|
Autor: Paweł Rzodkiewicz
|
|
03.06.2008. |
Pierwsza część Assault Heroes została dość ciepło przyjęta przez graczy. Jeżdżenie uzbrojonym po dach samochodzikiem i intuicyjne strzelanie do wszystkiego, co się rusza okazało się trafionym pomysłem. Upiększono to kilkoma smaczkami i wyszedł naprawdę porządny tytuł. Jak sprawdza się w akcji całkiem mocno promowana kontynuacja?
Mechanika gry zupełnie się nie zmieniła. Nadal siadamy za kółkiem naszego pojazdu i brniemy przez kolejne etapy niszcząc coraz większe masy wszelkiego rodzaju przeciwników. Piechota, helikoptery, czołgi czy inne różne dziwne rzeczy – z tym właśnie będziemy musieli się zmierzyć. Co jakiś czas natykamy się na bossa, z którym troszkę się namęczymy. Jesteśmy właściwie pod nieustannym ostrzałem, a zadyma na ekranie jest jeszcze większa niż w pierwszej części. Oczywiście cała rozgrywka nie kończy się na samym strzelaniu. Tym razem nasz wehikuł został wyposażony w aż cztery rodzaje broni: karabin maszynowy, ciężkie działo, miotacz ognia i zamrażacz. Ten ostatni jest nowością w stosunku do poprzedniej odsłony, ale jak dla mnie jest on zupełnie zbędny. Nie ma jakichś wspaniałych właściwości. Zostawiono również system power-up’ów. Co jakiś czas możemy znaleźć ulepszenie do któregoś z naszych działek, co zwiększa jego pole rażenia czy siłę ognia. Poza power-up’ami mamy również dodatki w postaci określonej liczby punktów, bonusowe zapasy granatów czy bomb atomowych. Na każdym z leveli mamy też podziemia, gdzie schodzimy tylko naszym żołnierzem, a pojazd zostawiamy na powierzchni. Tam zmagamy się z oponentami na pieszo, nabijamy licznik i wychodzimy. Wszystko, co opisałem znane jest dobrze z pierwszego Assault Heroes, więc co mamy nowego? Tym razem jest dodatkowo okazja posiedzieć za sterami czołgu, który bezproblemowo rozprawia się z ciężkim sprzętem, a jego pancerz jest tak twardy, że prawie w ogóle nie tracimy życia. Drugą maszynką jest helikopter, którego charakteryzuje niezwykła zwinność i szybkość. To tylko małe „upiększacze”, bo i tak zasada jest nadal tylko jedna: rozwalić każdy obiekt na ekranie.
Kampania dzieli się na strefy. W menu głównym możemy dowolnie wybierać, w którą akurat chcemy zagrać i na jakim poziomie trudności (Easy, Medium czy Hard). Do tego całą grę da się przejść z kumplem przy jednej konsoli lub za pośrednictwem naszej wspaniałej usługi internetowej. Oczywiście poza tym, że jest nam raźniej, to jeszcze o wiele prościej. Przy okazji można pozaliczać kilka Osiągnięć, które są możliwe do odblokowania tylko we dwóch.
Graficznie jest bardzo ładnie i poprawiono oprawę względem pierwszej części. Kolory troszkę wyostrzono, wybuchy i wystrzały przyjemnie zapełniają cały ekran TV. Dźwiękowo to nic specjalnego, ale też nie żaden koszmar. Niezła, przygrywająca w tle muzyczka umila rozgrywkę.
Słowami zakończenia, Assault Heroes 2 jest z pewnością pozycją wartą wydania 800 MSP. Jeśli grałeś w pierwszą część i Ci się spodobała, to dwójki nie możesz sobie odpuścić. Osoby nie mające dotąd do czynienia z tą pozycją powinno prędko nadrobić zaległości. Grę trzeba po prostu sprawdzić, przynajmniej w wersji testowej. Chłopaki z Sierra Online odwalili kawał dobrej roboty, znowu.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|
|
|