Seria Kingdom Under Fire cieszyła się dotychczas dość dobrą opinią. Połączenie strategii i zwykłej ostrej nawalanki okazało się udanym pomysłem deweloperów na ich tytuł, który zaakceptowało wiele osób na całym świecie. Fani czekali teraz na kolejną odsłonę, ale nie otrzymują gry w znanej formie.
Zabawę zaczynamy oczywiście od wyboru bohatera, którym będziemy siekać i ciąć wszystko, co się rusza. Każda z sześciu postaci różni się charakterystycznymi dla siebie broniami. Na przykład Celine, królowa elfów, włada raczej lekkimi, poręcznymi sztylecikami czy nożykami do rzucania albo strzela do przeciwników z łuku. Leinhart, czyli pół wampir posługuje się dość specyficznym sprzętem z czasów dawnej Japonii. W dłoniach dzierży wszelkiego rodzaju miecze (wakizashi, katana itp.), a na dystans używa „gwiazdek ninja” - shurikenów. Mamy również prawdziwych facetów, którzy bez porządnej siekiery czy masywnego miecza w łapie będą czuć się nieswojo i z domu nie wyjdą. Ja osobiście wybrałem Leinharta, a to głównie z tego powodu, że w rubryczce „prędkość” widniał napis „bardo szybki”. Jako że grałem swego czasu namiętnie w Ninety-Nine Nights, a tam przemieszczanie się po rozległych terenach powolnym człowieczkiem było tragedią, wolałem się zabezpieczyć na wszelki wypadek.
Po krótkim, wszystko wyjaśniającym tutorialu, wyruszamy w rzeźnicki bój. Od razu najbardziej mnie dotknął fakt, że ścieżki (tak, ścieżki, a nie rozległe tereny) są bardzo wąskie, ograniczając nas niezwykle. Przebiegłem szybko spory kawałek drogi, odsyłając do niebios przy tym kilkudziesięciu przeciwników. Warto wspomnieć, że zawsze występują oni w grupach od kilku do kilkunastu osobników. Doszedłem do jakiegoś okręgu z dziurą w środku, gdzie nad nią lewitowała kobieta. Okazuje się, że jest to sklepik, fachowo nazwany „Idol of Love”. W grze są trzy ich rodzaje, z których każdy ma troszkę odmienny oferowany towar. Najciekawsze ma śmierć, od której kupimy najmocniejsze bronie, zbroje oraz przykładowo 5% EXP. Zaciekawiła mnie przy okazji opcja Sleep, która wyświetliła się u góry ekranu. Byłem pewny, że kiedy ją zaakceptuję, po prostu moja postać pójdzie na małą drzemkę, przez co za chwilę będę miał uzupełniony pasek HP. Przynajmniej tak jest w większości pozycji z gatunku RPG. Przeniosłem się jednak do snu mojej postaci. Lekkie zdziwienie, obróciłem się o 180 stopni i stanąłem na wprost jakiegoś zgarbionego dziadygi. Zagadałem wówczas do starszego pana o zacnym imieniu Valdemar, pytając samego siebie co jest celem przebywania we śnie? Okazało się, że tutaj możemy nauczyć się nowych skillów/czarów. Wybieramy interesujący nas czar, a dziadek zleca nam zadanie, które polega na zabiciu jakiegoś rodzaju przeciwnika w określonej liczbie. Umiejętności podstawowe nie będą nas kosztowały większego wysiłku, ale już zaawansowane przysporzą sporo roboty. Klikamy przycisk back na padzie, budzimy się i jesteśmy w normalnym świecie. Muszę przyznać, że to dość ciekawy pomysł. Oczywiście każda z postaci ma innego mentora we śnie, który zleca misje.
Przemierzając kolejne tereny napotykamy na naprawdę dziwne stworzenia - niektóre mniej, a inne bardziej obrzydliwe. Są oczywiście standardowo kościotrupy, czy ludzie jaszczury. Reszty nawet się nie da opisać słowami, są tak dziwni, że trzeba ich samemu zobaczyć. Jakieś latające widma w zbrojach, drzewne golemy, czy grube, ponacinane, pokrwawione i zdeformowane ciała. Przy tych ostatnich panach ja wysiadam, bo widok takiego czegoś nabitego na drewniany pal jest troszkę „nie bardzo”. Wszystko oczywiście do przyjęcia oprócz jednego oponenta, który zupełnie mnie zaskoczył i po dzień dzisiejszy zastanawiam się o co z nim chodzi. Jest to jakby metalowy pojazd z dwoma tylnymi kołami i wiertłem z przodu. Kiedy do takiego podejdziemy, wiertło zaczyna wirować i wylatuje z niego strumień ognia/lodu. To „coś” zupełnie nie pasuje do tych wszystkich żywych stworzeń, zupełnie jakby go wzięte z innej bajki - ale cóż, Azjatów nigdy nie zrozumiemy w pełni. Pod koniec każdego levelu czeka także boss, ale nie ma co ukrywać, oni nie są mocną stroną KUF. Poziom trudności raczej nie jest wygórowany. Podczas pierwszego podejścia ani razu nie zginąłem w walce z nimi. Lekkie zdziwienie na twarzy ujawnia się, kiedy przejdziemy grę i zostaje odblokowany poziom Hard, czyli tylko o jeden wyższy. Przeciwnicy są w nim tak cholernie mocni, że kładli mnie przy pierwszym kontakcie. Na szczęście kiedy robimy load game jest możliwość zmiany poziomu.
Autorzy byli jednak bardziej kreatywni i poza bezsensownym nawalaniem we wszystko i wszystkich postanowili wprowadzić pewne elementy RPG. Mamy oczywiście system levelów, ale o tym chyba nie trzeba wspominać. Jeśli czytaliście wywiad zamieszczony na naszej stronie, wiecie już że wywalono wszystkie śmieszne wskaźniki i zostawiono HP, SP i Luck. Pierwszy i trzeci jest jasny. SP to punkty, dzięki którym możemy wykonywać ataki. Każda z broni zabiera określoną ilość SP na jedno machnięcie. Kiedy pasek spadnie do zera przez chwilę nie możemy wykonać ataku. SP odnawia się samo. Jak podnieść HP, SP czy Luck? Kiedy ujrzymy magiczny napis „Level up!” mamy do rozdania punkty (ok. 260), a każdy z wskaźników kosztuje inną ich liczbę. Kolejną urozmaicającą rzeczą jest możliwość syntezy przedmiotów. Dzięki niej idzie połączyć bronie tego samego rodzaju, zwiększając zadawane obrażenia. Tak samo jest ze zbrojami. Inną sprawą jest fakt, że ja ani razu nie użyłem tej możliwości (oprócz zdobycia Osiągnięcia) i bezproblemowo sobie radziłem... Ot, taki zbędny bajer.
W grze mamy również opcję zabawy poprzez Xbox Live! Czym się różni multi od singla? Otóż, gra przez internet to po prostu przechodzenie leveli z kampanii – tyle, że z maksymalnie czterema graczami jednocześnie. Jednak jest jedno, albo nawet dwa „ale”. Po pierwsze, im więcej osób w pokoju, tym przeciwnicy mają więcej HP. Druga sprawa, w zabawie z kolegami (lub nie) możemy zdobyć naprawdę potężne itemy. Warto wspomnieć o dość wygodnym rozwiązaniu - kiedy podejdziemy do sklepiku i zaczniemy w nim grzebać, to inni gracze mogą bez problemu się poruszać. Nawet kiedy będziemy we śnie reszta spokojnie wszystkich kroi.
Czas na akapit dla osób, które interesują Osiągnięcia. Konto zwiększy się o kolejny GS kiedy zaliczymy każdą z postaci grę (20GS) oraz za zabijanie kolejnych bossów (10GS). Z tych bardziej czasochłonnych, to oczywiście nabicie 120 lv. (80GS) jednym z bohaterów oraz osiągnięcie 80lv. wszystkimi. W tym drugim przypadku dostaniemy aż 200 punktów. Również trochę czasu spędzimy na nauczeniu się skillów/czarów (30GS). Ogólnie nie jest źle, ale dziwić może nieco rozłożenie liczby GS.
Czy Kingdom Under Fire: Circle of Doom jest warty wydania pieniędzy? Gra nie jest tragiczna, ale również nie powala. Dostaliśmy „w miarę” dobrą oprawę graficzną, ale muzykalnie jest już marnie. Przygrywają w tle dwie muzyczki na zmianę – jedna podczas walki, druga podczas przemieszczania się, co sprawa, że po jakimś czasie mamy już dość. Nie przepadam za bezsensownym wciskaniem przycisków i rozjeżdżaniem dziesiątek jednostek, a tutaj to główne przesłanie gameplay’a. Bardziej przypadło mi do gustu podobne Ninety-Nine Nights.
Dodane przez Scorpion w dniu - 2009-07-21 15:33:46 dosyc pozno odpisuje ale moze doradze polecam sacred2,two worlds,oraz gothic i wiedzmin na pc chociaz ta druga tez ma byc na xa
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.