Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Fatal Fury Special
Autor: Jakub Kozioł   
16.09.2007.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami nie było jeszcze grafiki trójwymiarowej. Szczyt możliwości stanowiło 2D, a jeśli chodzi o gatunki gier, to z ogromną przewagą pierwsze miejsce zajmowały bijatyki. W pewnym momencie o pozycję lidera walczyła firma SNK. W 1990 roku w Kraju Kwitnącej Wiśni pojawiła się konsola owej firmy – Neo Geo, a w 1991 świetna bijatyka Fatal Fury (ciekawostka: jest to najstarsza bijatyka, jaką SNK zrobiło), która w Japonii nosiła tytuł Garou Densetsu: Shukumei no Tatakai. Dodam tylko, że wszystkich części serii jest aż 11! Ale wracając do sedna sprawy: dwa lata później, bo w roku 93 ukazała się trzecia odsłona o podtytule Special i nią, a dokładniej jej konwersją się zajmiemy – Fatal Fury Special wraca po 14 latach, tym razem na Xbox Live Arcade!


 Główną zmianą gry jest... Nie ma zmian! Jest to zwykła konwersja. Oczywiście jest możliwość gry przez sieć, ale nie zaliczyłbym tego do nowinek, nazwałbym to raczej „przystosowaniem do danej konsoli”. Graficznie też nic nie poprawiono (a przynajmniej nie widać tego). Gra nie wykorzystuje możliwości HD, co pokazują paski po bokach, a sama gra to zwykłe 4:3. Menu jest fajne i przejrzyste, a w tle mnóstwo znaczków z napisem Neo Geo. Jeśli chodzi o tryby, to jest jeden single i jeden multi. Oczywiście za pośrednictwem Xbox Live możemy zmierzyć się ze znajomym, zaś dla kogoś kto gra offline przewidziano klasyczny arcade mode, w którym walczymy wybranym bohaterem z każdym przeciwnikiem. Mamy trzy kredyty, więc gdy przegramy całą walkę, zostaje nam jeszcze kilka prób.

Postaci do wyboru trochę jest, więc narzekać nie można. Fanom serii, a nawet tym, co grali w ten tytuł dawno temu u kolegi, na pewno przypomina się Terry Bogard, Big Bear, Duck King, Andy Bogard  i cała reszta. Łącznie na starcie mamy do wyboru 15 fighterów, a jeszcze jeden czeka na odblokowanie. Na dodatek miejsc, gdzie można walczyć jest tyle, ilu bohaterów. Pojawia się wodospad w Japonii, gdzie walczymy na tratwie, albo Włochy, gdzie potyczka toczy się na ogromnej gondoli, pędzący pociąg, góry, czy nawet dyskoteka! Swoją drogą w tej ostatniej lokacji na samym początku są okropnie jaskrawe, migające światła – gdy zobaczyłem to pierwszy raz jakoś tak dziwnie mrużyłem oczy.

Sam gameplay to 100% oldschool i nic więcej. Normalnie „powtórkę z rozrywki” zaliczyłbym na minus, ale w tej grze oto właśnie chodzi! Bijatyki 2D to niesamowicie grywalne tytuły, a jeszcze do tego dochodzi ta stara grafika, proste dźwięki w tle, gościu zapowiadający walkę niczym na ringu bokserskim, to wszystko tworzy genialny klimat. Gra nie wykorzystuje wszystkich przycisków na padzie. Łapki trzymamy tylko na A, B, X i Y. Jak łatwo się domyślić jest to „kick & punch” w słabej i mocnej odmianie. Oczywiście jesteśmy tu ograniczeni kierunkami w lewo i prawo, krzyżak w dół to kucanie, a w górę skok (analoga do „kierowania” też można używać, ale sprawdza się gorzej), aczkolwiek w tych dwóch ostatnich przypadkach nie jest to takie „sztywne”, ponieważ w Fatal Fury zastosowano coś w stylu gry na dwóch planach. Mianowicie możemy po prostu skoczyć zamiast w bok to do przodu i tym samym, nasz wojownik „oddala” się od nas. Cały patent sprowadza się tylko do dwóch planów: tego głównego i troszkę dalszego, ale często się przydaje przykładowo gdy uciekamy przed ciosami. Oczywiście są  też ataki specjalne, combosy itp. Tak jak kiedyś wszystkie wykonuje się poprzez wciskanie w odpowiedniej kolejności, konkretnych przycisków. Na dodatek w grze jest kilka smaczków, które przypadną do gustu starym wyjadaczom, bo młodziutcy w dobie PS3, X360, Wii, a nawet starszego PS2 i Xboxa tego raczej nie doświadczyli. Mam tu na myśli choćby migający napis „Push Start” nad naszym przeciwnikiem, który od razu przypomniał mi automaty, gdzie pożyczało się od kumpla drobniaki żeby dołączyć do niego. Zdziwił mnie poziom trudności. W sumie do wyboru jest więcej niż trzy, a ja jako człowiek z kilkuletnim stażem jeśli chodzi o bijatyki pomyślałem, że jakimś tam begginerem zajmować się nie będę, czego potem żałowałem. Może to być spowodowane faktem, że od tego typu tytułów sporą przerwę miałem, ale Fatal Fury Special oznacza naprawdę wysoki poziom trudności. Najłatwiejszy jeszcze jakoś idzie, ale później już jest ciężko - szczególnie, że przeciwnik często nie pozwala nawet ruszyć się po powstaniu z ziemi.

Achievementów w sumie jest 12 i wydają się dość łatwe do zdobycia. Wystarczy na przykład wygrać tryb arcade, a jedno osiągnięcie już jest nasze. Pięć achievów wymaga zabawy przez Xbox Live. Są też takie trochę bardziej wymagające, jak przejście trybu arcade bez żadnej porażki i kontynuacji gry. Generalnie achievement hunterom nie sprawi to trudności, zaś zwykłym graczom jakieś wyzwanie postawi, aczkolwiek zaznaczam, że doszukałem się tylko dwóch osiągnięć, które „przychodzą” same.

Gra kosztuje 400 MP, co jakąś wygórowaną ceną nie jest. Bijatyki szybko się nie nudzą, klimat zachowany, poziom trudności też odpowiedni – czego chcieć więcej? Na dodatek pograć można przeciwko znajomym (w praktyce, tylko jeden da radę stanąć naprzeciw nas), a to dodatkowo wydłuża żywotność tego tytułu. Jeśli mam się czegoś czepiać, to tylko tego, że nie pokuszono się o coś nowego, jak choćby grafika i dostosowanie tytułu do standardu High Definition – jest to dobrze zrobiona konwersja, nic więcej... Ale dla mnie to plus.




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.