Naczekaliśmy się. Na pełnoprawnego kontynuatora serii Street Fighter przyszło nam czekać 10 długich lat! Ja jednak jak dziś pamiętam chwile spędzone przed automatem ze Street Fighter II. Półgodzinna wyprawa i możliwość błyskawicznej straty kieszonkowego nie odstraszała ani trochę naszej zapalonej grupki „ulicznych wojowników”. Z „hadoukenami” na ustach i odruchem kręcenia „ćwiartek” w lewej ręce szybko zapominaliśmy o całym świecie. Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym, że Capcom zamierza stworzyć Street Fighter IV, zamiast uśmiechu, na mojej twarzy pojawiło się zaniepokojenie. Byłem przekonany, że chcąc iść z duchem czasu deweloper zrobi trójwymiarową bijatykę w stylu Tekkena, przekreślając tym samym cały urok poprzednich odsłon. I jak się cieszę, że się myliłem!
W menu czekają na nas następujące tryby rozgrywki: standardowe Arcade, VS, Training oraz bardziej rozbudowany – Challenge. Tryb Arcade, jak to zwykle w tego typu produkcjach bywa, to standardowa drabinka. Wybieramy własną postać i pokonując kolejnych oponentów dochodzimy do głównego bossa, Setha. Ten z kolei stanowi nie lada wyzwanie już na łatwym poziomie trudności. Przy medium zaczynają się prawdziwe schody nawet dla doświadczonych graczy. Mimo że Seth krwi potrafi napsuć co nie miara, satysfakcja z jego pokonania jest gwarantowana. W VS możemy rozegrać całą serię walk z wybranym przez nas przeciwnikiem kontrolowanym przez komputer lub siedzącą obok osobę. Training, jak sama nazwa wskazuje, pozwala dokładnie poznać ulubionego wojownika poprzez naukę ciosów i reagowania w danych sytuacjach. Ostatni tryb – Challenge - posiada trzy odmiany: Time Attack - polega na pokonaniu określonej liczby przeciwników w jak najkrótszym czasie; Survival - czyli jak najdłuższe utrzymanie się przy życiu; Trial - będący swego rodzaju zmodernizowanym treningiem, w którym musimy wykonywać wskazane przez grę skomplikowane kombinacje. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ właśnie tutaj dają się odczuć minusy korzystania ze standardowego kontrolera. Jak to mówią: „dla chcącego nic trudnego”, o ile do tego wykaże się anielską cierpliwością.
Być może przy pozycjach z tego gatunku fabuła to kwestia drugorzędna, ale warto wspomnieć, iż osadzona została w luce pomiędzy częścią drugą oraz 3rd Strike. Do walki stają zatem wszyscy ulubieńcy fanów serii. Są Ryu i Ken, jest Chun-Li, Fei Long, Dhalsim, Akuma itd. Na wstępie dostępnych mamy jedynie szesnastkę zawodników. Odblokowanie pozostałych dziewięciu wymaga zaliczenia trybu Arcade konkretną postacią lub na specjalnych warunkach. Naturalnie nie mogło zabraknąć nowych twarzy. Do naszej znajomej gromadki dołączają: Crimson Viper – seksowna, a zarazem oziębła pani „szpieg”; Abel – cierpiący na amnezję francuski wojownik, mieszający wiele stylów walki; El Fuerte – meksykański wrestlingowiec z aspiracjami na szefa kuchni oraz Rufus – ociężały wojownik kung fu, pragnący pokonać Kena, dowodząc tym samym, że jest najlepszy w USA. Trzeba przyznać, iż to bardzo oryginalna czwórka i możecie wierzyć mi na słowo, że polubicie przynajmniej jednego z nich. Każdy z uczestników turnieju kieruje się własnymi motywami, które poznajemy dzięki wstawkom anime przed i po zakończeniu Arcade. Nie są one specjalnie długie, ani też wybitne jakościowo. Szkoda, że twórca nie pokusił się o zrobienie ich w oparciu o silnik gry.
Przejdźmy do najważniejszego – rozgrywki. Zgodnie z zapowiedziami Street Fighter IV miał być powrotem do korzeni i systemu znanego z "dwójki". I tak właśnie się stało. Mimo przepięknej grafiki 3D akcja nadal rozgrywana jest w dwóch wymiarach. Coś cudownego! Wszystkie znane kombinacje: ćwiartki, połówki, Z-tki zostały po staremu. Dlatego ktoś, kto miał wcześniej do czynienia ze Street Fighter II poczuje się jak w domu. Co ciekawe, nie trzeba być specjalnie uzdolnionym, by wyprowadzać z pada Xboksa 360 podstawowe ciosy. Nawet początkujący nie powinni mieć większych problemów z ich opanowaniem. Problemem jednak jest późniejsze, umiejętne i sensowne używanie ich w walce. Tego nie da się wyćwiczyć w ciągu kilku godzin, dzięki temu SFII ogrywany był długie lata.
Czymże byłby Street Fighter bez kombosów. Tym razem do dyspozycji dostajemy dwa napełniające się w czasie walki paski. Pierwszym z nich jest „Super”. Dzieli się on na cztery segmenty uzupełniające się w czasie naszych ofensywnych popisów. Każdy możemy wykorzystać w celu wyprowadzenia wzmocnionej wersji podstawowych ataków. Gdy nieco zaoszczędzimy i poczekamy aż załaduje się do maksimum, możemy użyć bardzo silne "Super Combo". Nowością dla serii jest drugi z pasków – „Ultra”. W przeciwieństwie do „Super” ładuje się on tylko wtedy, gdy mocno obrywamy. "Ultra Combo", jakie da się dzięki niemu odpalić, jest niezwykle efektowne i efektywne, ponieważ jest w stanie zaważyć na wyniku walki. Trzeba być jednak przygotowanym na to, że jeżeli po naszej kombinacji nie usłyszymy „K.O”, to możemy być niemal pewni, że przeciwnik odpowie tym samym. Wnosi to bardzo wiele do rozgrywki i pozwala wyrównać szanse nawet po źle rozpoczętej rudzie.
Kolejną nowinką jest tzw. „Focus Attack”. Uzyskiwany po wciśnięciu obu średnich ataków naraz stanowi w doświadczonych rękach zabójczą broń - zarówno ofensywną, jak i defensywną. Odpowiednio długie przytrzymanie potrafi zaabsorbować wrogi atak lub przebić się przez blok, zostawiając tym samym przeciwnika otwartego na dalsze ataki. Towarzyszy temu ciekawy efekt. Chodzi o atramentowy kleks, kojarzony notabene z inną produkcją Capcomu – Okami. By nie było za łatwo, „Focus Attack” działa jedynie w bliskim kontakcie, a jego wyprowadzenie wymaga czasu. Istnieją także ciosy, które są w stanie się przez niego przebić. Na początku wszystko może wydać się bardzo skomplikowane (i w rzeczywistości tak jest, bo da się sięgnąć jeszcze głębiej), ale m.in. dzięki tym smaczkom rozgrywka jest taka, jak przed laty – arkadowa i dynamiczna!
Tryb gry wieloosobowej dostępny w Street Fighter IV wypada całkiem nieźle. Kiedy chcemy się z kimś zmierzyć gra informuje nas o jakości połączenia i sami podejmujemy decyzję czy zagramy, czy nie. Bez żadnych konsekwencji. Oczywiście zdarzają się mecze, w których doświadczymy lagów, na szczęście są to sporadyczne przypadki. Mecze rankingowe dostarczają nam punktów, które są z kolei wskaźnikiem umiejętności. Wygrywając z lepszym od nas rywalem zyskujemy dużo punktów. Przegrywając z lepszym tracimy mniej itd. Istnieje także możliwość skonfigurowania wyszukiwania tak, by trafić na preferowanych przez nas przeciwników. Ustalamy czy gra wyszukiwać ma osoby, z którymi mamy najlepsze połączenie lub osoby o umiejętnościach zbliżonych/lepszych od naszych. Do tego język i voila! Fajną opcją jest pozwolenie konsoli na szukanie rywali w trakcie naszych zmagań w trybie Arcade, przy czym sami decydujemy czy zgadzamy się na pojedynki rankingowe, czy nie. Gdy taki delikwent się znajdzie, to rozgrywamy z nim partyjkę, a następnie wracamy do miejsca, w którym skończyliśmy.
Z racji tego, że wiele osób narzeka, że nie wspominamy w tekstach nic o Osiągnięciach postanowiłem napisać i o tym nieco szerzej. Ich ocenę traktujcie jako moje bardzo subiektywne zdanie. Achievementy w Street Fighter IV na pewno do łatwych nie należą, a ich zdecydowana większość jest niezwykle czasochłonna. Warto zaznaczyć, że w głównej mierze szybkość ich odblokowania zależy od naszych umiejętności. Multiplayerowe wymagają nieco wprawy w kierowaniu wojownikiem, bo tylko dzięki temu uda się zdobyć 100 wygranych meczów lub 10 wygranych z rzędu.
"Hadoukeny" w wysokiej rozdzielczości prezentują się wyśmienicie. Cała oprawa graficzna nowego Street Fightera jest dość charakterystyczna, co nadaje grze bardzo artystycznego wyrazu. Wykonanie oraz koncept modeli, dbałość o szczegóły, jak mimika twarzy czy ilość detali w otoczeniu, zasługują na oklaski. Muzycznie i dźwiękowo również jest bardzo solidnie. Wyjątkiem może być drażniąca po pewnym czasie ucho „boysbandowa” piosenka przewijająca się przez menu. Pozostałe utwory, które w głównej mierze są odświeżonymi wersjami melodii z poprzednich odsłon, świetnie komponują się z klimatem Street Fightera. Głosy postaci w większości przypadków dopasowane są nieźle, a jeśli tylko zechcemy, możemy przypisać każdej z osobna władanie językiem angielskim lub japońskim. Komentator w trakcie walk jest znośny - końcowe „K.O” wychodzi mu dobrze. Naturalnie da się wyłączyć go kiedy tylko chcemy.
Street Fighter IV na nowo przywraca wiarę w podupadły w ostatnich latach gatunek mordobić. Capcom zaserwował nam wymarzony powrót do korzeni, a mi osobiście przypomniał szczenięce lata. "Czwórka" na pewno nie jest grą dla wszystkich. Osoby, które mają styczność z serią po raz pierwszy, jeśli nie wykażą odrobiny cierpliwości i chęci, szybko puszczą ten tytuł w niepamięć. Jednak wystarczy spędzić z grą nieco czasu, rozegrać parę walk online, by doświadczyć tego samego uzależnienia, jakie miało miejsce chociażby przy drugiej odsłonie. Jest mała rysa na diamencie, mianowicie nie do końca wyważony balans postaci, ale na dobrego gracza z opanowanym wojownikiem i tak nie ma rady, kimkolwiek by się nie grało. Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się recenzowaną produkcją przez kolejne lata. Mimo że rynek jest inny niż 10 lat temu, to Street Fighter IV jest grą długoterminową, której tajniki przyjdzie zgłębiać jeszcze długo.
Dodane przez crazzie w dniu - 2009-03-17 21:05:17 oceny jak najbardziej zasluzone, najlepsza bijatyka na stacjonarkach, wyboru wiekszego nie ma bo nie trawie 3d fighting
Dodane przez BobsonPL w dniu - 2009-03-20 23:21:36 Gra jest strasznie marna. Trzy ciosy na krzyż i klepanie w kółko jednego schematu. żenada
Dodane przez anzicurt w dniu - 2009-03-21 21:03:28 Buahahahaha Bobson, dowcip ci sie udal, naprawde mefp - spoko recka.
Dodane przez halfik w dniu - 2009-07-02 14:45:51 argumenty typu "Trzy ciosy na krzyż i klepanie w kółko jednego schematu" piszą ludzie którzy tak naprawdę nigdy nie grali w SF - kilka rund nie pozwala na zrozumienie filozofii i stopnia skomplikowania walki - ta gra może na początku doprowadzić do frustracji zwłaszcza nowicjusza ale jak widać po graczach którzy opanowali system walki i po turniejach że tutaj liczy się naprawdę skill - jeden schemat nie wystarczy bo zupełnie inaczej musisz walczyć z gościem który gra Ruy a zupełnie inaczej z gościem który gra np. Barlogiem - komputer? komputer jest głupi i w wielu bijatykach schematyczny - ale żywy przeciwnik nigdy
polecam grę jednak ostrzegam że zabiera bardzo dużo czasu zwłaszcza jak ma się zaparcie żeby wygrywać a wtedy kiedy skopie się któryś tyłek online z kolei i koleś wyśle ci bluzgi w msg to uczucie bezcenne
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.