Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Castle Crashers
Autor: Łukasz Zdeb   
30.08.2008.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Dobra passa serwisu Xbox Live Arcade zdaje się trwać w najlepsze. Ogromna rzesza graczy ciepło przyjęła produkcje Geometry Wars: Retro Evolved 2 oraz Braid. Krótko potem na Rynku pojawił się kolejny mocny tytuł od twórców równie dobrze witanego Alien Hominid - Castle Crashers. Nie obyło się jednak bez zgrzytów.

Balowanie w zamkowej karczmie trwa w najlepsze. Ni stąd, ni zowąd z hukiem ze schodów spada umierający nadworny strażnik. My, jako dzielny rycerz, udajemy się na górę, by sprawdzić co się stało. Okazuję się, iż na zamek najechał zły czarnoksiężnik wraz ze swoimi  podwładnymi, by grabić, palić i zabijać. Ofiarą porwania padają piękne niewiasty, a także tajemniczy kryształ, z którym czarny charakter powiązał swoje plany na przyszłość. Ruszamy zatem na ratunek paniom! I na pohybel złoczyńcom, rzecz jasna.

Dialogów tu gracz nie uświadczy praktycznie żadnych, tym bardziej barwnych opowiadań lektora, adekwatnych do średniowiecznych czasów w jakich utrzymana jest produkcja. Niemniej wymowne gesty oraz króciutkie scenki mówią same za siebie. Podkreślić należy sporą dozę humoru jakim gra jest okraszona - i nie trzeba słów. Idąc w prawo - jak na klasyczną automatową nawalankę przystało - napotykamy się na szereg zabawnych sytuacji, mimowolnie reagując na nie śmiechem, co pozytywnie dostraja nas do panującego łagodnego klimatu. Wybijanie kolejnych grup przeciwników jest dość łatwe i przyjemne, dzięki sporemu ich zróżnicowaniu, ale także urozmaicaniu etapów poprzez specjalne sekwencje akcji, czy wreszcie - stawaniu w szranki z bardzo ciekawymi bossami.        

Dostępne postaci nie tyle podzielono na klasy, co odróżniono kolorem tudzież rodzajem czaru. Tak naprawdę rozwój rycerza zależy od gracza. Swoje punkty doświadczenia przeznaczy czy to na siłę, obronę, zwinność (odpowiedzialną również za łucznictwo), czy też magię. Taki uproszczony system, szerzej znany z gier RPG, sprawdza się wyśmienicie, chociaż grający raczej woli dodać sobie mocy i odrąbywać oponentom głowy, niźli razić go piorunami, bądź soplami lodu, co w konsekwencji nastawia go na monotematyczność w używalności przycisków na padzie. Przynajmniej przy pierwszym ukończeniu gry. A nie jest to takie proste i zabawne, gdy do Castle Crashers podchodzimy sami. Chwała studiu The Behemoth za to, iż swój tytuł nastawiło na rozgrywkę wieloosobową, przystosowaną dla czterech graczy na jednej konsoli oraz via Xbox Live. Nagana jednak należy się za niedopracowanie trybu online, w którym napotkamy się na szereg nieudogodnień. Pozostaje mieć nadzieję na rychłe zażegnanie problemów stosownym patchem.

Generalnie rzecz biorąc, Castle Crashers porywa dopiero w momencie, gdy przed konsolą zasiądziemy w gronie znajomych. W domu czy przez kabel, lecz tylko wówczas zabawa nabiera rumieńców. Przykładowo w momencie śmierci nasz kompan jest w stanie nas reanimować, co w przypadku gry na własną rękę kończy się rozpoczęciem poziomu od nowa. Również zdobywanie broni posiadającej różnorakie właściwości (dodającej ataku, obrony itd.) jest znacznie prostsze. Podobnie jak kolekcjonowanie zwierzątek - latających koło głowy maskotek, pomagających w odnajdywaniu skarbu, bądź unieszkodliwianiu przeciwników. Pamiętać jedynie należy, iż przedmioty podnosimy na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy". Zatem zachłanność w zbieraniu jedzenia dodającego życia jest niewskazana, gdy nasz towarzysz broni cienko przędzie z punktami HP. Dodatkową frajdę sprawiają walki o całus uratowanej księżniczki, toczone między graczami. Możliwość takich potyczek dają również areny, na których wypróbujemy nasze dopakowane postacie. Równie zabawnie staje się do konkursu na największego żarłoka, gdzie jak najszybciej musimy zjeść odpowiednią ilość owoców.

Podobnie jak poprzednią produkcję The Behemoth, Castle Crashers wyróżnia kreskówkowa forma grafiki. Użyto bardzo dobrej kreski, świetnej palety wyrazistych kolorów, a przede wszystkim zadbano o ładny design bossów oraz poziomów. Jak na arkadówkę, robi świetne wrażenie. Mimo że płaszczyzna na jakiej porusza się gracz jest niewielka, to ruchome tła iluzorycznie ją powiększają. Zadowala także różnorodność etapów - nie są to tylko zamki, jakby tytuł sugerował, lecz gracz rzucany jest to po łąkach, to jaskiniach, statku Obcych (!) czy pustyni. Do tego przygrywa bardzo miła, acz nie genialna muzyka - i z pozornego tytułu robi nam się jedna z najładniejszych dostępnych na Xbox Live Arcade pozycji.

Śliczna, zabawna, relaksująca - te trzy przymiotniki chyba najlepiej opisują Castle Crashers i nad zainwestowaniem kolejnych  punkcików Microsoftu nie trzeba się długo zastanawiać. Potrzeba wydać ich całkiem sporo z wirtualnego portfela, ale godziny świetnej zabawy w gronie przyjaciół całkowicie nam ów fakt rekompensują. Naprawdę warto.



Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.