Jedna z najgłośniejszych serii wszech czasów powraca w nowej, next-genowej odsłonie z cyferką IV. Po przełomowej „trójce” tytuł Grand Theft Auto nie schodzi z ust milionów ludzi na całym świecie, nawet nie mających nic wspólnego z grami wideo. I to właśnie kontrowersje wokół rzeczonego tytułu sprawiły, że gra zarabia na siebie miliony dolarów, bijąc wszelkie rekordy sprzedaży (a nawet Guinessa, sprzedając 3.6 miliona kopii w 24 godziny) bez olbrzymich kampanii reklamowych. Naśladowców było i jest wielu. „Czwórka” udowadnia, że GTA jest tylko jedno.
Niko Bellic, główny bohater nowej części, służąc za młodu w serbskim wojsku popełnił kilka czynów, z których nie jest zbyt zadowolony. Szukając nowego sposobu na życie, na zaproszenie bogatego kuzyna Romana, wychwalającego drogą mailową rajskie życie w USA, udaje się do amerykańskiego miasta Liberty City, gdzie od 10 lat mieszka jego krewniak. W desperackiej pogoni za szczęściem i nowym jutrem formalne sprawy związane z wizą obchodzi dzięki podróży frachtowcem. Amerykański sen okazuje się jednak mrzonką zaserwowaną – jak się okazuje – przez tonącego w długach kuzyna, który zamiast w willi z pięknymi dziewczynami i sportowymi autami, śpi w kawalerce na zwyczajnej „dwójce” między karaluchami a sypiącym się ze ścian tynkiem. Co więcej, jego kłopoty to teraz kłopoty naszego bohatera, który trafił ze wschodnioeuropejskiego deszczu, pod północnoamerykańską rynnę.
Fabularnie GTA4 posiada wręcz podręcznikowe motywy gangsterskich opowieści serwowanych na srebrnych ekranach, co gwarantuje pełen sukces. Mamy zatem chwile wzniosłości, upadki, motywy vendetty, wysoko postawionego mafiozo na łożu śmierci, pogrzeb, czy wreszcie kościelny ślub. Jednak głównym wątkiem są relacje między dwoma kuzynami marzącymi o wielkich pieniądzach, ale także o załatwieniu niedokończonych spraw, oraz niefortunnie wychodzących na wierzch demonów z przeszłości dotykających Niko. Niemniej jednak, on, ze swoim stanowczym temperamentem dąży do rychłego zażegnania spornych kwestii. Roman natomiast jest jego przeciwieństwem: tchórzliwy, histeryczny, wolący stać na boku, nie zawadzając nikomu. Niko zaś przypomina Toniego Montanę. Emigrant ze złą przeszłością, jak sam powtarza nie ma nic do stracenia, nieugięty, w krytycznych momentach opanowany do samego końca. Gdy trzeba jest cyniczny, bądź sarkastyczny. Zimny drań, lecz w odróżnieniu od bohatera „Człowieka z blizną” – w głębi duszy uczuciowy. W takim zestawieniu główni bohaterowie zostają rzuceni na pożarcie mafijnym bossom, handlarzom broni, narkotyków, umoczonym glinom, dwulicowym ludziom, oraz całemu miejskiemu szlamowi - a wspólnym mianownikiem tego całego syfu są pieniądze.
Reżyserzy GTA4 niemal zatarli granicę pomiędzy filmem a grą video, tworząc profesjonalne wstawki filmowe ze świetnym motion-capture oraz rewelacyjnym dubbingiem, w który mocno zaangażowali się artyści. Z każdej postaci w grze emanuje charyzma, a na szczególne uznanie zasługuje Coolie Ranx wcielający się w postać handlującego bronią rastamana Little Jacoba. Czytanych dialogów jest tu wręcz niezliczona ilość. Okazuje się, iż sama główna fabuła to nie wszystko. Są zarówno poboczne wątki, wplątywane przez przypadkowych przechodniów, jak i wszelkiej maści audycje radiowe, skecze kabaretowe, a nawet wewnętrzna telewizja, nadająca przeróżne programy – od rozrywkowych, przez dokumentalne, po reklamy TV market. Tradycyjnie koncepcje utrzymane w szyderczym dla Rockstar Games języku. Kontrowersyjnie i na czasie, przy czym nie nazywając rzeczy po imieniu, a pozostawiając je w sferze domysłów.
Zdecydowanie najnowsza część jest bardziej poważna od poprzednich. Światek przestępczy działa dalece w ukryciu, przez co nie strzelamy się na każdym rogu ulicy z wrogimi gangami, bo takich przypadkowych potyczek zwyczajnie nie ma. Autorom znakomicie udało się wskazać, gdzie jest nasze miejsce w hierarchii społecznej. W San Andreas byliśmy posiadaczami willi, basenów i całego blichtru, a nadal wykonywaliśmy brudną robotę. Tu jesteśmy praktycznie cały czas na dnie, delikatnie pnąc się ku górze, ale tak naprawdę nie osiągając nic, a nawet tracąc, będąc chłopcem na posyłki do samego końca. Wszystko co mamy to parę dolarów za wykonane misje i kilka melin. Paradoksalnie jest to niejako minus, gdyż „ciężko” zarobionych pieniędzy nie można wydać na dobra materialne (poza arsenałem, jeśli go do takiej kategorii zaliczyć).
Misji jest tu multum, samych fabularnych około 90. Tym razem są bardziej sytuacyjne, krótkie, niż złożone – czyli wystarczy nieraz, że gracz przewiezie pasażera z punku A do B, i koniec. Jednak większość przygotowana z pomysłem i innowacją, włączając w to powszechnie używane na co dzień dobra. Dla przykładu by wyeliminować przeciwnika, nie znając jego adresu… umawiamy się z nim na gejowską randkę poprzez portal internetowy. Czy też używamy komórkowego aparatu by wysłać zdjęcie domniemanej ofiary do rozpoznania dla pracodawcy. Telefon służy nam głownie do kontaktu ze zwierzchnikami, jak i przyjaciółmi, których możemy pozyskać. Niektórzy są nawet w stanie odwdzięczyć się przykładowo wysyłając dla nas wsparcie, czy helikopter.
Mimo iż rozgrywka jest generalnie wtórna, to znacznie ją usprawniono, dzięki czemu musi się podobać. Przede wszystkim gracz doświadcza całkiem nowego modelu jazdy pojazdami. Bardziej wymagającego, chylącego się w stronę symulacji. Do tego dochodzi pierwszoligowa fizyka, motion-capture postaci i system chowania, oraz strzelania zza przeszkód. Co najbardziej wciąga, to betonowa dżungla, która nie była do tej pory tak piękna. Aspekt architektoniczny, poziom detali, liczba obiektów, zachowanie przypadkowych przechodniów – zasługuje na najwyższą aprobatę. Choć czasem są wątpliwości co do AI, czy wykonania niektórych przedmiotów, tudzież znanego „narzucania tekstur właściwych” przed oczyma, to całość robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza lecąc śmigłowcem nad szklanymi wieżowcami. Owszem, wziąwszy mocno grę pod lupę gracz z bagażem doświadczeń poprzednich „graficznych hitów” może pokręcić nosem, ale w którymś momencie musi dostrzec piękno całej metropolii. Zwłaszcza, gdy w tle lecą kawałki takich artystów jak: Bob Marley, Nas, R.E.M, Queen, Fat Joe, Jean Michel Jarre, Genesis i wielu, wielu innych, to wyjątkowy klimat mamy gwarantowany. Oczywiście każdą stację gracz może wybrać pod swoje indywidualne gusta, dlatego nie zabrakło ani rapu, ani rocka, jazzu, a nawet bardziej hardkorowych brzmień. Do tego dochodzą świetnie zsamplowane odgłosy betonowego lasu, i odpadamy na dobre godziny, do których dodatkowo należy wliczyć dający dużo frajdy multiplayer .
Zabawa w sieci nie jest wciśnięta na siłę, ale z drugiej strony daleko jej do ideału. Mamy sporo wariacji znanych dobrze trybów, kilka misji do zrobienia w kooperacji (nie są związane z przygodami Niko) czy nawet brutalne wyścigi. Można też zaprosić kilku znajomych gangsterów i wspólnie sobie pojeździć po mieście. Tutaj jednak mocno brakuje możliwości wpadnięcia do baru i zagrania w bilard albo kręgle. Ogólnie w rozgrywce sieciowej trudno dopatrzyć się tego błysku, który praktycznie natychmiast wita nas w kampanii. Jest również trochę niedoróbek technicznych, przykładowo w interfejsie przydałoby się kilka dodatkowych opcji ułatwiających obsługę. Rockstar dopiero zaczyna swoją przygodę z GTA online, więc można im wybaczyć niektóre rzeczy. Gwarantuję jednak, że kiedy zbierzesz grupkę kolegów, a następnie spróbujecie zabawy w policjantów i złodziei, to przez długie godziny się nie będziecie nudzić. Warto sprawdzić co oferuje „IV” w sieci, ale nie należy spodziewać się cudów. Ot, miły dodatek na kilka dodatkowych wieczorów po zaliczeniu amerykańskiego snu imigranta ze wschodniej Europy.
Czy należy się „bać” nowego GTA? Wszelkie kontrowersje wokół tego tytułu powstały prawdopodobnie same z siebie, z nazwy produktu. Dla zasady. Tu nie ma brutalnych tortur, odcinania kończyn, aktów gwałtu, czy trzymania ludzi w piwnicy. W co mniej głośnych produkcjach można by zobaczyć więcej. Niemniej, krew, erotyka, alkohol, dragi i łatwy sposób na zarobienie pieniędzy występuje tu na każdym kroku, dlatego rozsądniej trzymać się granicy wiekowej na pudełku. Słusznie też z Niko zrobiono niejako męczennika, nie mogącego zaznać spokoju i szczęścia, by nie uczynić go bohaterem do naśladowania.
Dodane przez anzicurt w dniu - 2009-03-06 13:05:24 Swietny dodatek cieszy mnie zmiana klimatu, przynajmniej nie gramy czarnuchem Kiedy wyjdzie na PLAYSTATION 3 ? http://www.youtube.com/watch?v=A51aQc_Jv2c&feature=channel_page
Dodane przez Luis6666666666 w dniu - 2010-04-17 04:23:17 10/10 Dla Mnie całkowite 10 na 10 !!! Po zobaczeniu po raz pierwszy tej części myślałem że śnie jak zobaczyłem grafikę w HD.Dźwięk i dialogi to złoty medal,wszystko doskonale dopracowane.O grywalności nie ma co mówić bo wiadomo że jest wysoka,ja osobiście od dawna grałem chyba we wszystkie części dostępne na PC i Xbox-a i każda kolejna zapowiedz nowej sprawia że kiedy nadchodzi dzień premiery nie mogę spać po nocach Polecam Wszystkim
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.