Pogoda tego lata nie rozpieszcza nas, oj nie... Za oknami szaro, smętnie, żywych kolorów brak, a przyroda jakby lekko przywiędła, nie ciesząc oczu żądnych barw, pulsującego życia natury w pełnym rozkwicie. Czemu tak przyrodniczo? Ano, wystarczy spojrzeć na wybrany screen z Bastionu – tytułu rozpoczynającego tegoroczną akcję "Lato z Arcade". Wszystko, czego brakuje nieszczęsnym "wakacjofilom", znajdziemy na ekranie telewizora. Zaprawdę, lato w tym roku nie mogło zacząć się piękniej.

Porządna historia winna rozpoczynać się od... początku. Takie są pierwsze słowa narratora tej wspaniałej gry z artystyczną duszą. Narratora, który będzie towarzyszył nam przez cały czas trwania rozgrywki. Szczerze? Moją pierwszą myślą było lekkie zdziwienie, potem obawa, czy ktoś bez przerwy nawijający w tle nie zepsuje klimatu opowieści. Uroczyście odszczekuję wszelkie wątpliwości – jest to zabieg na wskroś magiczny.
Narrator komentuje bowiem każdy krok naszego bohatera – od ważnych decyzji po zwykłe pozbawianie życia przeciwników, czy rozwalanie bogu ducha winnych skrzynek. Co więcej, komentarze różnić się będą w zależności od sposobu, w jaki zdecydujemy się postępować, co oznacza, iż za pierwszym razem na pewno nie usłyszymy wszystkiego. Sama narracja prowadzona jest w stylu, którego nie powstydziłby się najbardziej zarośnięty bohater Dzikiego Zachodu, co w oczywisty sposób kontrastuje z oprawą wizualną, przywodzącą na myśl najpiękniejsze dzieła growo-rysowane, jak o Legend of Mana na pierwsze PlayStation. Wiele razy łapałam się na tym, iż kręcę się po danym poziomie, czekając na kolejne komentarze... Magia, bez dwóch zdań.
Historia na pierwszy rzut oka jest stara jak świat i przerabiana ogromną ilość razy. Jest chłopiec (zwany zwyczajnie The Kid), jest katastrofa niszcząca świat. Co dostajemy? Chłopiec musi uratować świat. Sztampa? Zapewniam, że w fabule kryje się o wiele więcej. Naszym zadaniem będzie odrestaurowanie tytułowego Bastionu, twierdzy stworzonej w celu... no cóż, nie chciałabym zdradzać za wiele. W każdym razie Kid podejmuje się podróży po zmienionych kataklizmem lokacjach, aby odnaleźć odłamki serca Bastionu i odbudować go.
Całość podzielona jest na niewielkie poziomy, między którymi poruszamy się po mapce za pomocą tak zwanej Niebiańskiej Drogi (Skyway). Pamiętać należy, że wszystkie levele zawieszone są w powietrzu, co oznacza, iż podróżować możemy tylko w wyznaczonych granicach. Krok za daleko... i lądujemy poza mapą, a narrator otwarcie się z nami drażni, komentując odrobinę złośliwie nasze nieudolne poczynania. Ziemia buduje się niejako pod naszymi stopami, co sprawia wrażenie rozwijającego się dookoła nas świata. Wygląda to prześlicznie i zachęca do eksploracji. A znaleźć możemy nie tylko odłamki, ale i różnorakie bronie, przedmioty dopełniające wątek narracyjny, czy też pomocne mikstury, a nawet... jajo aligatora. Tak, tak, zwierzątka w Bastionie także możemy hodować.

System walki jest prosty, aczkolwiek liczba dostępnego oręża wypada dość okazale. Jednocześnie możemy mieć przy sobie dwie bronie – jedną na bliski, drugą na dalszy dystans. To oznacza, że powalczymy młotem, maczetą, dzidą, ale także łukiem, dubeltówką, czy też miotaczem ognia, a nawet moździerzem. Na wyposażeniu mamy także tarczę, która – umiejętnie użyta – stanowi potężną siłę ofensywną. Każdy z typów oręża ulepszymy za pomocą znalezionych, bądź kupionych w specjalnym punkcie materiałów, a do wyboru jest każdorazowo aż dziesięć modyfikacji, z czego włączonych można mieć pięć.
Oprócz standardowych ataków otrzymujemy również dostęp do technik specjalnych, odmiennych dla każdej broni. Mamy tu i czary ofensywne, i te nastawione na dezorientację przeciwnika, a także umiejętności leczące. Po awansie na każdy z dziesięciu dostępnych poziomów doświadczenia możemy wyposażyć Kida w jeden z toników, wzmacniających wybrany atrybut lub dający dodatkowe skille. Tych najpotężniejszych nie można używać bez końca – ogranicznikiem jest liczba dostępnych w wyposażeniu specjalnych mikstur.
Na pierwszy rzut oka Bastion powinien być grą oferującą – oprócz walki oraz genialnie opowiedzianej historii – element pasujący tam na pozór idealnie, czyli wszelkiego rodzaju zagadki. Brak takowych był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale jeszcze bardziej zaskoczona jestem, iż w ogóle mi to nie przeszkadzało. Jest coś niezwykłego w połączeniu dwóch wyżej wspomnianych kawałków tortu – na tyle niezwykłego, iż Bastion nie nudzi, nie nuży, nie męczy. I to nie tylko przy pierwszym przejściu, ale i przy kolejnych. A jeśli chcemy sobie sprawę trochę utrudnić, zawsze możemy pobawić się w zbieranie wyzwań czy też wybrać w świątyni negatywny wpływ któregoś z dostępnych bogów (wzmocnienie przeciwników w zamian za większe bonusy do doświadczenia postaci i zdobywanej ilości pieniędzy - kryształów).

Pierwsza przygoda z grą zajmie wprawnemu graczowi około 6-8 godzin. Oprócz lokacji związanych z historią odwiedzić możemy także tak zwane Proving Grounds – areny testujące nasze zdolności w posługiwaniu się różnorakim rodzajem oręża. Zadania są dość wymyślne, a do każdego z nich należy podejść nieco inaczej, co znakomicie urozmaica rozgrywkę, wzbogacając ją o nowe wyzwania (zwłaszcza iż nagrody są naprawdę warte zachodu). W samym Bastionie zyskujemy też dostęp do lokacji zwanych Who Knows Where – są to areny z kolejnymi falami przeciwników, a pomiędzy nimi narrator opowiada nam po trochu historię jednego z bohaterów. Cudo.
Jak wygląda Bastion? Gra zapiera dech w piersiach. Naprawdę, nie raz łapałam się na tym, iż zamiast iść dalej, stawałam w bezruchu podziwiając kunszt graficzny tej pozycji. Przypomina ona cudny, malowany delikatnymi akwarelami obraz, ale nie statyczny, o nie! Wszystko tutaj rusza się, rozkwita na naszych oczach, pod stopami budują się kolejne chodniki, wyrasta trawa, a w powietrzu wirują świetliki. Styl graficzny kojarzy mi się z jakąś bogato ilustrowaną książką dla najmłodszych, połączoną z bardziej dorosłym dziełem sztuki. W ruchu gra okazjonalnie potrafi przyciąć, ale nie jest to nic spędzającego sen z powiek.
Udźwiękowienie... O narratorze już wspominałam, gdyż jest to patent definiujący niejako geniusz Bastionu. Świetną robotę wykonał Logan Cunningham, dla którego prowadzenie historii w tej pozycji to pierwsze spotkanie z podkładaniem głosu w grach wideo – brawo. Muzyka jest zaczarowana, mam ogromną nadzieję na wydanie ścieżki dźwiękowej jak najszybciej, bo kawałki chwytają za gardło swoim pięknem. Dość powiedzieć, iż jedną z piosenek, nuconą przez jedyną żeńską postać w grze, nucę sobie od paru dni, nie mogąc – i nie chcąc – przestać.

Boję się nawet liczyć, ile razy w tej recenzji użyłam słowa „magia”. Boję się, bo – nazwana – potrafi czasem ulotnić się bezpowrotnie. Myślę jednak, że w przypadku Bastionu zaklęcie będzie trwało jeszcze długo. Nawet za cenę 1200 MSP uważam Bastion za godne rozpoczęcie sezonu tegorocznego "Lata z Arcade". Dajcie się porwać czarom, odbudujcie świat. Księżniczki może nie uratujecie, ale ocalicie coś dużo ważniejszego.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|