Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Castlevania: Harmony of Despair
Autor: Michał Bartczak   
03.08.2010.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Seria Castlevania towarzyszy nam już niemal od ćwierćwiecza. Z pewnością nieco starsi gracze pamiętają odsłonę o podtytule Symphony of the Night, wskrzeszoną także za sprawą Xbox Live Arcade. Ogromny zamek, wykręceni bossowie i mnóstwo ciekawych przedmiotów do zebrania zapewniało długie godziny zabawy. Z entuzjazmem przyjąłem wieść o tworzonej od podstaw Castlevania: Harmony of Despair. Miałem nadzieję na duchowego spadkobiercę doskonałego SotN, jednak dostałem coś innego.



Zamiast jednego ogromnego zamku, grę podzielono na misje. Cel jest prosty – dojdź do bossa i zabij go. Brzmi nieskomplikowanie, jednak odnalezienie właściwej ścieżki wymaga trochę czasu. Często trzeba powędrować na drugi koniec zamku, aby przesunąć dźwignię otwierającą przejście gdzieś na początku. Do tego oczywiście dochodzi limit czasowy, więc trzeba działać szybko.

Od rozpoczęcia zabawy widać, że nowa Castlevania została stworzona z myślą o grze wieloosobowej. Współpracować może do sześciu graczy i, jakby nie patrzeć, zaliczenie całego poziomu w pojedynkę nie jest łatwe - zwłaszcza, że bossowie dysponują olbrzymią ilością zdrowia, a ich ataki potrafią urwać większość paska życia. Ponadto kolejne zamki, które odwiedzamy są skonstruowane tak, że do zdobycia wszystkich przedmiotów potrzebna jest koleżeńska pomoc.

Aby ułatwić sobie orientację w terenie i dowiedzieć się gdzie aktualnie krążą inni gracze, w każdej chwili można oddalić widok kamery. Są trzy stopnie oddalenia - pierwszy z nich to klasyczny widok skupiający się na prowadzonej postaci, kolejny oddala kamerę w taki sposób, że widać dużą część pomieszczeń dookoła miejsca, w którym obecnie się znajdujesz, ostatni pokazuje cały zamek. Oprócz tego można przesunąć sobie kamerę prawą gałką analogową, żeby zobaczyć czy warto przeciskać się przez dane pomieszczenie.

Dużą radość sprawiała mi wymiana ekwipunku. Po zebraniu odpowiednich przedmiotów moja postać była coraz silniejsza, a z czasem w growym sklepie pojawiał się nowy rynsztunek, dzięki któremu pierwsze poziomy stawały się prostsze. Momentami wędrowałem do początkowych zamków w poszukiwaniu skrzynek tylko po to, żeby sprzedać ich zawartość i kupić coś lepszego. Łowcy Osiągnięć będą mieli pole do popisu. Lista Achievementów zdradza, że wyciśnięcie calaka zajmie trochę czasu. Bez pełnej, sześcioosobowej ekipy nie będzie to możliwe.

Grafika to ładne, niestarzejące się 2D. Każdy kto grał w dwuwymiarowe Castlevanie wie czego może się spodziewać. Gra ma swój urok, czuć ducha starej szkoły. Przygrywająca w tle muzyka to także standard do jakiego przyzwyczaiło nas Konami w swojej serii. Organy plus elektryczne gitary idealnie wpasowują się w klimat.


Jedyne co może zniechęcić do grania to poziom trudności – od początku jesteśmy rzucani na głęboką wodę, do pierwszego zamku podchodziłem trzy razy zanim w końcu udało mi się go przejść. Na szczęście z czasem dosłownie wsiąknąłem w grę i przymknąłem oko na tę drobną wadę. Castlevania: Harmony of Despair z pewnościa rozwija skrzydła przy rozgrywce wieloosobowej, jeśli posiadasz zgraną ekipę to radzę brać w ciemno, masa zabawy czeka.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.