Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Gears of War 3 - Fenix Rising Map Pack
Autor: Łukasz Baron   
29.01.2012.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Epic Games nie próżnuje i już na początku roku udostępnia graczom trzeci, duży dodatek do Gears of War 3. „Fenix Rising”, bo o nim mowa, skupia się wyłącznie na trybie wieloosobowym, dodając do puli pięć nowych map, cztery skórki postaci oraz opcję „Re-Up”. Czy osoby, które nie posiadają wykupionego abonamentu „Season Pass” powinny się nim zainteresować?


Najważniejszym elementem z perspektywy gracza są naturalnie nowe areny. Te, jak twierdzi Epic, zostały oparte o najbardziej wyjątkowe lokacje znane z kampanii. Listę otwiera Academy – mapa położona w górzystych rejonach Sery. Monumentalne, skąpane w słońcu budowle otaczające plac, na którym rozgrywa się większość akcji, przypominają lata świetności Akademii i czasy sprzed Emergence Day. Po trzech edycjach Gears of War oglądania wszechobecnego zniszczenia możemy początkowo poczuć się nieswojo w takim otoczeniu. Przestawienie się jednak nie będzie trudne, gdyż „w praniu” mapa sprawdza się świetnie. Centrum stanowi podwyższony pas, na krańcach którego leżą super-bronie. Będąc na górze łatwo jednak przeoczyć flankujących przeciwników, którzy korzystając z osłon bardzo szybko mogą znaleźć się za naszymi plecami.

Drugą planszą, którą udało mi się odwiedzić, była Escalation. Nazwa momentalnie przywołała wspomnienia z pierwszej odsłony Gears of War. To właśnie tam pojawiła się po raz pierwszy, a teraz wraca w odświeżonej wersji. Miejscem akcji są schody prowadzące do rezydencji Feniksów. Tym razem rozszerzono cały obszar, by dać graczom więcej swobody, ale także dlatego, że ostatni raz mapa była grywalna jeszcze w systemie 4 na 4. Cały urok Escalation polega na tym, że tutaj walczy się ściśle o terytorium, w przeciwieństwie do innych map. Ekipa zaczynająca na dole schodów ma do swojej dyspozycji dwie snajperki, zaś ci z góry „jedynie” pistolet Gorgon. Co więcej, już na pierwszym poziomie „wchodzący” mogą znaleźć popularnego kreta. Wszystko zostało jednak dobrze wyważone i przewaga terytorialna, jaką dysponuje jedna z drużyn potrafi zrekompensować im brak wypasionych broni.

Następnie przyszła pora na The Slab, czyli więzienie, w którym Marcus Fenix rozpoczął odsiadywać swój czterdziestoletni wyrok za zlekceważenie rozkazów. Muszę przyznać, że gdyby nie opis mapy, to miałbym trochę trudności ze stwierdzeniem, że ta miejscówka jest więzieniem. Początkowo myślałem, że miejscem akcji jest wielka łaźnia lub masarnia. Nie zmienia to faktu, że jest tutaj niezwykle klimatycznie. Wnętrze więzienia przepełnia wszechobecny brud, jest wilgotno, a nisko osadzony sufit wywołuje klaustrofobiczne doznania. Walka toczy się tu głównie o jedną broń – Boomshota, umieszczonego w samym centrum mapy. Wymiany ognia ograniczają się przez to do korzystania z podstawowego zestawu broni.

Kolejna mapa - Anvil - również wywołała u mnie mieszane uczucia. Nie tylko nie przypomina miejsca, które odwiedziliśmy w kampanii, ale sprawia wrażenie nieco przekombinowanej. Podobnie jak na The Slab, tak i tutaj walka toczy się o jedną broń – Łuk. Gdy ten już zostanie zdobyty przez jedną w drużyn, do gry wkrada się nieco chaosu. Mapa jest wręcz wielopoziomowym labiryntem, który choć daje świetne warunki do prowadzenia ognia i korzystania z osłon, to tak naprawdę nie stwarza zbyt korzystnych opcji do podejścia przeciwnika. W rezultacie znacznie częściej czeka się na ruch przeciwnika organizując zasadzkę niż samemu podejmuje się ryzyko. Być może jest to kwestia obeznania z mapą, ale póki co łatwo gubiłem się na Anvil.


Na koniec rodzynek, czyli Depths. Grając na niej po raz pierwszy przeżyłem lekki szok, BioShock – by być precyzyjnym. Podwodny ośrodek w Azura momentalnie przywołuje skojarzenia z Rapture. Przepełnione bogactwem wnętrza mienią się od refleksów powstałych wskutek ruchów wody za przeszklonymi ścianami i sufitem. Drewno, marmurowa posadzka, roślinność, sofy – wszystko stwarza doznania podobne do tych, których doświadczyliśmy w podmorskim mieście z innej gry. Ponadto to bardzo udana mapa. Walka toczy się o dwa miejsca, które nie tylko są świetnym punktem strategicznym, ale też pojawiają się tam bronie: Mulcher lub OneShot po jednej stronie oraz Kret lub Łuk po drugiej. Do tego znajdziemy tu mnóstwo miejsc do walki na średni i krótki dystans.

Do gry dorzucono również cztery skórki postaci, ale nowe tak naprawdę są tylko dwie. Postać Thrashball Cole'a była już bowiem dostępna dla osób, które odblokowały ją w wersji beta, z kolei Savage Kantus był dodawany do zamówień przedpremierowych w sklepach. Teraz wszyscy zainteresowani będą już mieli do nich dostęp. Całkowicie nowi bohaterowie to Recruit Clayton oraz Savage Marauder. Ten pierwszy to dodatkowy wariant zbroi dla Claytona Carmine'a, który teraz bardziej przypomina swoich braci. Ten drugi to kolejny typ Locustów, charakteryzujący się w całości zamaskowaną twarzą.

Ostatnią nowością wprowadzoną w tym DLC jest opcja „Re-Up”, która stanowi coś na wzór Prestiżu znanego z serii Call of Duty. Chodzi o swego rodzaju wydłużenie czasu gry. Dobijając do 100 poziomu doświadczenia możemy zresetować swoją rangę z powrotem do pierwszego. Wszystkie nasze statystki, wstążki i odznaczenia zostają, zmienia się jedynie numerek przy naszym nicku. Osoby, które zdecydują się na takich ruch zostaną wyróżnieni kolorową rangą (zieloną, niebieską, czerwoną – w zależności od poziomu prestiżu) oraz nowymi skórkami do wszystkich broni. 

W kwestii osiągnięć gracze mogą poczuć się nieco rozczarowani. Lista jest świetnie skonstruowana jeśli chodzi o zaprezentowanie graczom wszystkich nowości, które niesie ze sobą dodatek, ale wyzwania będą wyjątkowo trudne i czasochłonne nawet dla weteranów. Rozegranie meczu, w którym zespół składa się w całości z konkretnej postaci wymagać będzie posiadania czwórki znajomych z dodatkiem. Przejście „Bestii” na każdej mapie, a potem zaliczenie pięćdziesięciu fal w „Hordzie” na jednej z nich zajmie trochę czasu. A co powiecie na dobicie do 100 rangi, zresetowanie jej, a później zrobienie tego jeszcze raz? Epic nie ma litości. Na koniec pozostanie jeszcze skompletowanie 132 wstążek nagradzających naszą skuteczność bojową.


Pora zatem odpowiedzieć na pytanie postawione we wstępie. Jeśli gra wieloosobowa jest tym, co najbardziej cenicie w Gears of War 3, to za cenę 800 Microsoft Points zdecydowanie powinniście nabyć „Fenix Rising”. Nie tylko otrzymacie zestaw pięciu map, z których trzy to prawdziwe perełki, ale także zyskacie skórki dla postaci i opcję „Re-Up”. A nawet jeśli zdobywanie rangi od nowa kogoś nie bawi, to i tak będzie usatysfakcjonowany zawartością dodatku.



Komentarze

Dodane przez $erek w dniu - 2012-01-30 15:48:04
Z achievów jedynym wrzodem na dupie są re-upy. Reszta jest prosta do zrobienia. Forteca i Więzienie - dobre. Głębiny, Eskalacja i Akademia - bardzo dobre. Najbardziej i tak boli, że nie ma playlist tylko dla dodatkowych map i to, co dzieje się w multi. Prawie jak w GoW2

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.