Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Risen
Autor: Emilia Głuszek   
24.10.2009.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad  XCN

Jako, że jestem fanką dwóch pierwszych części Gothica, należę do tych mniej licznych graczy, którzy porażkę w postaci Gothic 3 przemilczeli i wiernie czekali na kolejne gry RPG od  Piranha Bytes. Risen miał kontynuować pomysły z flagowej serii PB - już od pierwszych zapowiedzi i zwiastunów było widać jak na dłoni, że jest to po prostu Gothic w nowej szacie. Pozostawało pytanie, jak developerzy poradzą sobie ze swoją pierwszą przesiadką na konsole... I niestety nie mam dobrych wiadomości.

Po krótkim, mało czytelnym i niezbyt dynamicznym intro podnosimy się z piachu. Dosłownie, bo oto na skutek sztormu bliżej niezidentyfikowany statek tonie, a wraz z nim ginie cała załoga, oprócz jednego bezimiennego (a jakże!) nieszczęśnika bez przeszłości. Co prawda morze wyrzuciło na brzeg również dziewoję o imieniu Sara, jednak jej istnienie jest uzasadnione tym, że musi nam przybliżyć podstawy gry, więc jest nieważna – sam główny bohater przez resztę gry twierdzi, że jest jedynym ocalałym. Jako rozbitek zaczynamy więc eksplorację wyspy Faranga, by szybko się przekonać, że rajską jej na pewno nazwać nie można.


Okazuje się, że od niedawna dzieją się tutaj dziwne rzeczy. Mianowicie z ziemi niespodziewanie wyłaniają się ruiny nieznanych dotąd świątyń, co w połączeniu z wzmożoną aktywnością agresywnych kreatur sprawia, że nikt nie może czuć się pewnie. Jakby tego było mało, na wyspie nie ma nikogo, kto uspokoiłby nastroje - mieszkańcy nie mają władcy, który zmobilizowałby ich do działania. Jedyne miasto jest zamknięte na cztery spusty, żaden obywatel nie może go opuścić. O władzę w nim walczą Don Esteban, przywódca bandytów, oraz Inkwizycja. Brakuje jedzenia, złota (gdyż jest zagrabiane przez tych „wyżej”), co chwilę ktoś ginie lub znika, a stosunki międzyludzkie opierają się głównie na spiskach i intrygach... Jak łatwo się domyślić, w tak nieprzyjaznym środowisku będzie nam, jako bezimiennemu rozbitkowi, trudno się wpasować i znaleźć swój kąt. Jednak będziemy musieli jakoś sobie z tym poradzić i to szybko, gdyż później czeka nas... oczywiście ratowanie świata.

Już po kilku minutach od rozpoczęcia gry widać niezaprzeczalne podobieństwo do Gothica. Właściwie gra mogłaby się nazywać Gothic 4, bo opiera się na tym samym koncepcie i systemie. Mamy więc widok TPP, swobodną eksplorację świata oraz specyficzny klimat,  który fani od razu rozpoznają. Nie ma tutaj podziału na klasy - po zdobyciu odpowiedniej liczby punktów doświadczenia, a co za tym idzie kolejnego poziomu postaci, otrzymujemy punkty nauki, które możemy spożytkować na wybrane przez nas umiejętności. Uczą nas ich eksperci w danej dziedzinie, którym najpierw musimy się trochę podlizać, płacąc im lub wykonując dla nich zadania. I tak tylko od nas zależy czy bezimienny zostanie mistrzem miecza, łucznikiem, magiem, czy może każdym po trochu, czy pozna tajniki otwierania zamków i kradzieży kieszonkowej, czy też skoncentruje się na kowalstwie i zacznie wyrabiać miecze. W końcu nadchodzi moment, w którym musimy wybrać czy dołączyć do ludzi Dona, czy do Inkwizycji (o ile Inkwizycja nie zwerbuje nas siłą, wtedy wyboru już nie mamy...), co zaważy na fabule i dostępie do subquestów.

Jeśli myślicie w tym momencie o fantastycznej krainie rodem z Obliviona, to muszę was rozczarować. Świat w Risen nie zachwyca wielkością, właściwie wielkością jest porównywalny do drugiej części Gothica. Mimo to jego zwiedzanie i poznawanie kolejnych skrótów zajmie trochę czasu (w późniejszym czasie gry odnajdujemy kamienie teleportujące, które znacznie ułatwiają rozgrywkę). Bestiariusz również nie może pochwalić się dużą liczbą pozycji, jednak jest wystarczający, a w każdym razie realistyczny (jak na wymyślony świat oczywiście). W lasach napotkamy stada wilków i dzików, na plaży żerują wygłodniałe sępy, w ciemnych jaskiniach napotkamy ghoule, na cmentarzyskach szkielety, a pierwszego spotkania z przypominającym małpę stworem z popiołu na pewno szybko nie zapomnicie.

Sterowanie potrafi do siebie ostro zniechęcić na początku. Niestety ktoś pokpił sprawę i przerzucił je z PC na konsolę bez większego zastanowienia się nad tym, jak ważne jest prawidłowe obłożenie pada. Walka w Risen miała mieć w sobie nutkę strategicznego charakteru, nie da się tutaj rzucić na przeciwnika uderzając ciągle jeden przycisk i wygrać, trzeba korzystać z tarczy, uników i kontry. I tu pojawia się główny problem sterowania – robienie uników wiąże się z wariującą kamerą i gubiącym się automatycznym celowaniem, o opóźnionej reakcji gry nie wspominając. Auto-target ogólnie lubi koncentrować swą uwagę na przeciwniku, który nas akurat najmniej interesuje. Walka z więcej niż dwoma przeciwnikami naraz jest okropnie irytująca.


Niestety sterowanie to nie jedyna wada Risen. Wygląda na to, że twórcy nie są świadomi współczesnych trendów oraz mocy konsol, bo jak inaczej wytłumaczyć przepaść graficzną pomiędzy wersją PC a konwersją na X360? Risen na konsoli Microsoftu wygląda jak gra z początku poprzedniej generacji. Obiekty doczytujące się przed samą postacią, okropne tekstury, kanciaste postaci. I jeszcze raz podkreślę, bo aż uwierzyć nie mogę – okropne tekstury! Niektóre kamienie w wejściach do jaskiń (bo to są kamienie chyba?) wyglądają jak namalowane w Paincie. Nie ma mowy o realistycznej grze świateł czy widowiskowych efektach przy rzucaniu zaklęć. Interfejs jest typowo PeCetowy, kompletnie nie jest przystosowany do norm konsolowych, a czcionka jest tak mała, że niektórzy będą mieli problemy z odczytaniem dialogów czy nawet liczby przedmiotów w inwentarzu.

O ile jednak na oprawę graficzną można przymknąć oko, Risen gnębi jeszcze jedna dolegliwość, która skutecznie zmniejsza przyjemność płynącą z rozgrywki, wręcz momentami niweluje ją do zera. Bohater klinujący się na kamieniu przy beczce z wodą, broń pokonanego przeciwnika, która znika zamiast leżeć i czekać na nas, postać zatrzymująca się w ścianie, wróg, który nagle jest nieśmiertelny, bohater przenikający przez przeciwnika w czasie walki (i zabity przez cios w plecy), blokujące się questy, bohater, który przechodząc przez drzwi zamiast w kolejnym pomieszczeniu magicznie pojawia się w poprzednim... można wymieniać i wymieniać. Gry Piranha Bytes znane są z olbrzymiej ilości bugów oraz glitchy i jak widać Risen nie odstaje od reszty.

Chociaż Risen jest grą stworzoną przez  naszych niemieckich sąsiadów, tłumaczenie na pozostałe języki zostało wykonane z języka angielskiego. Oryginalny scenariusz dorwała Rihanna Pratchet ze swoją ekipą, wszystkie dialogi i teksty zostały przetłumaczone i napisane na nowo. Byłby to niezaprzeczalny plus, gdyby nie to, że i tutaj zakradły się błędy. Zdarza się, że tekst dialogu kompletnie różni się od tego co mówi dana postać, innym razem postać w ogóle zapomina o czymś powiedzieć lub zaczyna wypowiedź od środka zdania. Do tego zdarzają się literówki, zamieniona kolejność wyrazów czy nawet błędy w nazwach własnych. Dubbing w większości przypadków stoi na dobrym poziomie (przekonująca gra aktorska), aczkolwiek dziwi nieco wszechobecny brytyjski akcent, który średnio tu pasuje. Muzyka, podobnie jak w Gothicach, umiejętnie buduje nastrój i pasuje do otoczki gry, aczkolwiek również zdarza jej się nie załączyć wtedy kiedy trzeba lub urwać się w połowie.


Risen to ciekawa odskocznia od amerykańskich i japońskich gier RPG. Przedstawia specyficzne podejście do tematu, które co prawda nie każdemu może się spodobać, ale może również przekonać do gatunku tych, którzy z RPGami nie mieli wcześniej miłego doświadczenia. Nie znajdziemy tu oryginalnej i przejmującej fabuły, ale to nie na niej polega magia produkcji Piranha Bytes. Głównym walorem i cechą charakterystyczną jest tętniący własnym życiem świat osadzony w klimatach średniowiecznego fantasy i jego mieszkańcy z wyraźnie zarysowanymi charakterami, na których życie mamy wpływ, do których czujemy sympatię lub odrazę. To nie oklepane ratowanie świata jest tutaj najważniejsze tylko interakcja z owym światem, nawiązywanie przyjaźni lub robienie sobie wrogów, rozbudowane drzewa dialogowe, zróżnicowane misje poboczne mające wręcz prywatny charakter, a także kreowanie bezimiennego przybysza na bohatera lub złoczyńcę, o którym wszyscy mówią.

Podsumowując, Risen sam w sobie jest bardzo dobrym tytułem, godnym następcą serii Gothic. Niestety konwersja na X360 została totalnie skopana, trzeba być bardzo cierpliwym i wyrozumiałym żeby móc czerpać przyjemność z obcowania z tą produkcją na konsoli. Dlatego też, choć nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, jeśli macie taką możliwość, wybierzcie edycję na PC.




Komentarze

Dodane przez r1p w dniu - 2009-10-24 18:46:24
Nie nazwałbym portu na X360 wersją totalnie skopaną. Sterowanie jest bardzo przyjemne zarówno walcząc na krótki dystans jak i przy użyciu magii. Jedyne do czego trudno się przyzwyczaic to zbyt duża czułośc gałki, ale to kwestia czasu. Co do grafiki to są momenty na 4, ale też są na 8 (las, w którym duża widocznośc nie ma znaczenia wyglada jak na screenach promo...). Ogólnie jak na fanke gothica to ocena strasznie słaba, ja tam daje 8 po przejscu gry i znacznej częsci zadan pobocznych. Przypominam, że w drodze jest patch, który ma wyeliminować niektóre błędy i podrasować grafikę. Pożyjemy zobaczymy

Dodane przez selene w dniu - 2009-10-24 21:31:05
7 za grywalność to nie jest słaba ocena. A co do końcowej to cóż, na wyższą Risen na X360 według mnie nie zasługuje. Jasne, że można się przyzwyczaić do sterowania, tak samo można przymknąć oko na grafikę, ignorować błędy w kodzie, nieprzyjazny interfejs czy braki w dubbingu, ale chyba nie o to chodzi. Jako fanka Gothica przechodze teraz Risena drugi raz, ale już na PC. Gra się nieporównywalnie lepiej.

Dodane przez toddlockwood w dniu - 2009-11-03 15:45:32
Moim zdaniem za grywalnośc dałbym nawet 10, przyjemna gra, (wkońcu to GOTHIC tylko taki inny) questy świetne i ciekawe :) muzyka jest dobra oze nie taka jak w G3 ale dałbym to 8+, co do grafiki to klapa ale to i tak nie ma znaczenia :)

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.