Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Czy zamierzasz kupić Playerunknown's Battlegrounds?

Społeczność





Risen 3: Władcy Tytanów
Autor: Piotr Skubel   
20.08.2014.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Na nową odsłonę serii Risen nie zdążyłem się przesadnie naczekać. Popularne „Piranie” dość niespodziewanie zapowiedziały kontynuację Mrocznych Wód, co z pewnością ucieszyło większość fanów, jednocześnie powodując małe zamieszanie, gdyż na początku nie było jasne, czy tytuł ominie konsole obecnej generacji. To nie pierwsza i nie ostatnia gra mająca premierę w tym roku, która skupia się na starszych sprzętach. Czy technologia zastosowana z umiarkowanym powodzeniem dwa lata temu ma rację bytu także i dziś? No cóż, tu zdania będą podzielone, ale przecież w dobrym eRPeGu liczy się co innego…


O „dwójeczce” wspomniałem we wstępie nieprzypadkowo, bowiem warto ją znać zasiadając do Władców Tytanów. To właśnie sporo postaci z tej odsłony przyjdzie nam spotkać ponownie, oczywiście niemal w każdym wypadku w zupełnie innych okolicznościach. Odwiedzimy nawet część tych samych lokacji, co już mnie zdecydowanie mniej uradowało. Na szczęście nie są one zupełną kalką i znalazło się miejsce na odrobinę kreatywności ze strony twórców.

Przygodę zaczynamy odtwarzając sen naszego bohatera – syna słynnego Czarnobrodego. Wraz z siostrą, doskonale znaną wszystkim fanom serii, próbujemy odeprzeć atak floty z zaświatów, dowodzonej przez kapitana Crowa. Po chwili następuje pobudka i już podczas właściwej rozgrywki próbujemy obłowić się badając pierwszą lokację w grze. Niestety rajd kończy się nader pechowo – nasz protegowany traci duszę, która zostaje uwięziona w alternatywnym wymiarze. Przez kolejne godziny zabawy będziemy próbowali ją odzyskać, kierując samym ciałem nieszczęśnika wskrzeszonego z martwych.

W tym momencie zaczyna się najlepszy element nowego Risena – ubieganie się o względy jednej z trzech dostępnych w grze frakcji. Skupię się na ugrupowaniu wybranym przeze mnie, bo tak naprawdę spędza się wśród jego członków zdecydowanie zbyt wiele czasu, by zwracać uwagę na poczynania pozostałych gromadek. Udałem się więc na całkowicie nową, rewelacyjnie zaprojektowaną wyspę, na której siedzibę mają Strażnicy, będący wojownikami, choć nie obojętnymi również na magię. Trochę szkoda, że sami Magowie występują tu jedynie w roli nauczycieli.


Przekroczenie „progu” siedziby Strażników przywołało u mnie wspomnienia związane z wcześniejszymi produkcjami studia Piranha Bytes. Dalej były typowe zadania poboczne, typowa ścieżka pięcia się w hierarchii frakcji, typowe nabywanie nowych umiejętności. Gdyby nie czekająca w porcie łajba, to śmiało można by mianować ten tytuł odnowioną wersją pierwszych odsłon Gothica. Ktoś powie, że przecież autorzy szumnie zwiastowali powrót do korzeni. Co prawda nie wszystko wpisuje się w ten schemat, ale jakieś tam nawiązanie zaserwowano – miłośnicy tego typu gier zapewne to docenią.

Wspomniałem o nabywaniu umiejętności – aby zyskać pewne zdolności niezbędna jest wizyta u odpowiednich nauczycieli, którzy za opłatą (zwykle niemałą) zgodzą podzielić się swoją wiedzą. Samo w sobie jest to komiczne – koleś mówi dwa zdania, a nasz bohater nagle staje się mistrzem świata, ale to standardowe uproszczenie dla serii. Żeby skorzystać z takich usług niezbędne jest również posiadanie konkretnych współczynników na wskazanym stopniu rozwoju. Te osiągamy za pomocą punktów chwały zdobywanych podczas walki oraz dzięki wykonywaniu questów. Normalnych poziomów doświadczenia nie uświadczymy, co nie znaczy, iż system sprawdza się źle. Niby można przesadnie „uzbroić” naszą postać, jednak zawsze odbije się to w braku innych przydatnych możliwości.

Podczas dalszej zabawy niejednokrotnie pojawią się irytujące momenty. Z jednej strony czekają różnorodne miejscówki wypełnione ciekawymi zadaniami (choć tych jest zdecydowanie mniej niż w „jedynce”), ale przecież w końcu kiedyś trzeba skupić się na głównym wątku fabularnym. Ktoś wpadł na słaby pomysł, by uprzykrzać życie graczowi, co jakiś czas doprowadzając do bitwy morskiej lub walki z jakąś kreaturą z oceanicznych głębin. Te fragmenty lepiej przemilczeć, na szczęście nie jest trudno się przez nie przebić. Lepiej sięgnąć po zeszłorocznego „Asasyna”, jeżeli komuś brakuje pływania wirtualnym statkiem.

Główne zadania, wykonywane już na lądzie, też nie porażają innowacyjnością - tak naprawdę to sztampa pełną gębą. Czasem jednak podczas tych (z założenia nieciekawych) zadań można natrafić na nieźle zaprojektowaną planszę, która zdecydowanie poprawia obraz gry. Pojawiają się także walki z bossami – całe dwie potyczki. Przy czym druga jest nawet interesująca, więc zaliczmy to na plus. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jeszcze ostatnia lokacja, w której oprócz walki z głównym złym odwiedzimy kilka dobrze wykonanych miejsc, idealnie wpisujących się w klimat tytułu. Jednocześnie można się przygotować na ostateczne starcie bez zbędnej spiny.


Spotykane po drodze tałatajstwo stanowi mieszankę fauny znanej z drugiej odsłony serii oraz armii z zaświatów, składającej się z kilku nieprzesadnie oryginalnych odmian. Na dobrą sprawę można zastosować na niemilcach ten sam oręż, co ostatnio i przez sporą część zabawy grać typowego piracika. Jako strażnik zdecydowałem się zmienić szabelkę na pioruny, dodatkowo wspierane przez deszcz ognia. Możliwości jest na pewno sporo, choć też dużo zależy od frakcji, którą wybraliśmy w początkowej fazie przygody. Ze swojej strony odradzam skupianie się na jednym żywiole, bowiem część stworzeń jest odporna na dane łaskotki.

Oprawa graficzna jest bardzo podobna do tej z Mrocznych Wód. To dokładnie ten sam silnik, lecz nowe lokacje wydają się być momentami bardziej dopieszczone. Wszystkie znane ograniczenia znajdują się jednak i tam, więc nie ma co oczekiwać cudów. Czasem jest ładnie, choć przez większość czasu grafikę można określić bardziej jako „schludną”. Bywa też, że jesteśmy atakowani jakąś okropną teksturą. Muzyka stanowi kolejny typowy element dla produkcji „Piranii” – adekwatna, świetnie budująca klimat. Kwestie dialogowe nigdy nie były przesadnym atutem Niemców i nic się w tym obszarze nie zmieniło, co nie znaczy, że rozmowy są tragiczne. Po prostu wypadają blado na tle choćby serii The Elder Scrolls.

Z pewnością nie wszystkim przypadnie do gustu główny bohater, szczególnie jeżeli zdecydujemy się nie być przyjemniaczkiem (zaimplementowano coś w stylu systemu dobra i zła). Suche żarty są wszechobecne, podobnie jak i niepotrzebne, czasem nawet niepasujące przekleństwa. Mimo to miejscami można się uśmiechnąć. Oczywiście jeżeli kogoś bawi humor serwowany w sitkomach pokroju „Dwie spłukane dziewczyny”.


Duża grupa fanów serii zapewne ogra najnowszego Risena na wypasionym pececie. Jeżeli jednak wolicie wygodę, nie straszny Wam brak polskiej wersji językowej oraz widoczne na każdym kroku ograniczenia sprzętowe, to mimo wszystko warto po Władców Tytanów w wersji konsolowej sięgnąć. Nie będzie to może niezapomniana przygoda, ale na pewno dobra okazja, by miło spędzić przynajmniej dwadzieścia godzin życia. Jeśli ktoś nie czuł specyficznego klimatu poprzednich produkcji Piranha Bytes, to nową odsłonę może śmiało zignorować.



Komentarze

Dodane przez ShadowMage w dniu - 2015-12-05 21:00:25
Niesprawiedliwa ocena
Nie zgadzam się z oceną gry, dlaczego autor recenzji nie wspomniał o walce wręcz która jest okropna!!! Atakując przeciwnika bohater wykonuje idiotyczne piruety jak balerina dając tym szanse wrogu na atak, a my jesteśmy bezbronni. W dodatku trzeba naciskać przycisk ataku w odpowiednim momencie by wykonać potrójne kombo. WALKA WRĘCZ JEST ZEPSUTA!!! Dopóki nie dołączymy do frakcji i wykupimy rękawice magiczne, które sprawiają ze walka staje się ŁATWA! Gdzie podział się balans?! Jeśli główny aspekt gry jest popsuty to sie odechciewa grać. Że nie wspomnę o lagach, które występują po każdym zabiciu wroga, a czasami nawet po otrzymaniu od nich ciosu. i trwają nawet po 5 sekund jak nie dłużej, NIE ŻARTUJĘ. Gra jest okropna, a ocena i recenzja są niesprawiedliwe. Dla mnie 3/10. bo lubie e-RPGi i trzyma jakiś tam klimat (piraci :) )

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.