Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Najciekawsza gra zaprezentowana podczas E3 2019?

Społeczność





Tony Hawk's Proving Ground
Autor: Michał Bartczak   
13.11.2007.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Minął okres wakacyjnej posuchy, gdy dobre gry można zliczyć na palcach jednej ręki. Nie wiem teraz czy śmiać się czy płakać, bo kto ma tyle czasu żeby to wszystko zaliczyć. Jak to zwykle bywa w naszej branży, w przed świętami mamy do czynienia z istnym wysypem tytułów. Hucznie zapowiadane hity w końcu pojawiają się na sklepowych półkach, a firmy regularnie katujące nas swoimi seriami wypuszczają kolejne sequele. Nie inaczej mogło być z Neversoftem. Panie i panowie, przedstawiam Wam Tony Hawk’s Proving Ground.

 Po niemalże rocznym oczekiwaniu na kolejną, dziewiątą już część gry z Tonym w tytule (nie licząc THPS2X i THDJ), w końcu napadłem listonosza dzierżącego w łapach paczkę z płytką recenzowanego właśnie softu. Oczywiście zrobiłem to, co zrobiłby na moim miejscu każdy fan serii – zdarłem z gry folię, wrzuciłem płytę do Xboksa, zasłoniłem rolety, a następnie zarwałem kolejne dwie noce celem analizy i zaliczenia tak przeze mnie wyczekiwanej pozycji. Jak było? Kiepsko. Cofnijmy się trochę w czasie – po ukazaniu się American Wasteland coraz więcej graczy zaczęło dostrzegać fakt, że Neversoft odcina kupony i korzysta z licencji na nazwisko pana Jastrzębia ile wlezie. Chłopaki węsząc spadek sprzedaży stwierdzili, że tak dalej być nie może i postawili na stworzenie całkiem nowego silnika gry. Tak powstał THP8, który był swoistym przełomem w serii. Całość mi się podobała, chociaż grało się zupełnie inaczej - wprowadzono parę interesujących zmian, zrezygnowano z kilku chybionych pomysłów, przemodelowanie wyszło ogólnie na plus. Od tego czasu minął rok i co dostałem pod przykrywką „nowej rewolucyjnej” części serii?

Po pierwsze, trzy miasta połączone w jedno. Rozpocząłem grę i przetarłem oczy ze zdumienia – jak to możliwe, że grafika sprawia wrażenie gorszej niż w poprzednim produkcie? Wrzuciłem DVD z zeszłorocznym Tonym, patrzę – jest ładniej, kolorowo, różnorodnie, a miasto tam przedstawione ma klimat. Ładuje szybko nową płytkę i znowu niesmak – szaro, bez wyrazu, monotonnie. Wszędzie kłuje w oczy aliasing, który według mnie nie był tak widoczny w THP8… Co to ma być? Zacisnąłem zęby i powoli przebijałem się przez grę. Podczas kariery realizujemy jedną z trzech dostępnych ścieżek. Hardcore – zadania opierające się na ostrej, streetowej jeździe i szaleństwach w okolicznych basenach; Rigger – czyste DIY, upiększamy miejscówki przeróżnymi elementami za pomocą specjalnego menu (ale o tym poniżej); w końcu Career, czyli sesje zdjęciowe, dema dla magazynów i spotkania z Prosami. Oprócz zadań z kariery mamy oczywiście Street Challenges, takie jak przykładowo Chalk Challenges z poprzedniej części, określone miejsca w których musimy cyknąć fotkę podczas wykonywania jakiegoś tricku, wyścigi z czasem i w końcu automaty arcade, na których do wyboru mamy tryb Classic i Hawk Man. Ten ostatni to taka THPSowa wersja Pac-Mana – zbieramy różnokolorowe kulki rozłożone w określonej części miasta, jeden kolor można zebrać wyłącznie robiąc manuala, drugi wallride’ując itd. - delikatny powiew świeżości. Czasem wściekałem się na błędy, przez które zaliczenie niektórych zadań na Sick graniczyło z cudem (wykonujesz wszystko jak trzeba, a mimo to gra nie może chwycić Twojego osiągnięcia)… Brakowało mi także bezpośredniego wskoczenia w zaliczone wcześniej już zadanie - chciałem poprawić kilka, ale jak okazało się, że muszę jeździć przez cały świat do każdego z osobna, to szybko zrezygnowałem.

To tyle jeśli chodzi o zadania, teraz może o najistotniejszych zmianach. Do „Nail The Trick” doszły „Nail The Manual” i „Nail The Grab”, pierwszy aktywujemy trzymając prawy trigger podczas NTT i delikatnie wychylamy bądź przyciągamy do siebie gałkę analogową celem obrania odpowiedniego kąta padania deski na podłoże. Drugi załączamy lewym spustem podczas NTT i wychylamy odpowiednio gałki (każda gałka traktowana jest jako osobna ręka) celem chwytania deski i tłuczenia grabów bądź fingerflipów. Oprócz standardowego rozwijania statystyk do jakich przyzwyczaiła nas seria (np. przegrinduj odpowiednią odległość celem podbicia umiejętności grindowania i tym podobne), nasz skater może także za pomocą zdobywanych przy wykonywaniu zadań Skill Points , zwiększać swoje umiejętności odkrywane podczas kariery. A tych trochę jest: oprócz NTT, NTM i NTG wrzucono ciekawostki typu Aggro Kick aktywowany rytmicznym wciskaniem prawego bumpera – zawodnik mocniej odpycha się od podłoża rozkręcając konkretne prędkości - bardzo przydatne przy zadaniach w których potrzebujemy dobrego rozpędu. Skate Check – za pomocą lewego triggera możemy znokautować chodzącego nieopodal przechodnia, ale zadania z tym związane są dla mnie chybionym pomysłem. Za duża jest tutaj przypadkowość, mam do nich taką samą niechęć jak do misji, polegających na łamaniu się w poprzedniej części (dobrze, że z nich zrezygnowano). W każdej chwili gry po wciśnięciu back na padzie przenosimy się do menu, w którym wybieramy interesujący nas element i wrzucamy według własnego widzimisie na obszar mapy. To chyba najciekawsza nowość. Brakuje Ci jakiejś rampy? Potrzebujesz dostawić gdzieś rurkę w celu przedłużenia combo? To menu jest dla Ciebie. Jednocześnie można wstawić do 30 elementów, od raili przez rampy, a na zwykłych kickerach kończąc. Wśród nich znajduje się aparat, dzięki któremu da się robić zdjęcia (potem zapisujemy je sobie na dysk) - jak dla mnie mało przydatny bajer, którego mogłoby równie dobrze nie być.  Podobnie jak możliwość kręcenia krótkich ujęć i zlepiania ich w prostym edytorze video, dzięki czemu tworzymy swoje własne demo (inspiracja tytułem konkurencji?).

Wróćmy teraz do oprawy AV – mam takie małe zboczenie jakim jest przeglądanie dostępnych kawałków zanim przystąpię do gry. Osoby lubujące się w punkowych klimatach, bądź wolniejszych hip-hopowych bitach, będą jak co roku zachwycone. Ze swoich ulubionych, z uśmiechem na twarzy przesłuchiwałem Bad Brains, Beastie Boys, Sex Pistols… Łącznie na gracza czeka około 50 utworów idealnie pasujących do dynamicznego śmigania na czterech kółkach. Dźwięki towarzyszącej,  nieskrępowanej rozgrywce spełniają wymogi - nie miałem się do czego doczepić. Gorzej wygląda sprawa oprawy graficznej, która jak już wspomniałem jest wyraźnym krokiem w tył w stosunku do edycji sprzed roku. Do tego całość nadal jest zamknięta w 30 klatkach. Modele sław, które napotykamy są zrobione na tyle słabo, że wiele razy nie mogłem rozpoznać z kim mam do czynienia.

Online mnie zadowolił, gdyż mamy kilka podstawowych trybów, takich jak trick attack, combo mambo czy też graffiti. Przed rozgrywką da się ustawić do pięciu rund , z czego każda może być innym trybem gry - ot idzie stworzyć sobie mały turniej z rywalami z całego świata. Mecze rozgrywa się w określonym fragmencie świata, bądź też śmigamy bez ograniczeń po całej mapie (raczej kiepskie rozwiązanie przy mniejszej ilości graczy). Z przyjemnością muszę stwierdzić, że nie spotkałem się z lagami podczas sesji online (chociaż dysponuję dość średnim, jak na dzisiejsze standardy, łączem). Ciekawostką w meczach rankingowych jest możliwość stawiania stawki pieniężnej, dzięki czemu istnieje szansa pomnożenia naszych oszczędności z trybu kariery. Ten mały element hazardu jest potrzebny do zdobycia jednego z trzech sieciowych achievementów.

Grzechem by było nic nie napisać o Osiągnięciach, sprawa wygląda tak – większość punktów można zdobyć offline.  Achievementy dzielą się na te, które odblokują się automatycznie podczas przechodzenia story mode, zaliczania określonej grupy zadań na kolejne poziomy trudności - Amateur, Pro, Sick (te są wymagające i dają mnóstwo satysfakcji jeżeli ktoś się na nie porwie) - oraz na kilka pomniejszych achievementów, takich jak jeden za chociażby wykupienie wszystkich elementów garderoby. Multiplayerowe, jak już pisałem, są tylko trzy, a największą trudność sprawi ten za rozegranie 1000 meczy online.

Nadeszła chwila trzeźwego spojrzenia na całokształt… Zawsze kochałem serię THPS, przechodziłem każdą część po kilka razy, a obydwie jakie wyszły na Xboksa 360 próbowałem rozwalić na 100%, by łyknąć ładne calaki (z THP8 jeszcze mi się nie udało). Z tą odsłoną nie będzie mi się chciało męczyć, a to o czymś świadczy. Zaliczyłem ścieżkę fabularną, porobiłem trochę zadań i niestety gra powędrowała na półkę, a sam nie mogę na nią patrzeć. Dobre czasy Tonego powoli przemijają. Rozochocony THP8 - odsłoną, która miała pokłady niewykorzystanego potencjału - z wypiekami na twarzy czekałem na Proving Ground. Niestety oczekiwałem chyba zbyt wiele, więc ruszam pojeździć w tytule konkurencji. Fanom THPS polecam sprawdzić na własną rękę. Osoby zachwycone Skate nie mają tu chyba czego szukać. Mimo że jestem, a raczej byłem, fanem serii, nie odczuwam potrzeby powrotu do tej gry.





Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.