Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najlepsze odsłony Call of Duty tworzy:

Społeczność





Halo 3
Autor: Marcin Pawłowski   
22.09.2007.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Test "Legendary Map Pack"
Test "Mythic Map Pack"

Chyba każdy prawdziwy gracz konsolowy słyszał o Halo, ponieważ mało która gra wytwarza wokół siebie tyle szumu. Oczywiście spory udział w tym ma olbrzymia akcja marketingowa, która jej ciągle towarzyszy. Nikt jednak nie może zakwestionować tego, że pod wieloma względami jest to piękne oraz przebogate uniwersum, potrafiące wciągnąć do siebie bez reszty. Wizję Bungie pokochały miliony, wcielając się w postać nadczłowieka, wielkiego żołnierza i głównego obrońcę ludzkości. To właśnie słowa Master Chiefa, określanego przez wrogów demonem, kończyły drugą odsłonę serii. John-117 wraca w Halo 3, by dokończyć swoją walkę. Czy zrobił to z klasą?


 Nie mam zamiaru zdradzać w tej recenzji jakichkolwiek informacji na temat fabuły. Byłoby to z mojej strony posunięcie bardzo nie fair, gdyż zbyt wiele osób wyczekuje gry od dawna i chce przeżyć samemu każdy, nawet najdrobniejszy fragment dalszych losów tej historii. Jestem pewny, że znajdzie się też sporo graczy, którzy po raz pierwszy zetkną się z tą epicką opowieścią. Twórcy obiecywali wielokrotnie, że trzecia odsłona zostanie tak przygotowana, by odnaleźli się w niej zarówno starzy wyjadacze, jak i nowicjusze. Wyszło im to niestety nadzwyczaj słabo. Wiadomo, że część składowa trylogii nie może być jakimś całkiem odrębnym fragmentem, a zabawa w przerywniki retrospekcyjne byłaby sporym nadużyciem. Czegoś mimo wszystko na pewno zabrakło. Oczywiście nie jest tak, że nie mając pojęcia o wcześniejszych wydarzeniach nie będziesz się dobrze bawił, czy też czerpał przyjemności z grania. Bardzo często jednak podczas przechodzenia kampanii zadasz sobie pytanie: „dlaczego?”. Bez wiedzy o tym, czym w ogóle jest to tytułowe halo, do czego służy, co zrobił Master Chief w pierwszej części i dlaczego skład Covenantów wygląda tak, a nie inaczej po drugiej, możesz nie wczuć się odpowiednio w tę przygodę. Nie trzeba od razu przechodzić na szybko obu gier, ale nie zaszkodzi znaleźć w zasobach Internetu jakiegoś streszczenia ich fabuły i je przejrzeć. Wtedy dopiero da się w pełni wczuć w klimat wielkiej wojny połowy trzeciego tysiąclecia, rozgrywanej pomiędzy wrogo nastawionymi do siebie rasami zamieszkującymi wszechświat.

Wydarzenia biegną swoim torem, logicznie łącząc się ze znanymi już faktami. Nie uniknięto pewnych uproszczeń, mających zwiększyć widowiskowość niektórych momentów. Czasem coś pojawi się niewiadomo skąd i po co, albo niby niespodziewany zwrot akcji okaże się chwilową zapchajdziurą. Ciężko to wytłumaczyć bez podawania konkretnych przykładów. Bez problemów powinniście to jednak wychwycić podczas przechodzenia gry.

Halo to przede wszystkim strzelanka. A w nich bardzo ważną rolę odgrywa wszelka broń, jaką nasz bohater dostaje w swoje ręce. Są znane już od dawna giwery, ale nie zabrakło również nowych zabawek. Bardzo przypadł mi do gustu napalmowy granat – rzucamy nim w przeciwnika, spalając go prawie natychmiast żywcem. Świetnym patentem jest też możliwość oderwania karabinu maszynowego ze stanowiska i zabrania go z sobą. Częściej go się nosi pod pachą niż stoi w miejscu grzejąc do brzydali - nie ma nic lepszego niż wycieczka z czymś takim w stronę zabawnych Gruntów. Można pobawić się w taki sposób korzystając również ze znalezionego miotacza ognia. Stworki rzucą się wtedy do szalonej ucieczki w stronę swoich większych przyjaciół Brutów. Warto wspomnieć, że mając w dłoniach taką mobilną armatę oglądamy naszego wojaka w pełnej krasie, bo przełączamy się do widoku TPP. Dzięki temu łatwiej da się utrafić większą liczbę wrogów i kontrolować ostrzał. Nie można zapomnieć o wszystkich nowych gadżetach wykorzystywanych przez przycisk X. Wali w naszą stronę cały oddział? Stawiamy „bąbelka” albo zwykłą osłonę i następuje chwila spokoju na regenerację. Arsenał jest naprawdę spory i mamy w czym przebierać. Jak dla mnie jednak samo kombo mieczyk i shotgun, by w kampani w zupełności wystarczyło. Nie ma nic piękniejszego niż kolejne cięcia albo oglądanie odpadających fragmentów ciał przeciwników po dokładnym trafieniu w jakiś czuły punkt. Najlepiej pod tym względem prezentują się ciała Elitów zajęte przez robaczki Floodów. Po odstrzeleniu obu górnych kończyn jesteśmy atakowani przez sam wierzgający korpus. Robi wrażenie.

Do sztucznej inteligencji nie można mieć większych zastrzeżeń. Zazwyczaj napotkane pojedyncze jednostki uciekają, by dołączyć do stojącej nieopodal grupy. Często też wykorzystują otoczenie albo inne elementy. Przykładowo spotykamy na swojej drodze kilku rosłych Brutów, mamy jednego już prawie ubitego, a on nagle stawia bańkową osłonę i powoli oddala się, by uniknąć śmiercionośnego trafienia. Grunty jak zwykle robią swoje, czyli biegają dookoła i przeszkadzają w prowadzeniu ostrzału do ich większych kolegów z Przymierza. Kochane maluchy. Nic jednak nie jest w stanie przebić potyczek z ogromnymi Scarabami. Tego potwora widzieliśmy grasującego po mieście w Halo 2. Kiedy pierwszy raz natrafiamy na niego w „trójce”, to zamiast strzelać aż chce się popatrzeć z jaką gracją przemyka on po naszych towarzyszach walki. Akcje zazwyczaj są tak wyreżyserowane, by ich widowiskowość zapierała dech w piersiach.

Bardzo spodobało mi się w Halo 3 to, że wyważono proporcje pomiędzy przemieszczaniem się po zamkniętych i otwartych lokacjach. Biegamy po klaustrofobicznej stalowej bazie, by za chwilę z hukiem z niej się wydostać wprost do Warthoga i przejechać wielki odcinek po otwartym terenie. Pojazdów również jest od groma, w tym wiele nowych. My za kierownicą samochodu i kolega z tyłu na karabinie, to najpiękniejsze chwile. Co ważne, w trakcie grania nic się nie doczytuje. Przy kampanii mamy lobby takie samo jak w multiplayerze - wybieramy misję i zostaje ona załadowana. Czasem zobaczymy w rogu napis loading, ale nie stopuje on ani na chwilę akcji. Minus jest taki, że chcąc zagrać w jakąś konkretną misję, nie jadąc ich po kolei, musimy czekać cholernie dużo czasu, by się ona wgrała. Przynajmniej tak było w testowanej przeze mnie wersji. Fajnym patentem jest nagrywanie filmików. Po jakiejś ciekawszej akcji możemy uruchomić odpowiednią opcję w menu i już widzimy to, co przed chwilą udało nam się wyczarować karabinem. Możliwości jest sporo: zwalnianie czasu, zabawa kamerą i kilka innych. Dla zwykłych graczy raczej ciekawostka, ale jestem w stanie założyć się o wiele, że znajdzie się mnóstwo halomaniaków, oglądających swoje lepsze momenty i chwalących się nimi wśród znajomych. Tak jest, da się to wszystko ładować po obróbce do sieci.

Dla mnie najciekawszą nową funkcją w kampanii jest kooperacja. Po prostu nie ma w moim odczuciu lepszej zabawy niż przechodzenie trybu single player z kolegą przez Xbox Live. Że niby wtedy się nie można wczuć w historię? Gó… nieprawda. Graliśmy podczas wieczorku recenzentów trochę przez System Link, a później w splicie. W drugim wypadku jest nieco gorzej, bo jednak jakość grafiki leci na łeb (doczytywanie tekstur przed nosem included), a i obraz jest po bokach ścinany, by jakoś się całość prezentowała na telewizorze widescreen. Wracając jednak do wrażeń. Dopiero w ko-opie w pełni da się odczuć klimacik. W czasie grania krzyczenie do mikrofonu: „lewa”, „prawa”, „za tobą”, „bierz go!”, i takie tam. Za to w trakcie przerywników filmowych totalna cisza, każdy zlizuje z ekranu kolejne kawałki opowieści, a potem następuje dyskusja na ich temat. Co ciekawe, wraz z liczbą uczestników rozgrywki (maksymalnie czterech, każdy gra kim innym) wzrasta siła ognia przeciwników. Jest ich po prostu więcej, a to cieszy. Poza tym gdy ktoś zginie, to zostanie zrespawnowany – jednak pod pewnymi warunkami: przynajmniej jeden z kompanów musi być przy życiu, aktualnie nie walczyć i stać w bezpiecznym miejscu. Bungie popisało się przy tym trybie, bez niego byłoby marnie. Dobrze, że do końca nie odpuścili.

Trochę o oprawie audio-wizualnej. Doczekaliśmy się wreszcie godnego następcy Gears of War. Szkoda, że jak na razie okazał się nim jedynie BioShock. Nie oszukujmy się, Halo 3 zwyczajnie zawiodło w tej kwestii. Wszędzie widzimy postrzępione krawędzie, nic nie jest praktycznie wygładzone. Rozumiem, że mamy zazwyczaj olbrzymie tereny, świetne AI, czyli gdzieś ta moc konsoli została wykorzystana, ale chyba każdy z nas oczekiwał nowej jakości. Tekstury podłoża, ścian czy innych elementów są za to nierówne. Czasem spotkamy coś naprawdę robiącego wrażenie, by po chwili rzucić okiem na jakąś papkę. Nie można się z pewnością doczepić do oświetlenia, realistycznie wyglądających elementów metalowych (to już nie plastik), czy przykładowo zbroi naszego herosa. Reszta to tylko dobry czy przeciętny poziom. Oliwy do ognia dodaje fakt, że często w tle oglądamy jakieś brzydkie bitmapy, a fuj. Dobijają jeszcze statyczne tła na niektórych przerywnikach, wyglądają okropnie. Same filmiki, nawet spora ich liczba, także nie powalają poziomem reżyserii. W pewnym momencie wśród testujących zapanowała prawdziwa konsternacja i zaczęliśmy się dopytywać czy to, aby naprawdę finalna wersja. Szczerze mówiąc, to nadal mam jakąś małą iskierkę nadziei, że zobaczę co innego, grając już na spokojnie w swoim domowym zaciszu.

Jeśli chodzi z kolei o oprawę muzyczną, to mamy najwyższy światowy poziom. Świszczące nad uchem kule i wystrzały brzmią bardzo realistycznie. Do tego ta piękna muzyka symfoniczna, pojawiająca się w ważniejszych momentach rozgrywki. Moje uszy mogą słuchać tego bez końca.

 Największym minusem kampanii jest to, że da się ją ukończyć w jeden dłuższy wieczór – pięć do sześciu godzin zabawy. Powoli taka długość rozgrywki staje się chyba standardem, niestety. Denerwujący bywa także back-tracking. Często idziemy podczas misji gdzieś, by za chwilę wrócić tą samą drogą do pierwotnego punktu. Za dużo tego, za dużo. Ogólnie rzecz biorąc trzecia odsłona serii pozostaje strzelanką z najwyższej możliwej półki. Całość, jako trylogia, to wspaniała przygoda i niezwykła historia. Samo Halo 3 jednak, nie boję się tego powiedzieć, zawodzi. Fani serii mogą oczywiście brać w ciemno w dniu premiery, czy nawet błagać wcześniej sprzedawcę, by wyciągnął spod lady wersję Legendary. Pozostali albo zakochają się w uniwersum i nabiorą ochoty, by natychmiast nadrobić zaległości zamawiając dwie poprzednie części, albo się rozczarują i nieco zdziwią skąd ten cały hype. Poniższa ocena odzwierciedla stanowisko osoby stojącej gdzieś po środku tych dwóch grup. Ani mnie nie powaliło na kolana, rozwaliło na kawałki czy inne takie (zrobił to na szczęście BioShock), ani zbytnio nie zawiodło. Należy również pamiętać, że Halo to jeden z najlepszych trybów multiplayer…

Co prawda nie dane mi było sprawdzić jego najważniejszego aspektu, czyli sieczki po Xbox Live. Mam jednak w pamięci publiczną betę i teraz za sobą parę meczyków po System Linku w pełnej wersji. Graficznie na pewno nie jest lepiej niż w czerwcu, to słowem wstępu. Cieszy za to mnogość ustawień i możliwość nagrywania powtórek headshotów. Wiem już też gdzie spędzę co najmniej kilka tygodni – Last Stand. Ulubiony Zanzibar wraca po sporym liftingu. Doszły nowe zabudowania, przejścia, wejścia, dziury, ale wrażenia pozostają te same. Jest też coś dla fanów Lockouta – Guardian. Niby wygląda inaczej, a gra się dosłownie tak samo. Wąskie tunele, otwarty kawałek w centralnej części i porozrzucana wszędzie broń. Olbrzymie wrażenie robi także całkowicie nowa, pustynna arena – Sand Trap – i stojące na niej Elephanty. Są to olbrzymie pojazdy, swego rodzaju mobilna baza wypadowa naszego kilkuosobowego oddziału. Jeździ się nim bardzo wolno, jednak na takiego potwora nie ma mocnych. Do środka na upartego dałoby się wsadzić nawet Warthoga.

Do dyspozycji graczy oddano na starcie 11 map multiplayer. Liczba może nie robi wrażenia, ale na pierwsze kilka tygodni/miesięcy powinno wystarczyć. Wiadomo przecież, że Bungie uwielbia wypuszczać co jakiś czas kolejne paczki. Nie można też zapomnieć o nowej zabawce – trybie Forge. To w nim dostajemy możliwość pewnego modyfikowania dostępnych już aren. Oczywiście nie przebudujemy poziomu niczym prawdziwy designer leveli, ale zawsze dorzucimy coś od serca. Ogranicza nas jednak budżet i, nazwijmy to, pojemność mapek. Nie da się przykładowo zrobić desantu całej armii czołgów. Da się jednak dorzucić tu i ówdzie jakiś pojazd, broń czy poprzestawiać respawny. Gotowy projekt zapisujemy i zapraszamy do wspólnego biegania w lśniącej zbroi znajomych. Narzędzie trochę ograniczone w swoich możliwościach, ale na pewno przydatne dla tych wszystkich rzeźników zamiatających na serwerach.

Do oceny w pełni trybu online jakiejkolwiek gry trzeba spędzić z nim przynajmniej te kilkanaście godzin. Tyle nie było mi dane, ale mogę z ręką na sercu powiedzieć, że każdy fan strzelanek poczuje się jak w niebie i chętnie pośmiga z shotgunem czy mieczem w rękach. Halo powróci po krótkiej przerwie na tron najpopularniejszej gry na Xbox Live (jeśli licząc cały żywot Live to druga odsłona nadal rządzi) – umarł król, niech żyje król.

PS. Nie wyłączać napisów końcowych, po nich jest coś ciekawego!




Komentarze

Dodane przez Rafcio PL w dniu - 2009-03-07 12:53:45
Jestem "młodym" posiadaczem X360. Kumpel namówił mnie na kupienie Halo3. No cóż.... Bardziej rozczarowałem się tylko MoH:Airborn. Przynajmniej jeśli chodzi o kampanię dla pojedynczego gracza. Jak dla mnie maksymalnie 5/10. Multi może być.

Dodane przez mako999 w dniu - 2009-05-22 19:53:40
Gra miodzio, fajna fabula, ciekawy pomysl z pojazdami, tylko maly - ze po dluzszym graniu na single sie nudzi, ale moze jak sie na trudniejszym poziomie pogra to bedzie ciekawiej ( gram na easy xD )

Dodane przez Scorpion w dniu - 2009-07-21 15:28:39
uwazam ze ocena 9 to zbyt wysoko tyle szumu wokol tej gry a nie wiem czemu polecono mi te gre zebym kupil bo jest super i nigdy juz nikogo nie poslucham uwazam ze jest to słaba gra

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.