„Gwiezdne wojny” to seria w wielu kręgach kultowa, szczególnie jej stara trylogia. Filmy były innowacyjne i wyznaczały swego czasu nowe kierunki. Na popularności każdy chce skorzystać, dlatego licencja jest wałkowana na miliard sposobów. Mamy figurki, klocki LEGO, puzzle, masę gadżetów i oczywiście gry. Te ostatnie, nie zawsze tak genialne jak produkcje filmowe, ukazują się już od czasów NES. Mieliśmy tytuły na podstawie konkretnych części sagi, wariacje w postaci wyścigów/ symulatorów lotu czy też pozycje osadzone luźno realiach gwiezdnej przygody. Przyszedł czas na kolejną odsłonę "Gwiezdnych wojen" w wersji elektronicznej - Star Wars: The Clone Wars - Republic Heroes.
O czym opowiada Republic Heroes? Otóż, jak autorzy podają, tytuł ten jest „łącznikiem” pomiędzy pierwszym a drugim sezonem animowanego serialu. Osobiście nie oglądam go, ponieważ uznaję tylko filmową sagę i uważam, że "bajka" to jakaś pomyłka, ale każdy lubi co innego. Wracając do gry, nie należy spodziewać się fajerwerków. Na całość składa się kilkadziesiąt poziomów podzielonych na trzy akty. Niby sporo, lecz każdą z plansz można ukończyć w niespełna 10 minut... Czasem nie zdążymy się dobrze rozegrać a tu już misja zaliczona. Ma to swoje plusy, gdyż momentami przy tej grze nie da się wysiedzieć dłużej. Autorzy chyba chcieli po prostu skrócić nasze męki.
Gra jest nudna, nie ma co ukrywać. Nie robimy nic innego tylko przemy do przodu naszym bohaterem (Jedi albo żołnierz Republiki, w zależności od misji), od czasu do czasu napotykając grupkę droidów. Nie ma się o co martwić, jeśli przeciwnik nas zabije. Po utracie całego paska życia najzwyczajniej odnawiamy się i dalej możemy tłuc blaszane puszki, wykrzykujące „It’s a Jedi!”. Zdarzy się, że napotkamy przeszkodę w postaci przepaści czy też skoków na kolejne półki. Żeby nie było za przyjemnie, autorzy i tutaj zrobili nam niemiłą niespodziankę. Kamera ustawiona jest w taki sposób, że nie możemy wyczuć dystansu. Niekiedy dopiero po kilku próbach w końcu trafimy w wyznaczone miejsce. Przyznaję się, raz nie wytrzymałem i wyłączyłem konsolę.
Podczas przechodzenia poziomów odnajdujemy artefakty, więc osobom lubiącym wszelkiej maści zbieractwo w grach chociaż to może się spodobać. Warto jednak wspomnieć, że praktycznie w ogóle nie są one poukrywane. Kolejnym dodatkiem jest możliwość kupowania różnorakich kombinacji ataków, które wykorzystamy w walce z przeciwnikiem. Nie mam pojęcia po co to zamieszczono - grę da się zaliczyć na najwyższym poziomie trudności bez używania ani jednego. Ale cóż, liczy się gest.
Czy można znaleźć coś pozytywnego w tym tytule? Tak. Otóż gra obsługuje kooperację dla dwóch osób na jednej konsoli (nie ma możliwości wspólnego przechodzenia przez Live). Kolega lub koleżanka mogą w każdym momencie dołączyć do nas poprzez wciśnięcie jednego przycisku na drugim padzie. Jeśli ktoś grał w którąkolwiek część LEGO, ten wie o czym piszę. Granie w kooperacji jest rzecz jasna ciekawsze, ale tylko ze względu na obecność drugiej osoby. Tytuł nadal jest nudny jak flaki z olejem. Graficznie gra również nie wygląda najlepiej, jest to typowy średniak. Dla fanów serialu mam jednak dobrą wiadomość - postacie są praktycznie identyczne jak w animowanej wersji. Udźwiękowienie to oczywiście dobrze znana muzyka z gwiezdnej sagi.
Star Wars: The Clone Wars - Republic Heroes da się opisać jednym, krótkim słowem - nuda! Można sobie tłumaczyć to tym, że tytuł skierowany jest do młodszych odbiorców, że tak powinno być i taka była wola kosmosu... Myślę jednak, że nawet produkcje dla dzieci powinny mieć to „coś”, prawda? Tutaj tego nie ma. Moim zdaniem takich gier nie powinno się robić, bo jest to hańbienie genialnej marki, jaką są "Gwiezdne wojny". Najwięksi fani i tak pewnie sprawdzą ten tytuł. Innym szczerze go odradzam. Już chyba lepiej pyknąć partyjkę w szachy...

| Komentarze | Dodane przez VonOtis w dniu - 2010-01-07 10:52:42 niestety słabizna Zgadzam się z autorem recenzji,
|
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|