|
DeathSpank: Thongs of Virtue |
|
Autor: Jakub Wojajczyk
|
|
10.10.2010. |
DeathSpank to jedna z najlepszych gier jakie ukazały się ostatnio na Xbox Live Arcade. Zupełnie nieznany mi tytuł okazał się wielkim pozytywnym zaskoczeniem. Pierwsza część pokazała, że produkcje z cyfrowej dystrybucji wcale nie muszą być monotonne, ubogie czy zwyczajnie słabe. Teraz przyszedł czas na sequel (swoją drogą wydany stosunkowo szybko względem premiery poprzednika). Czy DeathSpank: Thongs of Virtue dorównuje pierwowzorowi? A może jest tylko marnym ‘skokiem na kasę’ i mógł spokojnie zostać wydany jako całość?
Jak zapewne pamiętacie, nasze pierwsze spotkanie z nierozgarniętym protagonistą w przyciasnych gatkach zakończyło się w dość niezwykły sposób. Mniej więcej w tym momencie rozpoczynamy Thongs of Virtue. Po ucieczce z więzienia, stanowiącej formę samouczka, zostajemy postawieni przed zatrważającym faktem - otóż majciochy, które jakże wdzięcznie dzierży nasz bohater, to tak naprawdę źródło ogromnej mocy. Do tego są bliźniaczo podobne do pięciu innych magicznych sztuk tego elementu bielizny. Reprezentując największe ludzkie cnoty (ang. virtues), owe majtki (wraz z właścicielami) tworzyły Zakon Gaci, mający na celu sprawować pieczę nad prawością i moralnością. Ludzie jak to ludzie, swoją chciwością doprowadzili jednak do tego, że wspomniane moce obróciły się przeciwko nam. Jedynym remedium okazuje się być zniszczenie wszystkich Gaci Cnoty. Jak nietrudno się domyślić, to zadanie przypada graczowi.
W czasie naszej przygody nie będziemy mogli narzekać na nudę. W miarę postępów w grze przyjdzie nam odwiedzić takie lokacje jak Biegun Północny, kosmos czy zaliczyć wyprawę statkiem pirackim. Zabawę urozmaicono także o bardziej rozbudowany niż w części pierwszej arsenał. Teraz, oprócz heroicznych toporów i mieczy, do naszych rąk trafia także broń palna z kwiatkami jak chociażby bazooka czy niezawodne granaty. Będziemy mieli do czynienia również z nowymi rodzajami przeciwników. Sam system rozgrywki pozostał niezmieniony. Dalej naszym zadaniem jest wykonywanie kolejnych questów nagradzanych punktami doświadczenia, które z kolei umożliwiają zdobywanie coraz to wyższych poziomów. Pierwsza część przyzwyczaiła nas do genialnego humoru i głupkowatych linii dialogowych, obfitujących w pseudo-heroiczne teksty DeathSpanka. W Thongs of Virtue nic się w tej kwestii nie zmieniło i każdy, kto choć trochę zna język angielski na pewno niejednokrotnie szczerze zaśmieje się przed ekranem podczas gry.
Zastanawiając się nad zakupem nowego DeathSpanka musimy zadać sobie pytanie w jakiej formie chcemy kupować gry. Obie części wspomnianego tytułu ewidentnie powstawały jednocześnie, a co za tym idzie ludzie z Electronic Arts postanowili wydać grę podzieloną na rozdziały, za którą musimy płacić jak za dwie odrębne pozycje. Co prawda obie części są świetne, jednak patrząc na wspomniany proceder nie można oprzeć się wrażeniu, że ktoś, delikatnie mówiąc, chce nas zrobić w konia (bo przecież można by wydać wszystko od razu, nawet w wersji pudełkowej). Tak czy inaczej fanom pierwszej odsłony serdecznie polecam Thongs of Virtue.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
|
|
|