Crackdown to jeden z tych tytułów, które jeszcze na długo przed swoją premierą budzą dość skrajne emocje. Dla jednych to powielenie utartych schematów, dla innych nowe spojrzenie na gatunek. Otwarte miasto i my w roli bohatera, mającego wpływ na panującą w nim sytuację – budzi to jednoznaczne skojarzenia ze znaną wszystkim bardzo dobrze serią GTA. Obie gry nie mają jednak ze sobą zbyt wiele wspólnego.
Pacific City, piękna futurystyczna metropolia, w której kiedyś ludzie wiedli spokojny i sielski żywot. Sytuacja się diametralnie zmieniła, gdy władzę nad nim przejęły trzy największe gangi, dzieląc jego terytorium na swoje strefy wpływów i zaprowadzając rządy bezprawia - obecnie jedynymi zasadami jakimi kierują się ich członkowie jest prawo talionu („oko za oko, ząb za ząb”). Ostatnią ostoją praworządności została mała, położona po środku wysepka z ogromnym wieżowcem zwanym Twierdzą. Mieści się tam główne centrum dowodzenia instytucji walczącej o sprawiedliwość i przywrócenie miastu dawnej świetności – Agencji. My, jako jej członek wyposażony w najnowsze zdobycze technologii mamy się do tego przyczynić w znacznym stopniu. Cele misji są jasne – zlikwidowanie z ulic Los Muertos, Volk oraz Shai-Gen. By tego dokonać, mieć jakąkolwiek szansę w walce z „grubymi rybami” i przywódcami grup należy najpierw rozpracować dolne szeregi każdego z gangów, osłabiając dzięki temu jego struktury. Samo załatwienie na starcie szefa mafii jest możliwe, ale tak naprawdę nic nie da. W sumie na całkowite wyeliminowanie jednej zorganizowanej grupy przestępczej potrzeba uśmiercić siedmiu bossów – na początek tych odpowiadających za rekrutację, czy przemyt broni, a na głównym kończąc.
Tak w skrócie przedstawia się wątek fabularny Crackdown. Na jakieś wielkie zwroty akcji czy zagmatwane i niejasne wydarzenia chyba nikt nie liczył. Jest prosto, czytelnie, niezbyt rozbudowanie – ot, typowa, łatwo ukazana walka dobra ze złem. Oczywiście dostajemy pełną swobodę działań i tylko od nas zależy w jaki sposób wypełnimy krucjatę przeciwko gangom. Niezbędne informacje do wykonania zadań otrzymujemy od Agencji w formie krótkich prezentacji i ogólnej charakterystyki celu, a następnie udajemy się w miasto na poszukiwania. Warto zatrzymać się tu na chwilę. Prawdopodobnie po raz pierwszy w jakiejś grze wideo otrzymujemy tak wielkie pole zmagań. Nie chodzi tu o samą rozpiętość obszaru Pacific City, bo w tym przypadku jest przeciętnie, ale o jego wielkość w pionie. Budynki naprawdę robią wrażenie pod względem swoich rozmiarów, a do tego można się na szczyt praktycznie każdego przy odrobinie kombinacji dostać. Wejście na górę Twierdzy, za co swoją drogą przewidziano nawet achievementa, jest nie lada wyzwaniem i wymaga nieco zręczności. Oczywiście poza tym, zależnie od dzielnicy, widzimy znaczne zróżnicowanie architektoniczne – w porcie znajdziemy mnóstwo nagromadzonych kontenerów, w centrum drapacze chmur, a na obrzeżach sporo zieleni. Oprócz nas i przeciwników zamieszkują tutaj także zwykli śmiertelnicy, dla których walczymy, dlatego miasto tętni życiem. W dzień spotykamy wielu przechodniów, w nocy za to na ulicę wychodzą już raczej tylko wyrzutki społeczeństwa i oprychy.
Do przywrócenia porządku i zapanowania nad obecną sytuacją w mieście potrzeba z pewnością nadludzkich umiejętności. Dlatego też nasz heros nie jest zwykłym krawężnikiem mającym do dyspozycji jedynie najnowsze zdobycze wyścigu zbrojeń. Jeśli kiedyś zastanawiałeś się jakby wyglądało połączenie największych bohaterów komiksów i kreskówek, to panowie z Real Time Worlds dają Ci możliwość nie tylko zobaczenia, ale i sprawdzenia w akcji takiej wybuchowej mieszanki. Jako policjant przyszłości stanowimy połączenie Supermana, Hulka, Spidermana i innych, a wszystko dzięki postępowi inżynierii biogenetycznej. Skakanie na kilkanaście metrów w górę, chodzenie po ścianach budynków, rzucanie ważącymi kilka ton przedmiotami czy nawet odradzenie się dzięki klonowaniu, to nic wielkiego. Nie od razu jednak możemy sobie na wszystko pozwolić, na początku nasze zdolności są słabo rozwinięte. Ewolucja bohatera i wykorzystanie systemu rozwoju postaci jest w naszych rękach. Głównie opiera się on na odpowiednim eliminowaniu wrogów. Przykładowo zdjęcie jakiegoś gangstera kopniakiem podbije statystyki siły, z kolei wykorzystanie do tego karabinu lub innej broni palnej polepszy celność i inne umiejętności związane ze strzelaniem. Do tego po całym mieście są rozrzucone lewitujące zielone kule, po których zebraniu szybciej biegamy, wyżej skaczemy; oraz takie oznaczone znakiem zapytania, które podbudowują po części każdą cechę.
Wszystkie „skille” można rozbudować do maksymalnie czterech gwiazdek. Gdy osiągniemy szczyt możliwości postaci (co notabene nie trwa zbyt długo), gra niestety robi się prosta. Pokonywanie kolejnych bossów w niezbyt skomplikowanych pojedynkach nie jest już niczym wyjątkowym i nie sprawia większych problemów. W pewnym stopniu daje się to nawet porównać do grania z kodami. Co to za filozofia przeskoczyć armię uzbrojonych po zęby szeregowych członków gangu, pilnujących swojego szefa, a następnie wyeliminować tego ostatniego kilkoma celnymi kopniakami czy strzałami w głowę? Poza tym samo odszukanie bossa nie jest jakimś wielkim wyczynem – wystarczy rzut oka na mapę i już domyślasz się gdzie któregoś znaleźć. Dlatego też może i dobrze, że fabuła nie jest rozbudowana i skończyć ją się da w kilka godzin. Widać, że autorzy starali się znaleźć złoty środek pomiędzy prostotą rozgrywki i jej długością. Szczerze mówiąc wyszło im to średnio. Całość mieści się w schemacie: kilkunastosekundowa prezentacja przeciwnika, znalezienie go w mieście, walka – i tak w koło. Brak bardziej szczegółowego wprowadzenia w świat gry, dialogów, a do tego ta powtarzalność kolejnych kroków. Jednym taka swoboda się spodoba, innych brak rozbudowanej fabuły, chociażby na wzór GTA, może nieco razić.
Na szczęście zadbano o żywotność tytułu dorzucając sporo zadań pobocznych. Ciekawe i dające sporo radochy są wyścigi po dachach czy wspinanie się po budynkach na czas. Są też rajdy samochodowe po rozrzuconych po mieście checkpointach i zaliczanie skoków kaskaderskich w autach (za zwycięstwa w każdym rodzaju wyścigów w nagrodę polepszamy sobie statystyki postaci). Samo kierowanie pojazdami zostało prawidłowo rozwiązane - nie ma zbędnego kombinowania z rozmieszczeniem przycisków; kierujemy jak w grze wyścigowej – prawy spust odpowiada za gaz, a lewy za hamulec. Szkoda tylko, że różnorodność czterech kółek jest mizerna. Nie dość, że oprócz wozów agencyjnych pozostałe lepiej omijać szerokim łukiem i używać w ostateczności, to niestety nie ma żadnego innego środka lokomocji. Na pewno nikt nie pogardziłby motorkiem czy motorówką (na statki powietrzne jest raczej za mało miejsca). Dziwne jest również to, że nasz heros nie może strzelać podczas prowadzenia samochodu – takiej umiejętności developerzy niestety nie przewidzieli. Model jazdy też nie jest jakimś wielkim dziełem, ale kto będzie bawił się w jeżdżenie, kiedy zdecydowanie szybciej jest podskoczyć w konkretną miejscówkę?
Na wyróżnienie zasługuje stworzony na potrzeby gry system celowania. Po namierzeniu przeciwnika lub pojazdu pojawiają nam się strefy celu. Można gałką wybrać, czy chcemy trafić w głowę, nogi, klatkę piersiową czy rękę przeciwnika (w przypadku samochodów: opony, drzwi, bak). Celne trafienie w którąś ze stref powoduje konkretną reakcję i dolegliwość. W trakcie jakiegoś zmasowanego ataku nie jest to specjalnie wykorzystywane, ale czasem naprawdę się przydaje. Poza tym co powiesz na podniesienie samochodu, rzucenie nim w górę i szybki strzał w bak podczas opadania, powodując spore zniszczenie? Takie numery są tutaj na porządku dziennym, jeśli tylko umie się odpowiednio wykorzystać umiejętności herosa. Niestety autorzy nie pokusili się o zawarcie w grze jakiegoś trybu sieciowego, a że w tego typu pozycji można to zrobić pokazało już ciekawe na Xbox Live Saints Row. Na szczęście dostajemy świetnie przygotowaną kooperację dla dwóch osób - na wzór tego, co mieliśmy okazję zobaczyć w Gears of War. Oznacza to, że nie ma tutaj osobnych misji, zwyczajnie umawiamy się ze znajomym i wskakujemy do Pacific City zrobić wspólnie porządek na ulicach. Tylko od was zależy czy zaczniecie wykonywać zadania wątku fabularnego, czy może zdecydujecie się na hasanie po dachach wieżowców. Pełna swoboda i świetna zabawa na długie godziny zapewniona.
Crackdown jest po Viva Pinata i Dead or Alive: Xtreme 2 kolejnym tytułem zlokalizowanym na potrzeby polskiego rynku. Wersja językowa jest rozpoznawana po ustawieniach miejsca zamieszkania (Locale). Jak już wyżej wspominałem, w grze nie ma dialogów, więc dubbing ograniczał się do podłożenia głosu narratora. Aktor w mojej ocenie spisał się w swej roli bardzo dobrze. Jest to typowy tembr lektora, pozbawiony nadmiernego zabarwienia emocjonalnego. Podrzucane przez niego raz na jakiś czas podpowiedzi bywają przydatne, a żarty nawet śmieszne. Co najważniejsze nie przeszkadza on w jakikolwiek sposób podczas grania. Nie ma tutaj też chyba żadnego błędu ortograficznego typu słynne „zajżyj do środka” z pozycji o hodowaniu kolorowych zwierzaków.
Graficznie Crackdown nie jest jakimś wielkim osiągnięciem czy kolejnym krokiem naprzód tej generacji konsol. Dopełniając wizję nieco odmiennej rzeczywistości oprawę zamknięto w komiksowej konwencji, wykorzystując w tym celu cell-shading. Taka decyzja Real Time Worlds była z pewnością słusznym posunięciem. Grafika oddająca otoczenie w najmniejszym, fotograficznym wręcz szczególe, jaką widzimy w ostatnim wielkim dziele Epic Games, tutaj zwyczajnie by nie pasowała. Skoro kierujemy postacią o nadludzkich zdolnościach, to podkreślmy jeszcze bardziej tą nierealistyczność przedstawionego świata – ja jak najbardziej kupuję takie podejście. Cyberpunkowy klimat podkreśla dodatkowo zawarta na płycie ścieżka dźwiękowa. Mamy zarówno nieco słabsze, jak i mocniejsze kawałki, które przygrywają nam podczas wojaży po Pacific City. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie wśród, jak zapewniają twórcy, ponad 100 utworów.
Od strony achievementów Crackdown ląduje na półce dla gier o średnim ich poziomie trudności. Sporo punktów zdobywamy za samo przechodzenie, kolejne wskakują za zabawę w podrzucanie samochodami, czy jakieś inne wymyślne kombinacje, które jednak do najtrudniejszych nie należą – do ciekawszych należy ten za wspięcie się na siedzibę Agencji i następny za skok do znajdującej się na samym dole wody. Z drugiej strony pojawiają się także osiągnięcia wymagające już trochę większej uwagi i poświęcenia. Co powiesz na rundkę po mieście w celu zebrania 500 zielonych i 300 sekretnych orbów? Bez poradnika łatwo na pewno nie będzie. Poza tym trzeba się liczyć z tym, że na razie zdobyć da się tylko 900 GS. Kolejne sto dojdzie za jakiś czas dzięki wypuszczonemu na Marketplace darmowemu rozszerzeniu.
Szkocki zespół developerski przygotował dla posiadaczy konsoli Microsoftu kolejny smakowity tytuł ze statusem „Only on Xbox 360”. Nie jest to żaden wielki hit, ale każdy gracz ceniący sobie bezmyślną sieczkę i swobodę działań z pewnością doceni nowy projekt takiego geniusza wirtualnego świata rozrywki jakim jest Dave Jones (wcześniej odpowiadał m.in. za Lemmingi). Jest tutaj przede wszystkim widowiskowo i przyjemnie. Patosu rodem z wielkich hollywoodzkich produkcji nie uświadczysz. Niestety szybko będziesz musiał samemu zagospodarować sobie czas w Pacific City, bo fabuła zaraz po rozpoczęciu przygody Cię znuży, a chwilę potem zamiast nieco się rozwinąć czy zaciekawić, zwyczajnie całkiem się skończy. Mimo że gra już się prawie ukazała to drzemie w niej spory potencjał, który może zostać odpowiednio wykorzystany przez przyszłe rozszerzenia wypuszczone na „rynku usług” Xbox Live.
PS. Płyta z grą umożliwia wzięcie udziału w beta testach trybu multiplayer Halo 3.
Za udostępnienie gry do testów dziękujemy firmie Microsoft Polska.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|