Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Bliss Island
Autor: Michał Bartczak   
12.05.2008.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Przyzwyczaiłem się już, że kwotę 800 MSP trzeba wykładać na praktycznie każdą nowość z Xbox Live Arcade - nie licząc odgrzewanych kotletów puszczanych za pół ceny. Zdziwiłem się gdy zobaczyłem Bliss Island, tytuł który wyszedł wcześniej na PC i PSP, za cenę 400 MSP. Szybko zorientowałem się dlaczego.


Kolejny twór z niskim budżetem zawitał na ekran mojego TV. Zobaczyłem, że wydawcą jest Codemasters, więc pomyślałem, iż nie może być aż tak źle. Do czasu pierwszej z mini gier – gra jest zbiorem mini gierek, które za zadanie mają bawić gracza i mobilizować do wykręcania najlepszych wyników i łapania Achievementów. Otóż Twoim zadaniem jest w niej ładowanie do paszczy potwora spadających owoców, strzelając z trąby jednego z głównych „bohaterów” (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Sam design postaci widocznych na ekranie jest na tyle odpychający, że odechciewa się grać. Ktoś najwidoczniej chciał zrobić przesłodzony tytuł dla dzieci, wyszło mu coś paskudnego i z pewnością nie kupiłbym takiej pozycji swojemu maluchowi. Koszmary nocne i skrzywiona dziecięca psychika na pewno wchodzą w koszt produktu. Kolejne mini gierki nie są wyżynami pomysłowości – przelot przez tunel unosząc się na bąkach, bądź niszczenie spadających coraz szybciej klocków, uważając przy tym żeby trafiać wyłącznie bloki jednolitego koloru, albo przeskakiwanie po ruchomych platformach celem zebrania gwiazdek. Nie oszukujmy się, ja miałem wrażenie, że gdzieś to już widziałem, a nawet jeśli nie, to całość była bez polotu i w myślach powtarzałem sobie jak mantrę „kiedy to się wreszcie skończy?!”. No i faktycznie, po jakimś czasie się skończyło – po kilku zawodach nastał czas na… następne, będące wariacją poprzednich (ot zmienili jeden-dwa elementy i proszę bardzo, możemy sztucznie wydłużyć czas gry). Gierki są niesamowicie frustrujące i czasem z powodu głupiego błędu (konsoli, nie naszego) jesteśmy zmuszeni powtarzać od początku, bądź skorzystać w końcu z kontynuacji, co jednak od razu zeruje zdobyty w pocie czoła wynik. Uważam, że jestem oazą spokoju, ciężko wyprowadzić mnie z równowagi, jednak Bliss Island był jednym z niewielu tytułów, które doprowadziły mnie do klęcia przed konsolą i niemalże rzucania padem po ścianach (w ostatniej chwili się powstrzymałem).


Na koniec, jak to mam w nawyku, podsumuję oprawę AV tego potworka. Grafika, jak już zresztą wspomniałem na początku, jest odpychająca – nie dość, że design postaci budzi we mnie mdłości, to na dodatek całość jest wykonana w pseudo 3D (2.5D – zorientowani wiedzą o co mi chodzi) i wszystko pociągnięte jest jakimś wyjątkowo obleśnym filtrem, co w połączeniu z dość dziwną paletą barw sprawia, że z czasem zapominasz o tym, że masz do czynienia z grą video. Dziwne uczucie, jak po jakichś środkach odurzających. Jedyny plus to płynna animacja, ale to oczywiste przy produkcji o tak niskim poziomie grafiki. Dźwięk pozwolę sobie przemilczeć, a przygrywająca w tle muzyka kojarzy się z letnimi wakacjami na jakiejś egzotycznej plaży. Melodyjki brzmią jak polifoniczne dzwonki w telefonie, jednak jest to chyba jedyna zaleta Bliss Island.

Na masochistów (i tylko dla nich!) czeka jak zawsze, komplet 12 Osiągnięć do nabicia. Komu nie puszczą nerwy i zrobi calaka będę się kłaniał do końca życia. Gra jest przegięciem i zdecydowanie odradzam romans z „rozkoszną wysepką”. Zaoszczędź te 400MSP na coś lepszego – szkoda nerwów i pada. A złość piękności szkodzi.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.