Co w rodzinie, to nie zginie – mówią. Familia gier Ubisoftu spod znaku gier akcji wciąż się rozrasta, przy czym trzyma się kurczowo razem, pożyczając sobie wzajemnie sprawdzone patenty. Ostatnimi czasy na Xboksa 360 wyszły same znakomite produkcje z tejże firmy. Czy zatem teraz mogło być inaczej? „Daj mi tę noc” – śpiewał Bolter. „Daj mi GRAW 2” – zanuć, a zajętych nocy będziesz miał przez kilkadziesiąt dni.
Nie sposób ocenić jest wątek fabularny Ghost Recon Advanced Warfighter 2. Bo z jednej strony mamy dobrą opowieść o konflikcie na granicy Meksyku i USA, z politycznymi spięciami i medialnymi przekłamaniami, z drugiej zaś – dopiero co widzieliśmy podobny temat we wcześniejszej produkcji Ubi, Rainbow Six Vegas (o samym Meksyku w pierwszej części GRAW nie wspominając). Na tym nie koniec, bowiem gro sytuacji jawnie przypomina głośny film Black Hawk Down: mamy tu m.in. urbanistyczne lokacje, nad którymi kontrolę przejęli rebelianci; mamy bardzo podobną strefę domowej wojny, palących się budynków, pyłu, brudu i nieszczęścia (notabene, całość zwinnie ukazana), i wreszcie mamy podróże Black Hawkami, co więcej – jest jeden takowy strącony, do którego trzeba dotrzeć. Naprawdę nie stać było scenarzystów na coś nowego? Mimo ksera, całość wypada całkiem nieźle, bo przecież bazując na ogranych patentach inaczej być nie mogło…
Niemniej, jako mało charyzmatyczny, acz heroiczny przywódca oddziału Ghost, ruszamy wespół ze swoimi ludźmi do Meksyku, celem cichego złagodzenia panującej tam sytuacji, która stała się zagrożeniem dla ludności USA. Na obczyźnie czeka nas szereg – co trzeba podkreślić – zróżnicowanych misji: w jednych stajemy samemu oko w oko z nieprzyjacielem, w innych wspiera nas nasza drużyna, w jeszcze innych wspomaga nas pomocniczy zespół, tudzież jednostka bojowa – czy to samochód pancerny, czy to czołg. Dodatków jest kilka (jak choćby wezwanie nalotu), co skutecznie odpędza monotonie.
Jak na tytuł gry przystało, korzystamy w grze z najnowszych zdobyczy militarnej technologii. Wszyscy zlokalizowani  przeciwnicy opisani są dość szczegółowo: jaki typ broni posiada, ile zostało mu życia… Mamy również stały kontakt z resztą załogi – na monitorze widzimy ich ruchy, jak i również możemy przełączyć się na widok z ich kamery i w ten sposób wydawać im rozkazy. To samo tyczy się wszelakich pojazdów – np. skądinąd znany fanom MGS Cypher służy nam jako narzędzie do rozpoznawania terenu i lokalizowania wrogów. Generalnie obchodzenie się ze wszystkimi dostępnymi środkami jest trochę kłopotliwe, aczkolwiek szybko można przystosować się do owych rozwiązań. Niestety kwestią minusową jest AI naszego wsparcia. Często lepiej samemu zabić czającego się za przeszkodą rebelianta (ci trwale korzystają z osłon), niż wydać stosowny rozkaz naszym podopiecznym, którzy będą się z nim bawić, w całym tego słowa znaczeniu. Ekipa z Rainbow Six Vegas rozprawiłaby się z dziesięcioma osobnikami szybciej, niż nieraz ta, omawiana, z jednym. Strzelają jakby na oślep, a pożytek czasem z nich żaden: gdy każemy im ukryć się za daną przeszkodą - ci pójdą czasem gdzieś za inną, z której w żaden sposób nie idzie prowadzić ostrzału. Co więcej – wychodzą często w sposób absurdalny przeciwnikowi pod muszkę. I gadają zbyt wiele. Co prawda należy zaliczyć na plus, kiedy podają dokładne położenie oponentów oraz ich liczbę, lecz często i gęsto padają sformułowania typu: „tu nie mogę, szefie, czekam na rozkazy” - i tak w kółko, aż nie chce się słuchać… Nie lepiej wypadają operatorzy sprzętu ciężkiego – potrafią stać bezczynnie 5 metrów od wroga i zareagują dopiero na nasz sygnał. Dobrze natomiast wypada współpraca przy tzw. rekonie: możemy zlokalizować wszystkich przeciwników przy pomocy dostępnych środków, wysłać jedną ekipę na lewą flankę, kolejną na drugą flankę i znienacka rozpocząć atak.
Całokształt gry w single player wywiera, mimo rzeczonych niedociągnięć, wielkie wrażenie. Przemieszczamy się po różnych lokacjach, zawsze otwartych, lecz zróżnicowanych: czy to miasteczko, czy to pustynia. Mamy pokaźny arsenał broni do wykorzystania (niektóre do odkrycia, podobnie jak inne bonusy), bardzo dobry klimat zbrojnego konfliktu i przede wszystkim dynamikę rozgrywki, utrzymaną w hollywoodzkim wydźwięku. Owszem, czasem stajemy w miejscu aby obmyślić plan ataku, lecz w większości napotkamy motywy napędzające akcję. Dużą rolę odgrywa tu bardzo ładna, choć nie w jakiś sposób fenomenalna, grafika – piękne eksplozje, czy np. warunki pogodowe, takie jak wiatr, czy żar z nieba; to naprawdę niemal się czuje. Pod względem technicznym gra godna noszenia łatki „next-gen”. I ta rewelacyjna muzyka Toma Salty… Nie jest to może Harry Gregson-Williams czy Hans Zimmer - bo w niektórych momentach zdaje się, jakby artysta nie dopił piwa i nie przemyślał do końca jak kompozycja ma wyglądać - lecz muzyka stoi zdecydowanie na bardzo wysokim poziomie, co wespół z całym graficznym tłem i efektami robi wielkie, i niezapomniane wrażenie.
Całkiem inny rozdział leży w rozgrywce multiplayer, ale o tym napiszemy po wnikliwych testach. Niemniej już teraz można śmiało powiedzieć, iż zatracimy się w niej na długo z przyjaciółmi – czy to w formie co-op, czy vs. Na dzień dzisiejszy jest to bardzo dobra pozycja, z kilkoma niedociągnięciami (jak można przeładowywać magazynek nie wyciągając uprzednio zużytego?) oceniana z perspektywy single player. Z „plusem” dla bardzo dobrze zapowiadającego się trybu wspólnego grania w gronie znajomych.
Acziwmenty: Dziwną sprawą jest, iż za przejście krótkiego treningu otrzymamy łącznie tyle samo punktów, co za przejście kilkugodzinnej kampanii na najniższym poziomie trudności. Dostępne są jeszcze dwa kolejne, za które również otrzymamy punkty - już większą ich ilość. Najbardziej kontrowersyjny zdaje się być ten, w którym nasza ekipa nie może zostać raniona (a co my mamy do tego, że źle się skryją?), przy czym muszą zabić oni przynajmniej 50% przeciwników. Reszta to wymagające i czasochłonne achievementy dla multiplayer. 
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|