Sympatycy "królowej sportów motorowych" mogą powiedzieć o sobie wszystko z wyjątkiem tego, że są rozpieszczani przez twórców gier. Amatorzy wyścigów motocyklowych od lat dostają produkty spod szyldu Moto GP. Tymczasem entuzjastom F1 pozostawało spoglądać z zazdrością w ich stronę, licząc na to, że wreszcie ktoś zlituje się nad nimi i wypluje na rynek produkt oparty na licencji FIA. Na szczęście nic nie trwa wiecznie, każdy impas zostaje kiedyś przełamany. Ta, na szybko wymyślona przeze mnie teoria, znalazła potwierdzenie w tym przypadku - po latach posuchy światło dzienne ujrzała gra, która powinna zadowolić miłośników Formuły 1.
Od samego początku widać, że przy grze maczało palce Codemasters. Chodzi mi m.in. o dobrze znany za sprawą Race Driver: GRID oraz DiRT 2 interfejs. Przygodę ze światem F1 rozpoczniesz - wypisz wymaluj GRID - od wypełnienia kilku "papierów". Musisz podać imię, nazwisko, przydomek, liczbę sezonów jakie spędzisz w F1 (maksymalnie 7), zespół, w którego barwach rozpoczniesz karierę i kraj pochodzenia. Gdy uporasz się z tą nudną, acz niezbędną czynnością przeniesiony zostaniesz na konferencję prasową, gdzie urocza reporterka zapyta cię o kilka dupereli. Na każde z pytań musisz udzielić jednej spośród kilku dostępnych odpowiedzi. Nie mają one większego wpływu na dalsze przygody z grą, ale za to fajnie budują klimat świata wyścigów F1.
Jak to mawiają, nie samymi wywiadami kierowca żyje. Po "papierkowej robocie" znajdziesz się w... przyczepie - tu z kolei pomysł dobrze znany z DiRT 2. Będzie w niej czekała pani agent, przybliży ci ona zasady rządzące światem Formuły 1. W singlu do wyboru są trzy tryby: Time Trial, Grand Prix oraz Career. Time Trial to klasyczna "czasówka", gdzie masz okazję rywalizować z "duchami" graczy znajdujących się na listach rankingowych. W Grand Prix będziesz mógł z marszu zasiąść za sterami teamu, któremu kibicujesz. Z tym, że sukcesy odnoszone w GP nie będą sygnowane twoim imieniem, tylko obranego kierowcy. Dostępni są wszyscy zawodnicy biorący udział w Mistrzostwach Świata. Dzięki temu nie trzeba czekać w nieskończoność aż nasz rodzynek, Robert Kubica, zdobędzie "majstra" - wybierasz go, startujesz, wygrywasz. To tylko wirtualne mistrzostwo, ale lepszy rydz niż nic.
Jeśli chodzi o karierę, to przed wystartowaniem wyścigu możesz ustawić parę interesujących rzeczy: cykl w jakim rozgrywany będzie event, procentową liczbę okrążeń wyścigu i poziom trudności. Pierwsza opcja polega na wyborze liczby sesji treningu oraz kwalifikacji do wyścigu. Selekcja zostaje dokonana poprzez wybór "Long race weekend" lub "Short race weekend". "LRW" to nic innego jak ustawienie zapożyczone ze świata realnego - po trzy sesje treningowe i kwalifikacyjne. Natomiast "SRW" zostało stworzone z myślą o leniuchach - po jednej sesji treningowej i kwalifikacyjnej.
Deweloperzy nie zapomnieli, że F1 2010 będą zainteresowane także osoby mniej doświadczone w grach wyścigowych, stąd kilka poziomów trudności. Każdy z nich niesie nie tylko zmianę umiejętności wirtualnych kierowców, ale także zmniejszenie ilości tzw. flashbacków - dobrze znanego miłośnikom GRID, DiRT 2 i Forza Motorsport 3 dodatku. Polega on na tym, że w razie niepowodzenia (kraksa, błąd na zakręcie) istnieje możliwość cofnięcia czasu i skorygowania manewru. Ponadto w zakładce zmiany poziomu trudności można włączyć/wyłączyć różnego rodzaju wspomagacze: ABS, TCS, linię wskazującą tor jazdy, automatyczne hamowanie, automatyczną lub manualną skrzynię biegów itd. Bez problemu skorygujesz odgórne ustawienia dostosowując je do swoich potrzeb.
Nim udasz się na tor, by utrzeć nosa gwiazdom F1, będziesz miał możliwość ustawienia pojazdu. Za każdym razem gdy zapragniesz przetestować ustawienia, możesz wyjechać z garażu na tor i wziąć udział w sesji treningowej. Jeśli stwierdzisz, że bolid nie spełnia pokładanych w nim nadziei, wciskasz pause, zaznaczasz odpowiednią opcję i lądujesz z powrotem w garażu. Tak w ogóle, to nie ma przymusu brania udziału w treningu, z marszu można rozpocząć kwalifikacje. Są one bardzo ważne, ponieważ mogą zapewnić dobrą pozycję startową w wyścigu. Każdy z maksymalnie siedmiu sezonów składa się z dziewiętnastu batalii. Przed rozpoczęciem pojedynku twój team przedstawia wytyczne, które powinieneś wypełnić, by szefowie byli z ciebie zadowoleni. Na początku przygody z trybem kariery znajdziesz się w jednym z najsłabszych zespołów. Cele nie będą należały do najambitniejszych. Odnosząc kolejne sukcesy nadejdzie propozycja zmiany pracodawcy, a ona przyniesie ze sobą modyfikację wymagań. W końcu zadaniem będzie wywalczenie głównego trofeum w cyklu Grand Prix.
W multiplayerze nie ma nic szczególnego. Powiem więcej - rozgrywka nie przypadła mi do gustu. Nie dość, że jest cholernie mało chętnych na partyjkę (lobby może pomieścić maksymalnie 12 graczy), to - jak już się znajdą - urządzają sobie "destrakszyn derby". Co prawda jedna playlista umożliwia bicie czasów rywali, ale i tak mnie to nie przekonało. Za ukończone eventy przyznawane są punkty doświadczenia, czyli mamy tu do czynienia z klasycznym zdobywaniem rangi. Codemasters w tej kwestii dali ciała, gdyż nie widać żadnego paska postępu. Nigdy nie wiadomo ile nam jeszcze brakuje do kolejnego poziomu. Dodam jeszcze, że istnieje także możliwość rozegrania cyklu Grand Prix za pośrednictwem sieci.
Od strony graficznej tytuł prezentuje się więcej niż dobrze. Bolidy wyglądają świetnie. Są wymuskane, błyszczące i... po prostu ładne. Niestety gra posiada beznadziejny model zniszczeń. Jak to jest możliwe żeby jadąc 267 km/h, uderzając w tyłek wehikułu rywala, który w tym momencie redukuje biegi i wali po hamulcach, wyrobić się w zakręcie i stracić tylko przedni spoiler? Żeby było śmieszniej - na easy, prócz kary za złamanie regulaminu, nie ponosisz żadnych konsekwencji takiego wybryku, bolid prowadzi się idealnie. Na ekspercie sprawa ma się zgoła odmiennie, gdy połechtasz rywala po czterech literach, uszkadzając spoiler - jesteś ugotowany. Momentami wnerwia również spadek animacji, o dziwo najczęściej zdarza się to kiedy samotnie mkniesz na prostej start/meta.
Trasy wyglądają przeciętnie, w końcu są to tory wyścigowe. Brak niebiańskich uniesień towarzyszący oglądaniu miejscówek w pełni rekompensuje chwila, gdy zaczyna siąpić deszcz. Efekt jest świetny! Mgiełka widoczna za samochodami przeciwników, krople wody spływające po ekranie... mniam. Co ciekawe, warunki atmosferyczne ulegają dynamicznej zmianie i nie raz przytrafi ci się, że w trakcie wyścigu zacznie padać. Nie muszę chyba dodawać, że zmiana warunków panujących na torze ma przełożenie na prowadzenie bolidu, niekorzystne przełożenie.
Niestety, tytuł nie jest pozbawiony błędów. Na większość z nich laicy tegoż sportu, tacy jak ja, nie zwrócą uwagi, bo to duperele. Lecz jeden, obok którego nie da się przejść obojętnie, wnerwia strasznie. Otóż światem F1 rządzi kilka zasad i jedna z nich mówi, iż w każdym wyścigu rozgrywanym na suchej nawierzchni kierowcy muszą choć raz do pit stopu zjechać. W przeciwnym razie czeka ich kara. Nader często zdarzają się eventy, w których sterowani przez AI kierowcy mają tę regułę gdzieś. Teraz pewnie myślisz, że ta "jakaś tam kara" ich za ten wybryk spotka? Jeśli tak, jesteś w błędzie. Ot, bug i tyle. Grając na easy można przymknąć na to oko, lecz na wyższych poziomach trudności, gdzie tysięczna część sekundy ma znaczenie, takie niedopatrzenie ze strony dewelopera jest niedopuszczalne.
"Codies" dostarczyli grę, która większość fanów F1 powinna zadowolić. Jeśli o mnie chodzi, to nie zaliczam się do grupy entuzjastów F1. Ba! Nigdy nie widziałem transmisji z wyścigu. Mimo to granie w formułę sprawiło mi sporo przyjemności. Bezwzględna walka na torze i towarzyszące jej ogromne prędkości zmuszają organizm gracza do wzmożonego wydzielania adrenaliny. Ale nie ma róży bez kolców. Osiągnięcie perfekcji, a co za tym idzie calaka, w F1 wymaga BARDZO dużych umiejętności. Poziom trudności expert z wyłączonymi asystami, na manualnej skrzyni biegów, skierowany jest do cyborgów - ja wymiękam. Jeśli jesteś maniakiem wyścigów F1, śledzisz każdy wyścig transmitowany w TV z zapartym tchem - bierz tę grę.