Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Crimson Alliance
Autor: Urszula Hildman   
19.09.2011.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Akcja z elementami RPG, czy RPG z elementami akcji? Wbrew pozorom to rozgraniczenie jest bardzo ważne, aby zdecydować, czy warto inwestować swój czas w niektóre tytuły dostępne obecnie na rynku. Crimson Alliance – po obrazkach z gry i skąpych trailerach – wyglądało mi raczej na opcję numer dwa, jednak ostrzegam wielbicieli statystyk, gdyż ostatecznie deweloper zdecydował się na podejście pierwsze. Czy to dobrze? Nie do końca, aczkolwiek gra, pomimo braku RPG-owej otoczki, dostarcza całkiem sporo zabawy.


Fabuła jest typowa i płaska niczym Pamela Anderson przed pierwszą operacją biustu. Mamy trzech najemników – standardowo, jak na RPG przystało, dostajemy wybór pomiędzy opancerzonym wojownikiem, magiem i sprytną zabójczynią – którzy podróżują wspólnie przez kraj zwany Byzan, z odrębnych, osobistych powodów. Okazuje się, iż ziemiom tym zagraża kult Syreny (Soul Siren), zatem nasi bohaterowie bez zbędnego gadania postanawiają oczyścić teren z odpadów. Muszę jednak przyznać, że o ile treść fabularna wypada słabo, tak same scenki są zrealizowane bardzo przyjemnie dla oka, z świetnym udźwiękowieniem, jeśli o voice-acting chodzi.


O klasach postaci słówko już padło, ale zamierzam dodać drugie, a może nawet i trzecie. Gra jest bardzo nastawiona na współpracę (maksymalnie cztery osoby, czy to kanapowo, czy przez sieć), a zróżnicowanie umiejętności bardzo pomaga w przebijaniu się przez kolejne poziomy. Wojownik posiada bardzo skuteczny blok, który – przy odpowiednio dobranej tarczy – odpycha wrogów i oszałamia ich, pozwalając magowi i zabójczyni atakować z dystansu, czarami bądź rzucanymi obficie nożami (swoją drogą, jak to jest z tymi realiami, skoro ten sam "scyzoryk" mogę wyrzucić nieskończoną ilość razy z szybkością dorównującą dźwiękowi?). W przypadku maga przydaje się też czar zamrażania, a "assassinka" może dodatkowo oszałamiać wrogów szybkim atakiem. Razem stanowią zatem drużynę może nie do nie pokonania, ale taką, z którą należy się liczyć.

Pierwsze poważne rozczarowanie walnęło mnie jak obuchem po załatwieniu początkowej porcji wrogów. Nie ma skarbów... jak to?! Ano tak to, przeciwnicy zostawiają po sobie jedynie złoto, i to raczej w skąpych ilościach. Szkoda. Bronie czy elementy uzbrojenia okazjonalnie znaleźć możemy na planszach, poukrywane za specyficznymi ścianami (do otwarcia wyłącznie przez daną klasę), a resztę kupimy w rozsianych po mapce sklepikach. W tychże nie zabrakło również opcji zakupu złotego kruszcu za pomocą punktów Microsoftu, co, wedle giganta z Redmond, daje nam możliwość przejścia "z łachmanów w jedwabie". Ach, mikrotransakcje... Drugim rozczarowaniem był brak punktów doświadczenia – postać "levelujemy" wyłącznie przed podnoszenie statystyk przy pomocy odpowiednich broni i zbroi, nie ma zatem żadnego rozwoju, podnoszenia poziomu, nic.

Same plansze zaprojektowane są całkiem sympatycznie, aczkolwiek denerwuje fakt, iż z reguły dokładnie wiadomo, którą ścieżką podążyć w celu kontynuacji poziomu, co sprawia, że wszelkie ukryte przejścia znaleźć jest dużo łatwiej niż to powinno wyglądać – z reguły wystarczy wypatrywać dróżki węższej lub zastawionej skrzynkami. Sekrety? Na każdej planszy mamy ich około 8-10 i jest to... tak, zgadliście, złoto. Całej grze powinna zresztą towarzyszyć słynna pieśń krasnoludów "złoto, złoto, złoto"; aż dziwne, że żadnego krasnoluda tutaj nie ma. Znajdujemy również przedmioty przydatne w walce – stacjonarne działka do rozstawienia w wybranym miejscu, przynętę w postaci wielkiego steku, czy też siekierki do rzucania w adwersarzy.

Walka wypada nawet smacznie, zwłaszcza przy współpracy co najmniej trzech przytomnych osób, które potrafią się ze sobą dogadać i komunikować odpowiednio. Wrogowie są dość zróżnicowani, także nie należy rzucać się na nich na ślepo, ale wyciągnąć najpierw bardziej mobilne pionki, by następnie zająć się łucznikami, czarnoksiężnikami i tym podobnym tatałajstwem. Koniec planszy to często starcie z falami przeciwników nasyłanymi na nas przez bossa, a czasami – z większym "złym". Jednak wisienką na torcie jest tutaj nie sama eliminacja, ale utrzymanie wysokiego mnożnika punktowego, co znakomicie podwyższa ostateczny wynik punktowy, wpływając też na ilość zdobytego kruszcu. Złote medale nie zawsze prosto jest zdobyć – należy grać na najwyższym poziomie, nie dając się trafić, co zwłaszcza w wyzwaniach dodatkowych bywa problematyczne.


Grafika pieści oko... no dobrze, przesadzam, ale gra wygląda wyjątkowo porządnie, zwłaszcza jak na standardy z Xbox Live Arcade. Ładnie wykonane są wszelkie postacie, szczegółami ociekają elementy otoczenia, a gra światła to bonus wyjątkowo estetyczny. Szkoda, że gra potrafi przyciąć, aczkolwiek najgorszy spadek animacji występuje chyba na samym początku pierwszego poziomu, gdy walą się mury za nami. Nie ma to jak zareklamować własną grę... potem jest dużo lepiej. Muzyka za to nie zapada w pamięć, oferując jakieś generyczne brzdąkanie.

Crimson Alliance na pewno nie jest pozycją złą – wręcz przeciwnie, w kooperacji wypada bardzo miodnie, mimo braku tego, z czego słyną RPG, czyli zdobywania doświadczenia, rozwijania umiejętności i zbierania przedmiotów zostawianych przez wrogów. Mogło być lepiej, jasne, ale warto grę sprawdzić. Przy kupnie polecam się poważnie zastanowić nad wyborem opcji, gdyż zastosowano tutaj dość nowatorskie podejście – sama gra jest za darmo, ale płacimy za postacie. 800 MSP za jedną, 1200 MSP za pakiet trzech bohaterów. Jeśli macie sprawdzonych kompanów, spróbujcie dać szansę Crimson Alliance – niby nic specjalnego, ale gra się przyjemnie.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.