Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Conflict: Denied Ops
Autor: Łukasz Zdeb   
11.03.2008.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Obecnie na rynku konsolowych gier wideo dominują pozycje spod znaku FPS. Fakt ów smuci, ale podążający za trendami wydawcy wypuszczają coraz to więcej pierwszoosobowych strzelanek. Eidos, znany z komercyjnych podejść do wirtualnego świata, nie pozostaje pasywny. Tak oto światło dzienne ujrzał nowy tytuł ze skądinąd znanej serii Conflict. Zupełnie niepotrzebnie.

 Denied Ops opowiada historię dwóch agentów należących do najbardziej elitarnej jednostki świata, podlegającej CIA, o nazwie Special Activities Division – w skrócie SAD, co, o ironio, nad wyraz dobrze pasuje do naszych bohaterów. Smucą bodaj oni niemiłosiernie, wplątując w nieliczne dialogi tanie morały i infantylne przechwałki, których nie kupi nawet przedszkolak.  I w tym miejscu można skończyć, bo jako takiej obszerniejszej fabuły po prostu nie ma. Są źli ludzie trzymający kciuki na nuklearnych detonatorach i my mamy ich powstrzymać, przemierzając po drodze kolejne kraje. Zresztą poziom dialogów, jak i wykonanie renderowanych filmików, mogłoby zachwycić jedynie posiadacza PSXa, który ostatnie 10 lat spędził pod monopolowym licząc drobne w kubku.

Idea gry była zacna – pozwolić dwóm przyjaciołom na wspólną rozgrywkę przed telewizorem/przez kabel. Gorzej, jeśli takowego partnera do Co-opa nie ma, wówczas z pomocą przychodzi „konsola”, która robi wszystko, abyś pragnął zacząć dzień od nowa. AI wszelkich przeciwników w grze jest tak denne, iż nie sposób ogarnąć ów faktu, że to dzieje się naprawdę w dobie konsol najnowszej generacji. Oponenci zachowują się chaotycznie, biegają z lewa na prawo, tu i ówdzie podskakując niczym lajkonik na krakowskim rynku, pociągając przy tym za spust swoich karabinów. Są tak spontaniczni w swoich działaniach, że potrafią z jednej osłony do drugiej przebiegać kilkanaście metrów, bez potrzeby; notabene, by wrócić z powrotem… Nasz partner również czerpie garściami z ich głupoty, zawsze i wszędzie wychodząc na linię naszego strzału, czy też jako snajper, biec do wyznaczonego przez nas przeciwnika-celu, po drodze tankując wszystkie możliwe naboje wrogich jednostek.

Na zmianę, w dowolnym momencie, kierujemy poczynaniami Gravesa (snajper) oraz Langa (szturmowiec). Bohaterowie posługują się tylko dwoma broniami, lecz z biegiem czasu otrzymują szereg ulepszeń. Ciężko powiedzieć po co, gdyż gra się nadal fatalnie, w czym pomaga okropne sterowanie, którego dodatkowo nie można zmienić na własne. Denied Ops jest jedną (jedyną?) z nielicznych gier, gdzie strzelanie karabinem snajperskim jest udręką i nie przynosi frajdy. Broń ta jest po prostu słaba (zawsze trzy strzały „w klatę”), a headshoty zwyczajnie nie wchodzą, z dużą częstotliwością (a’la serwer lag, tylko offline…).  CKM bez optycznego celownika też pomocny w dużej mierze nie jest. Raczej zaleca się bieganie w stylu Rambo i strzał na oślep w na siłę rozmieszczone beczki z paliwem występujące w niemalże każdej lokacji, co z założenia miało nadać hollywoodzki wydźwięk produkcji, a wywarło uśmiech politowania i gorzkie łzy.

 Jeśli nie fabuła, nie gameplay, to co? Otóż na pewno nie grafika i dźwięk. AV jest po prostu okropne. Wizualnie nie ta epoka, zaś muzycznie nie pamiętam, aby którakolwiek gra irytowała do takiego stopnia, iż zachęcała do wyciszenia zestawu grającego. Jedynym plusem są destrukcyjne elementy otoczenia, lecz o ich „zaawansowanej” fizyce lepiej nie wspominać.

Gry w zasadzie recenzować nie trzeba. Sami użytkownicy Xbox Live! zweryfikowali produkcję po dostępnym na Rynku demie na tyle, iż nie sposób sprawdzić trybu multiplayer, a co dopiero co-op. Tak też i radzę postąpić użytkownikom OnlineCenter. Szkoda nerwów, pieniędzy i straconego czasu.





Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.