Nazywam się Alex Mercer i jestem przyczyną tego wszystkiego. Mówią, że jestem zabójcą, potworem, terrorystą. Jestem tym wszystkim. Trzy tygodnie temu ktoś wypuścił zabójczego wirusa na stacji Penn. Obudziłem się w kostnicy. Teraz poluję, zabijam, konsumuję, zmieniam się. Znajdę tego, który mi to zrobił i sprawię, by za to zapłacił.
Takimi oto słowami do nowej produkcji od Radical Entertainment wprowadza nas intro. Produkcji, której sam, po zobaczeniu zapowiedzi i prezentacji, wyczekiwałem z zainteresowaniem. Wydarzenia zawarte w grze przedstawiane są nam w formie retrospekcji. Nasz bohater, stojąc o krok od realizacji swojego celu, zwierza się z tego, jak do tego wszystkiego doszło. A jest o czym opowiadać.
Niecałe trzy tygodnie wcześniej Alex budzi się we wspomnianej kostnicy, tuż przed zaplanowaną sekcją zwłok. Niestety nie pamięta on nic sprzed wydarzeń na stacji Penn, gdzie doszło do uwolnienia wirusa, którego sam zdaje się być nosicielem. Odkrywając, że dzieje się coś dziwnego, Alex odnajduje swoja siostrę Dane Mercer, która postanawia pomóc bratu rozwikłać całą sprawę.
Pierwszy trop prowadzi do korporacji GENTEK, zajmującej się badaniami genetycznymi. To właśnie z ich budynku wydostaje się Alex na początku rozgrywki. Jednakże nie tylko z nimi będzie musiał sobie poradzić, bowiem na ulicach miasta pojawiają się patrole oraz posterunki militarnej organizacji BlackWatch, specjalizującej się w walkach z zagrożeniem biologicznym, czyli również naszym bohaterem. W mieście wybucha praktycznie regularna wojna pomiędzy mutantami a oddziałami militarnymi, z dnia na dzień powiększająca swój zasięg. W środku tego konfliktu znajdujemy się my, narażeni na ataki z jednej, jak i drugiej strony.
Akcja Prototype rozgrywa się w sercu Nowego Jorku, na wyspie Manhattan. Spokojne miejsce pracy i podróży setek tysięcy osób powoli zaczyna się zmieniać w obrzydliwe i zmutowane miasto. Nie oczekujcie jednak takiej ilości detali jaką serwowała na przykład ostatnia odsłona Grand Theft Auto. Tutaj mamy raczej do czynienia ze skromną, lecz poprawną oprawą. Co innego tyczy się już swobody działania w samej metropolii. Rozgrywka przypomina mi raczej Assassin’s Creed, z tą jednak różnicą, iż dla Aleksa nie istnieją praktycznie żadne bariery przy poruszaniu się. Wdrapanie się na wielopiętrowy budynek po pionowej ścianie zajmuje tylko chwilę, a droga w drugą stronę, oprócz sporego zagłębienia w ziemi, nie zostawia żadnych śladów. Wolność ponad wszystko i to się ceni.
Jednak bieganie po ścianach jest jedynie formą, a nie treścią naszych misji. W znacznej części są one do siebie dość podobne, czyli: odebrać od Dany zlecenie, dojść do punktu, skonsumować osobę, która posiada przepustkę, posiekać kilka stworzeń, zniszczyć budynek, zniszczyć kilka urządzeń i tak dalej, ewentualnie dokładając wyżej wymienione akcje w większej ilości. Czy napisałem coś o konsumpcji? Tak, Alex posiada umiejętność pochłaniania istot, czym regeneruje sobie zdrowie. Może także przybrać ich wygląd, czy też otrzymać ważną informację, będącą w pamięci ofiary, a stanowiącą część układanki, która pozwoli mu na dowiedzenie się kto, kogo i dlaczego. Jeśli zawsze mieliście ochotę schrupać przechodnia na ulicy, to teraz macie do tego okazję.
Przejdźmy do sedna rozgrywki, czyli umiejętności Aleksa. Poprzez otrzymywane punkty ewolucyjne możemy doposażyć głównego bohatera. Zapomnijcie jednak o standardowym wyposażeniu, które ma na stanie każdy porządny partyzant. Takie rzeczy jak karabiny czy wyrzutnie rakiet będą leżeć sobie w ilościach hurtowych na ulicy po tym, jak patrol wojskowy będzie miał nieprzyjemność się z nami spotkać. Mówimy tutaj raczej o akcesoriach, które bardziej przydadzą się w dobrym warsztacie rzeźniczym, jak ostre jak brzytwa pazury, ostrze krojące lepiej niż wszystko co widzieliście w telezakupach lub też długaśne macki. Szkoda jedynie, że środowisko tak mocno się opiera i architektura cały czas trzyma fason. W przeciwnym wypadku po zwiększeniu mocy bohatera można by zrobić symulator jednoosobowej firmy wyburzeniowej. Oczywiście zatwardziali zwolennicy militariów będą mogli podnieść z ziemi trochę strzelającego złomu, dosiąść się do załogi transportera opancerzonego, buchnąć czołg, czy też rozpłaszczyć na szybie pilota śmigłowca, aby samemu popróbować podniebnych akrobacji.
Jeśli znudzi się Wam główny wątek fabularny, możecie spróbować wielu pobocznych celów rozlokowanych na mapie lub pozbierać wszystkie orby. Misje to raczej standardowy pomysł w tego typu grach, czyli walka na ilość w określonym czasie lub bieg z zaliczeniem punktów kontrolnych. Są także zadania do wykonania poszczególnymi pojazdami. Generalnie jest trochę do roboty, szczególnie, że do celującego zaliczenia trzeba się często mocno przyłożyć.
Czy Prototype nie ma zatem wad? Ależ oczywiście ma. Jedni zarzucą grze dość przeciętną oprawę graficzną, która nie tryska wielką ilością detali (ale za to nie zauważyłem widocznych zwolnień, które dla tak szybkiego tytułu byłyby zabójcze). Inni mogą ponarzekać na często leniwą pracę kamery, mającą problemy z nadążaniem przy bardziej dynamicznych akcjach. Szczególnie da się to odczuć przy dużej liczbie przeciwników, gdy jesteśmy atakowani z wielu stron lub znajdujemy się w małych przestrzeniach.
Czy warto zatem inwestować w rozwikłanie przyczyny epidemii tajemniczego wirusa na Manhattanie? Ja jestem przekonany, że tak. Historia, mimo że podana w dość suchy sposób, potrafi wciągnąć, a także mocno zaskoczyć. Prototype posiada to coś, co po pewnym czasie nie pozwala się odkleić od telewizora. To frajda z samej rozgrywki, z mechaniki gry, z praktycznie braku ograniczeń w działaniach Aleksa, doboru ścieżki oraz metod jakie zastosuje. To jest to coś, co tak mnie wciągnęło w Assasin’s Creed. W Prototype bawimy się w środku dnia, z wielkim rozmachem demolując kolejne kwartały miasta. W końcu to nas się boją.