Seria Turok sięga roku 1997, wówczas powstała pierwsza gra „Dinosaur Hunter” na podstawie popularnego komiksu. Nie wnikając w całą historię, warto przypomnieć, że ostatnia część wyszła dobre sześć lat temu. Ktoś w końcu doszedł do wniosku, by zrobić jakiś remake albo nową odsłonę i wykorzystać znaną markę. Oto przed Wami „Turok” – krótko i na temat, bez podtytułu…
Pewien żołnierz uznał skazańców za najlepszych rekrutów. Dał im broń, wyszkolił i stworzył sobie elitarny oddział do zadań specjalnych i „mokrej roboty”, którego członkiem kiedyś był Joseph Turok. Ale to przeszłość - teraz nasz bohater został strzelcem Whiskey Company i ludzie, z którymi ma współpracować nie darzą go sympatią. Naszym zadaniem jest udać się na małą wysepkę i odnaleźć pewną personę. Tak, tego pana z początku akapitu, któremu zapragnęła się „mała armia”. Jakkolwiek wydaje się to banalne, tak powiem szczerze, że cała fabuła jest fajna i przedstawiona została w ciekawy sposób. W pewnych konkretnych „miejscach” gry widzimy zdarzenia z przeszłości. Przykładowo lecimy zamknięci w komorze i Turokowi się śni jak został „powołany”, taka mała retrospekcja. Oczywiście tajniki przygody ujawniane są stopniowo, by na koniec w filmowym, hollywoodzkim stylu rozliczyć się z naszym mentorem. Ale zapomniałem o najważniejszym, lądowanie na skrawku lądu pośrodku morza nie było wcale miękkie, ponieważ zostajemy chamsko zestrzeleni. Na pocieszenie zostaje fakt, że kilku lokatorów wyspy przyszło nas przywitać. Co prawda nie mieli chleba i soli, ale jeden przyniósł spluwy, a drugi duże, ostre zęby… Szykowała się niezła impreza. Ci pierwsi to żołnierze, którzy służą byłej grupie Josepha, Wolf Pack. Resztę stanowią dinozaury, które da się podzielić na roślinożerne, które nic nam nie robią i mięsożerne, dla których jesteśmy smakowicie wyglądającym kawałkiem mięska. Zdecydowanie mniej jest tych miłych, ale kto by tam się przejmował.
Gra hula na najpopularniejszym i chyba najpotężniejszym silniku obecnej generacji - Unreal Engine 3. Zdecydowanie najładniejsze są prehistoryczne zwierzaki. Widok biegnącego w naszą stronę, ogromnego, pełnego detali T-Rexa jest lepszy niż sceny z Jurassic Park. Również modele naszych kompanów zostały wykonane szczegółowo, spodobały mi się twarze; na pierwszy rzut oka mają mniej detali niż choćby Markus Fenix z Gears of War, ale wyglądają w moim przekonaniu jakoś ładniej. Las jest za to okropnie kanciasty, idąc z górki często zamiast łagodną ścieżką w dół schodzimy po wyżłobionych dużych schodach, co wygląda po prostu słabo i mnie osobiście przeszkadza. Twórcom nie udało się także uniknąć doczytywania tekstur. Co więcej, bodajże dwa razy zdarzyło mi się, że w scence na silniku gry wczytała się tylko połowa rzeczy i moja postać wyglądała jak bohaterowie Quake 3 Arena - dosłownie! Jeszcze bym zrozumiał jak po kilku sekundach wszystko się ładnie załaduje, ale taki widok miałem przez calutki filmik… Wracając jednak do dżungli, to pełno w niej przeróżnych krzaków, kamieni, drzew, przez które Turok (i nie tylko on) okropnie często przenika. Widok martwego dinozaura, który leży z jednej strony głazu, a jego ogon wystaje z drugiej to normalka.
Czas na gameplay, aczkolwiek tu też nie będzie dużo pochwał. Celownik lata jak chce, dlatego uprzedzam - zaraz przed rozpoczęciem gry radzę zmniejszyć w opcjach „czułość” analoga na jak najmniejszą. Dopiero wtedy jakoś w miarę przyjemnie się strzela, arsenał jest dość bogaty… Podstawowe wyposażenie to łuk i nóż, dodatkowo mamy kilka pukawek jak pistolet, shotgun, karabin pulsacyjny, snajperka i temu podobne. W całym ekwipunku i tak podstawowe bronie grają pierwsze skrzypce. Łuk ma dwa typy strzał: zwykłe i wybuchowe – pierwsze przydają się do cichej eliminacji na odległość, drugie raczej są tego całkowitym przeciwieństwem, bo wybuch jest bardzo głośny, a i nie lecą aż tak daleko. Nożem możemy zgrabnie i z gracją wykańczać dinozaury oraz ludzi.
Mapy zostały stworzone tak, byśmy mieli miejsce „do manewru” i wszędzie jest pełno bujnej trawy, co przydaje się w skradaniu. Wystarczy podejść do przeciwnika na tyle blisko, by na dole pojawiła się ikonka prawego spustu, wtedy wduszając go Turok wykonuje efektowne wykończenie. Oczywiście nie musimy się zakradać, można też rzucić się do akcji niczym Rambo - do przodu na wroga - ale nie gwarantuje to, że za każdym razem uda się dobiec do celu. Z dinozaurami jest o tyle inaczej, że zazwyczaj one przybiegają do nas, jeśli wyczujemy moment i wciśniemy trigger, to Joseph ubije maszkarę; zaś gdy nie zdążymy, to czeka nas gorące przywitanie z ziemią i smrodem z paszczy. Wtedy mamy krótkie QTE, które zostało wrzucone na zasadzie „wciskaj szybko oba spusty”, a główny bohater w tym czasie odpycha zwierzaka jedną ręką, a drugą wbija nóż z taką prędkością, z jaką my dusimy. Podobna zasada jest z otwieraniem niektórych drzwi i przy kilku walkach. Generalnie Quick Time Events są miły dodatkiem. Aczkolwiek okropnie przeszkadza jedna rzecz. W momencie finishów kamerka oddala się i przechodzi do TPP, a gdy wraca można kompletnie stracić orientację. Przy większej liczbie oponentów takie zachowywanie się kamery drażni i utrudnia rozgrywkę.
Raz na jakiś czas przyjdzie nam się zmierzyć z jakimś bossem, a to ogromny T-Rex, a to coś, co wygląda jak przerośnięty węgorz z mackami ośmiornicy – raczej nie stawiają ogromnego wyzwania, czego nie można powiedzieć o całej grze, bo generalnie jest bardzo nierówna. Nawet na najniższym poziomie trudności są momenty, na których można się zatrzymać na kilka chwil. Część winy za takie coś na pewno trzeba przypisać dziwnemu rozmieszczeniu punktów kontrolnych, co prawda w każdej chwili da się zapisać stan gry, ale odbywa się to według reguły „zapis od ostatniego checkpointu”. Jak już się czepiam to dodam, że AI ludzi w grze jest beznadziejne - niby flankują, niby coś robią, ale wszystko nieporadnie. Tak samo nasi towarzysze, strzelają nawet do roślinożernych, małych dinozaurów, które nic nam nie robią oprócz tego, że podbiegają by zobaczyć kto ich odwiedził (akurat w przypadku tych zwierzaczków sztuczna inteligencja zrobiona jest bardzo dobrze). Większe sztuki polują na mniejsze, a gdy wyczuwają zagrożenie, to alarmują resztę. Niestety w Turoku mało jest interaktywnych rzeczy – tu się po prostu strzela, od czasu do czasu wciska jak najszybciej jakiś przycisk.
Tym, co na pewno wyróżnia grę jest przelewanie litrów krwi. Szczególnie „końcowe ataki” są okropnie brutalne, momentami aż za bardzo. Przeszywający skowyt dinozaura, któremu Turok podcina gardło dla niektórych może być niesmaczny – zdecydowanie nie polecam dla młodszego rodzeństwa, nawet takiego, co już w nie jeden ostry tytuł grało.
Multiplayer to stare, sprawdzone dobrze rozwiązania. Deatmatch, Team Deatmach, Capture the Flag są chyba każdemu znane. Dodatkowo jest kilka misji Co-Op do wykonania w czterech graczy, ale ja miałem okropne problemy ze znalezieniem towarzyszy, zaś z resztą trybów idzie jak po maśle – do jakiegoś lobby dołącza nas w kilka sekund po rozpoczęciu wyszukiwania. Generalnie mapy w trybie online przemyślane są dobrze. Podczas gry są dinozaury lub przerośnięte skorpiony (które od pewnego momentu pojawiają się również w kampanii) i robią tutaj za takie „przeszkadzajki” w czasie polowania na przeciwników.
Oprawa audio nie jest tylko dodatkiem do grafiki! Ciekawe głosy postaci są przede wszystkim bardzo dobrze dobrane. Warto też odnotować, że znalazło się miejsce dla znanych aktorów. Hitman, czyli Timothy Olyphant; Ron Perlman, który często podkłada głos w grach, a jeśli chodzi o filmy, znany z Blade 2 - to tylko dwie osoby z obsady. „Odgłosy” żyjącej wyspy zostały świetnie zrobione i nie ma tu do czego się przyczepić.
Im dłużej grałem w Turoka, tym jakoś coraz bardziej przekonywałem się do tej produkcji. Głównie spodobała mi się fabuła i troszkę inna broń niż w pozostałych shooterach, czyli łuk i nóż, na który tutaj postawiono duży nacisk. Kampania dla jednego gracza jest „normalnej” długości – z moich obliczeń jakieś 11 godzin i jak na FPS’a to dobrze. Niestety drobne błędy zaniżają ocenę i w porównaniu ze świetnymi strzelankami z tamtego roku gra wypada co najwyżej średnio. Mimo to myślę, że jednak warto sprawdzić – nie często mamy takie „egzotyczne” klimaty.