył, krzyki naszych towarzyszy i przeciwników, ciągły hałas. Zadyma jest ostra, ale w końcu z tego znamy serię. W jednej z misji czujemy jeszcze zupełnie coś innego niż „wojnę”, a mianowicie akcja dzieje się w miasteczku Prypeć. Założono je w 1970 roku jako osiedle mieszkaniowe dla pracowników elektrowni w Czarnobylu. Było położone zaledwie cztery kilometry od wspomnianego miejsca. W grze zostało bardzo realistycznie odwzorowane. Wymarłe, zniszczone budynki efektem awarii reaktora, przygnębiająca atmosfera, a w tym wszystkim tylko ty i twój towarzysz. Podczas przeprawy przez zawalone gruzami zabudowania aż czuć, jaka tragedia musiała się tutaj stać. Kiedy będziemy dłużej przebywać w jednym miejscu obraz zrobi się fioletowy i zaczniemy tracić równowagę – napromieniowanie. Ciężko jest napisać o genialności tej misji jednocześnie nie spojlerować, ale wierzcie mi, że jeszcze nigdy nie miałem okazji zobaczyć tak klimatycznej miejscówki. Zadanie odpalałem jeszcze kilka razy, aby się nim nacieszyć. Po prostu istne dzieło sztuki.


Misje są bardzo dynamiczne, a przeciwników jest czasem tylu, że nie wiadomo skąd strzelają. Wtedy podstawą do przeżycia jest wykorzystywanie wszelkich elementów otoczenia do ukrycia się przed ostrzałem. Jednak co jakiś czas musimy zmieniać nasze „bezpieczne” miejsce, ponieważ oponenci są na tyle sprytni, że rzucają granaty. Na szczęście nasi kompani nie pozostają dłużni i również potrafią kogoś zabić. AI jest naprawdę dobrze dopracowane, ponieważ koledzy zachowują się mądrze i nie stoją jak idioci, czekając aż ich ktoś zastrzeli. Ładnie się chowają, ostrzeliwują i odrzucają granaty. Jednak bracia Rosjanie też nie są pozbawieni mózgu Cieszy fakt, że do wyznaczonego celu możemy w niektórych misjach dojść na kilka sposobów. Da się wybrać główną ulicę, gdzie jest od groma wrogów, albo iść po kątach. Możemy przejść placem, schować się i z tego miejsca porozwalać wszystkich albo dostać się do jakiegoś budynku, przeczekać i bezpiecznie z okna pozabijać po kolei przeciwników. Ogólnie rzecz biorąc, kampania wyszła świetnie, a zaliczenie jej na najniższym poziomie trudności zajmuje około 6-7h.

Najważniejszą zmianą jest rzecz jasna uzbrojenie. Nie ma już starego Thompsona czy MP-40, teraz jesteśmy o wiele nowocześniej wyposażeni. W dłoni będziemy mieli okazję potrzymać M4A1, P90, MP5 czy wiele, wiele innych karabinów i osprzętu - jak noktowizor, C4 czy miny. W dwóch misjach, gdzie przedostanie się samemu przez multum przeciwników graniczy z cudem, mamy możliwość wezwania wsparcia powietrznego w postaci helikoptera, który skutecznie rozprawi się z większą liczbą wrogów. Drugą pomocą jest coś o wiele silniejszego i drastycznego - nalot. Wciskamy strzałkę w dół, wyznaczamy miejsce i po chwili nad terenem przelatują myśliwce, bombardując konkretny obszar. Tutaj już nie ma siły, nikt nie ma szans na przeżycie.

Graficznie cudnie. Super efekt widzimy kiedy oślepi nas granat, czy jesteśmy poważnie ranni. Broń, otoczenie, nasi kompani, wszystko dopracowane w 100%. Po prostu pięknie i tyle. Oprawa audio również jest idealnie dopasowana. Gdy na polu bitwy stanie się coś nagłego, nieprzewidywalnego, utwór zaraz się zmienia na odpowiednio pasujący do atmosfery. Również odgłosy wybuchów, krzyki naszych kompanów oraz wystrzały z broni wypadają świetnie i nadają niepowtarzalny klimat tej wspaniałej grze. Do tego ścieżka dźwiękowa, dobrze znanego fanom serii Metal Gear Solid, hollywoodzkiego kompozytora Harry’ego Gregsona-Williamsa. Nie ma to jak dobra nuta podtrzymująca napięcie.


Pierwsza ważna informacja dla achievement hunterów - Osiągnięcia wpadają tylko i wyłącznie za grę single player. Dziwnie, nieprawdaż? Taka widać już polityka Infinity Ward, druga odsłona serii w końcu również była pozbawiona sieciowych zdobyczy. Większość, i te najwyżej punktowane, to przechodzenie kolejnych misji na poziomie Veteran. Są również dość oryginalne, które można odblokować tylko w poszczególnych misjach - przykładowo za uratowanie farmera przed śmiercią. Punkty wskoczą także za znalezienie kolejno 15 i 30 laptopów, poukrywanych w najróżniejszych zakątkach plansz.  Osoby lubiące 1000GS bez jakiegoś większego problemu powinny zainteresować się tym tytułem.

Czy Call of Duty 4 jest grą wartą wydania sporych pieniędzy? Bez zastanowienia odpowiadam, że tak! Jest to superprodukcja z bardzo dobrą grafiką i świetnym klimatem. Jak zawsze da się wytknąć jakieś wady, typu mocno poskryptowane akcje czy ciągle pojawiający się przeciwnicy (jeśli nie ruszymy z miejsca), ale nie wpływają one w tym przypadku praktycznie w jakimkolwiek stopniu na odbiór całości. Oczywiście do tego wszystkiego dochodzi wspaniały multiplayer, któremu dokładniej przyjrzał się kolega wrog.



Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.