Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Mini Ninjas
Autor: Emilia Głuszek   
28.09.2009.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Nie wiedzieć czemu w dzisiejszych czasach coraz trudniej o dobrą produkcję platformową (chociaż od kiedy „platformy” przemieniły się w obszerne levele bardziej wypada określać ten typ gier mianem action/adventure). Godne uwagi tytuły można policzyć na palcach jednej ręki, a przecież ten gatunek, obok wyścigów i bijatyk, niegdyś królował na konsolach. Temat podjęło studio IO Interactive, tworząc Mini Ninjas – grę w klimacie totalnie przekoloryzowanej feudalnej Japonii. Czy zachęci ona graczy do rzucenia szkoły i zostania ninja?


Historia przedstawia się bardzo banalnie – oto w spokojnej od lat krainie nagle budzi się pradawne zło pod postacią staruszka tytułującego się jako Evil Samurai Warlord, który zamienia słodkie zwierzątka w armię wojowniczych samurajów. Oczywiście chce w ten sposób przejąć kontrolę nad światem. Mistrz Ninja wysyła przeciwko niemu wszystkich swoich uczniów, jednak słuch o nich ginie. W akcie desperacji decyduje się puścić w bój najmłodszego adepta sztuk ninja – małego Hiro. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, chłopiec szybko okazuje się być niezwykle utalentowany, ponieważ udaje mu się opanować starożytną technikę przyzywania magii Kuji, czego od dawna nikt nie dokonał.

I tak wyruszamy w małą-wielką podróż śladami naszych przyjaciół, których po drodze odbijamy z rąk samurajów. Ocaleni dołączają do nas, więc możemy w dowolnym momencie przełączać pomiędzy postaciami. Każdy ninja ma charakterystyczną umiejętność: masywny Futo swoim młotem zdejmie najtwardszych samurajów, Suzume potrafi zahipnotyzować przeciwników grą na flecie, Tora myśli, że jest tygrysem i z radością rzuca się na wrogów z ostrzami niczym Wolverine, Kunoichi doskonale włada Naginatą, a Shun to świetny łucznik. Jednak tylko Hiro przyswoił moc Kuji, pozwalającą kontrolować siły natury i może uczyć się kolejnych czarów dzięki składaniu odpowiedniej ofiary (z kwiatka) w poukrywanych świątyniach. A czary to nie byle jakie, bo przyjdzie nam m.in. wywoływać tornada, przyzywać promienie słoneczne w celu pokonania duchów czy nawet puszczać ogniste kule. Najważniejsza jednak jest możliwość wniknięcia w ciało któregoś z napotkanych zwierząt, dzięki czemu łatwiej znajdziemy wszelkie charakterystyczne dla tego typu gier elementy zbierane (dzięki wrażliwszemu węchowi). Dodatkowo jako małe zwierzę (np. żaba) możemy przejść niezauważeni koło przeciwników, a jako stworzenie mniej niewinne (niedźwiedź, dzik) zaatakować z większą siłą.

Skoro o elementach zbieranych wspomniałam, uściślę, że chodzi o święte posążki, monety za które będziemy mogli kupować nowe przedmioty u ptaków Tengu oraz wszelkiego rodzaju roślinki, z których, mając odpowiednią receptę, przyrządzimy wspomagające mikstury. Pomijając lecznicze napoje, zdrowie możemy odnowić pożywiając się owocami zerwanymi z drzew i krzewów. Oczywiście dodatkowo poświęcimy trochę czasu na odnalezienie klatek, w których przetrzymywane są zwierzęta. Poza tym będziemy mieli okazję łowić ryby, pokonywać rwące rzeki płynąc na kapeluszu czy wykonywać zadania (głownie typu „znajdź i przynieś”) zlecane przez Tengu.

Przeciwnicy są w miarę zróżnicowani, z każdym levelem dochodzi nowy „typ” samuraja, mający inne słabości i mocne strony. Zróżnicowane są również same poziomy (które same w sobie są całkiem spore i oferują kilka ścieżek), przez co gra ani przez chwilę nie nudzi. Przyjdzie nam m.in. skradać się wśród wysokich traw eliminując wrogów "cichaczem", zdobywać deszczową nocą zamek, skakać po dachach nic nie robiąc sobie z kolejnych zamkniętych bram czy marznąć w śnieżnych górach. Bossowie są zabawni, zaprojektowani z pomysłem. Na każdego trzeba znaleźć odpowiedni sposób, niestety zajmuje to góra 10 sekund, a potem walka to jedynie kwestia powtórzenia trzy razy bardzo prostych Quick Time Events.

Gra jest zdecydowanie skierowana do młodszego odbiorcy i graczy niedzielnych, szukających prostego relaksu, o czym świadczy przede wszystkim poziom trudności rozgrywki oraz wszechobecne w grze podpowiedzi. Dodatkowo uświadczymy tu minimalną dawkę przemocy – pokonani przeciwnicy nie umierają, ani nawet nie znikają. Ot, zamieniają się z powrotem w słodkie zwierzątka.

Dobór specyficznej stylistyki sprawił, że żadnych fajerwerków graficznych nie uświadczymy - obiekty są proste, a na większość z nich poskąpiono tekstur. Całościowo jednak świat Mini Ninjas wygląda tak, jak miał wyglądać – bajkowo, kolorowo, estetycznie i po prostu dobrze. Dodatkowo koniecznie trzeba pochwalić twórców za wzorową animację postaci i pracę kamery, czyli główne bolączki tego typu gier. Klimatyczna muzyka oraz mieszanka angielskich i japońskich okrzyków/odzywek idealnie komponuje się z rozgrywką i umila obcowanie z produkcją. Szkoda tylko, że tytułowi mali ninja prawie się nie odzywają.


Odnoszę nieodparte wrażenie, że twórcy z IO Interactive postanowili po prostu stworzyć średniego platformera w zabawnej formie, bo „i tak się sprzeda”. Wyszła im gra naprawdę dobra. I aż szkoda, że nie skorzystali z okazji i nie popracowali nad tą solidną podstawą jeszcze trochę, bo wystarczyło przecież uatrakcyjnić walki z bossami, dodać kilka poziomów oraz nadać charakter małym wojownikom ninja (bo charakter mają tylko na papierze, w grze go nie widać). Wtedy mielibyśmy grę bardzo dobrą. Cóż, może następnym razem. Podsumowując, Mini Ninjas to przesympatyczna produkcja, która spodoba się każdemu "mini graczowi". Starzy wyjadacze też będą się dobrze bawić, ale krótko, bo bez problemu można całość ukończyć w dwa wieczory.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.