Recenzja dodatku "Kasumi - Stolen Memory" Recenzja dodatku "Overlord" Recenzja dodatku "Lair of the Shadow Broker"
Na kolejną część przygód Sheparda czekałam niecierpliwie, starannie omijając wszelkie zapowiedzi i zwiastuny. Kiedy doszła do mnie moja kopia gry, pochłonęłam ją praktycznie za jednym podejściem. Do napisania recenzji jednak długo nie mogłam się zabrać, a to z tego powodu, że z każdym dniem mam coraz bardziej ambiwalentne uczucia odnośnie drugiej części Mass Effect...
Już początek gry zaczyna się efektownie i emocjonująco, idealnie zapowiadając czego możemy spodziewać się dalej. Po wydarzeniach z pierwszej części Mass Effect Shepard i jego załoga zostają wysłani na kolejne patrole, mające na celu wyłapanie aktywności gethów. Podczas jednej z misji Normandia zostaje niespodziewanie zaatakowana i niemal doszczętnie zniszczona. Większość załogi zdążyła się ewakuować, niestety komandora Sheparda spotkała śmierć. Ale dwa lata później... no właśnie. Sami zobaczycie.
 Fabularnie gra potrafi zachwycić, tym bardziej, że historia poprowadzona jest sprawnie, w iście hollywoodzkim stylu. Nagłe zwroty akcji i niespodzianki można co prawda wyliczyć na palcach jednej ręki, ale jeśli nie zepsuliście sobie wcześniej zabawy z grania spojlerami, to nie raz oczy szeroko wam się otworzą ze zdziwienia. Osobnicy, których rekrutujemy do swej drużyny, podobnie jak w części pierwszej, mają wyraźnie zarysowane charaktery i swoje własne, przejmujące historie, w których możemy wziąć udział wykonując dla nich misje lojalnościowe. Nie są to bynajmniej bohaterowie pragnący zbawić świat, raczej banda wykolejeńców, którzy mają swoje własne powody przyłączenia się do załogi Sheparda.
Gracze, którzy ukończyli pierwszą część Mass Effect mogą przenieść swojego "sejwa" do drugiej odsłony, co zaowocuje licznymi bonusami (wyższy poziom postaci, dodatkowa kasa, itp.) oraz konsekwencjami podjętych wcześniej decyzji. Ci, którzy w pierwowzór nie grali, podczas przygody z Mass Effect 2 natkną się na wiele tłumaczeń i streszczeń historii z „jedynki”, nie da się jednak ukryć, że stracą wiele na jakości gry, bo historia sequela opiera się w znacznym stopniu właśnie na nawiązaniach do części pierwszej.
Skoro o konsekwencjach już mowa – nieco przemodelowany został system podejmowania decyzji. Wciąż nabijamy sobie punkty renegata lub idealisty, zależnie od naszego zachowania, ale tym razem nie ogranicza się to jedynie do wybierania skrajnych opcji dialogowych. Podczas rozmów i przerywników, w kluczowych momentach na krótką chwilę pojawia się na ekranie znak renegata lub paragona - pociągając odpowiedni spust możemy interweniować, np. podać konającemu apteczkę lub wywalić kogoś przez okno. To, którą drogą podążamy wpływa też nieco na wygląd naszej postaci.
To nie jedyne zmiany jakie zaszły w rozgrywce. Nie uświadczymy już przegrzewania się broni, zamiast tego doszło przeładowywanie i zbieranie amunicji, którą gubią przeciwnicy. O ile system rozwoju postaci zaliczył jedynie kosmetyczne zmiany, tak standardowego ekranu ekwipunku, jak i samego zbierania broni już w Mass Effect 2 nie uświadczymy. Zamiast tego kolekcjonujemy schematy, dzięki którym w laboratorium tworzymy ulepszenia broni, pancerza oraz statku. Shepard przebiera się tylko w swojej kabinie, gdzie możemy wybrać rodzaj zbroi, a także kostium w jakim będzie biegał po statku. Broń zaś możemy wymieniać przy umieszczonych w kluczowych lokacjach szafkach.
 Kolejne zmiany dotyczą eksploracji kosmosu. Tym razem poruszamy się po kolejnych układach słonecznych miniaturką swojego statku, a do kolejnych galaktyk skaczemy dzięki Przekaźnikom Masy. Do podróżowania potrzebne nam jest paliwo, które musimy wciąż uzupełniać. Doszedł też tutaj bardzo ciekawy patent – skanowanie planet. Każdą planetę możemy przeskanować (ręcznie, jeżdżąc kursorem po powierzchni) i dzięki temu odkryć anomalię lub znaleźć niezbędne do tworzenia ulepszeń surowce, które wydobywamy wysyłając w odpowiednie miejsce sondę.
Twórcom udało się pozbyć dwóch największych bolączek Mass Effect. Mianowicie powtarzających się lokacji i nagminnego chrupania animacji. W „dwójce” każda misja (zarówno z głównego wątku, jak i odkryty gdzieś na końcu kosmosu nieważny subquest) wiąże się z nowym terenem, charakterystycznym krajobrazem i oddzielnym klimatem. Z drugiej strony, niestety, bardzo ograniczono eksploracje terenów i oddane nam miejscówki są bardzo małe. Animacja podczas rozgrywki nie zwalnia ani na chwilę, za to zdarzają się drobne zgrzyty przy cut-scenkach (zainstalowanie gry na dysku je eliminuje). Grafika została delikatnie podrasowana, tekstury są wyraźnie ostrzejsze i nie zdarza im się już warstwowo doczytywać, poprawiona też została gra świateł.
Za ścieżką dźwiękową gry ponownie stoi amerykański kompozytor Jack Wall i trzeba przyznać, że z powierzonego mu zadania wywiązał się znakomicie. Muzyka w Mass Effect 2 potrafi zachwycić i wywołać ciarki na plecach, trudno wyobrazić sobie lepsze dopasowanie utworów. Ponownie nie zawiódł również dubbing, każdy głoś jest profesjonalnie i wiarygodnie podłożony. Niestety, nie dane było mi przetestować polskiej wersji gry.
W Mass Effect 2 zmienił się również nieco sam sposób rozgrywki. Gra jest, paradoksalnie, zarówno trudniejsza, jak i łatwiejsza. Trudniejsza, bo poprawiony system osłon, mocniejsi przeciwnicy i kończąca się amunicja sprawiają, że przebiegnięcie lokacji wybijając przeciwników „przy okazji” jest już niemożliwe (w jedynce ten sposób sprawdzał się nawet na najwyższym poziomie trudności). Trzeba się co rusz chować, zasłaniać, posiłkować towarzyszami broni oraz rozsądnie dobierać pukawki (czasami lepiej zostawić karabin szturmowy na później). Łatwiejsza, ponieważ zarówno energia, jak i osłona odnawiają nam się samodzielnie i szybko, a sama gra cały czas prowadzi nas za rączkę – questy opierają się na prostych schematach, w lokacjach nie sposób się zgubić i w dodatku kompas cały czas pokazuje nam gdzie iść.
 Totalnie rozczarowuje długość Mass Effect 2. Główną linię scenariusza można ukończyć w jeden wieczór. Oczywiście teoretycznie - w praktyce bez odpowiedniej drużyny, "podlevelowanych" postaci oraz kilku ulepszeń jest to... no cóż, misja samobójcza. Czas gry wydłuża kompletowanie załogi oraz nawiązywanie relacji z postaciami, przez co odnosi się wrażenie, że tak naprawdę jest to gra właśnie o kompletowaniu załogi. Co gorsza, o ile w pierwszą część Mass Effect można było grać kilkukrotnie wciąż bardzo dobrze się bawiąc, tak po ukończeniu sequela wcale nie chce się do niego wracać. BioWare, ku rozpaczy graczy, udał się pewien chwyt – po Mass Effect 2 pozostaje ogromny niedosyt, który może zaspokoić jedynie trzecia część trylogii.
Mass Effect 2 to jednak gra, która z miejsca wciąga w swój świat, angażuje gracza emocjonalnie w opowiadaną historię i nie pozwala odejść od konsoli. Stąd też tak wysoka ocena. Jednak pomimo tego, że razem z sequelem otrzymujemy wiele ciekawych dodatków, zmian i poprawek technicznych, czegoś tutaj zabrakło. ME2 wydaje się też strasznie zamerykanizowane, wręcz efekciarskie, co dla jednych może być plusem, dla innych niekoniecznie. Jeśli więc oczekujesz RPGa w zwyczajowo przyjętym znaczeniu tego określenia, albo jeśli nie zamierzasz grać w pierwszą część trylogii przed sięgnięciem po dwójkę, odejmij jedno oczko od oceny końcowej.

| Komentarze | Dodane przez kakeshi w dniu - 2010-02-17 23:17:28 Rzadko spotyka się tak poważnie opóźnione recenzje gier - muszę przyznać że jesteście w tym liderami.
| Dodane przez wrog w dniu - 2010-02-18 00:12:55 To już nie zależy tylko od nas.
| Dodane przez Mac1602 w dniu - 2010-02-19 17:12:39 lepiej dostać porządną recenzję z małym poślizgiem, niż g.. oparte na filmikach i godzinie rozgrywki. Ci, którzy mieli ME2 kupić, już kupili. Ci, którzy się zastanawiają - mają przynajmniej na czym się oprzeć... i zastanowić nad sensem zakupu
| Dodane przez Michaellus w dniu - 2010-02-20 22:16:42 "Totalnie rozczarowuje długość Mass Eff Jedynkę da się przejść w 6h.
| Dodane przez Manolito w dniu - 2010-03-09 14:22:55 I co z tego, że da się Mass Effecta przejść w 6 godzin? Tak, można zrobić to w 6 godzin, ale i można w 30 godzin. Na YT można zobaczyć filmik jak koleś przechodzi Morrowinda w 5 minut. I co, dyskryminuje to jakoś tą grę? Obie części mass Effect to gry na 30 godzin. Można przejśc je szybciej, ale tylko jak się przewija dialogi, omija zadania poboczne i jedzie na pałę przed siebie. Można, ale czy to ma sens?
|
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|