Historia Geometry Wars jest niezwykle ciekawa. Wszystko zaczęło się od niepozornej mini-gry, którą można było uruchomić w garażu Project Gotham Racing 2. Skromna produkcja znalazła sporo fanów i Bizarre Creations zdecydowało się ich uszczęśliwić wydając rozbudowaną wersję, jako jedną z pierwszych pozycji dla Xbox Live Arcade. Wtedy lawina ruszyła na dobre i seria poszła własnymi torami. Ponad dwa lata później otrzymujemy kontynuację, wciągającą niczym ruchome piaski każdego fana zręcznościowego strzelania.
Zmiany nie są jedynie kosmetyczne. Nadal naszym zadaniem jest masowa eksterminacja oponentów o przeróżnych dziwnych kształtach i zachowaniach, ale twórcy postanowili zmodyfikować kilka mechanizmów rozgrywki. Dorzucili „geoms” – lewitujące przez krótką chwilę na arenie obiekty, które zostawiają po sobie zestrzeleni przeciwnicy. To one odpowiadają w Retro Evolved 2 za podbijanie mnożnika punktów. Przypomnijmy, że w poprzedniej części wszystko zależało od tego, jak długo udało się utrzymać ciąg zabójstw z rzędu. Tym razem po ewentualnym zgonie łańcuch się nie urywa. Nie ma już także limitu 10x, dzięki czemu osiąganie astronomicznych liczb zostało uproszczone. Nie oznacza to jednak, że gra stała się łatwa. Kolejną nowością jest tylko jeden rodzaj uzbrojenia. Cały czas mamy do dyspozycji taką samą amunicję i nie zmienia się ona wraz ze zdobywaniem kolejnych setek tysięcy punktów.
Kontynuację odróżnia jeszcze znacznie powiększona gama trybów, bo nie ma już tylko walki do wyczerpania żyć albo znudzenia. Dostaliśmy kilka wariacji i świeżych pomysłów. Dodano przykładowo zabawę „Deadline”, z trzyminutowym limitem czasu. Należy się w niej skoncentrować głównie na zwiększaniu mnożnika. Za to w „King” strzelać można tylko w specjalnych kulistych strefach. Po wleceniu w taki okrąg jesteśmy nietykalni, bo przeciwnicy zatrzymują się na obwodzie. By nie było zbyt prosto, koło po chwili się zamyka i musimy dotrzeć do następnego, jeśli chcemy mieć możliwość korzystania z broni. Nie oczyścisz sobie odpowiednio drogi i koniec przygody. Całkiem przyjemna rozrywka dla oczekujących czegoś innego. Przepychanie się pomiędzy przeciwnikami wymaga do tego sporo zręczności.
Osoby, które miały do czynienia z pierwszym Geometry Wars z Xbox Live Arcade powinny kojarzyć Osiągnięcie za przetrwanie sześćdziesięciu sekund bez wystrzelenia pocisku. Bizarre poszło krok dalej i stworzyło rozgrywkę „Pacifism”. Nasz karabin jest całkowicie wyłączony, a przed napierającymi hordami niebieskich figur da się bronić przelatując przez specjalne bramki. Ich wybuch strąca kilku oponentów znajdujących się najbliżej nas. Trzeba jednak uważać, bo pomarańczowe krawędzie są szkodliwe. Na początku ciężko się przyzwyczaić, ale po chwili bez większych problemów robimy widowiskowe slalomy i ucieczki. W „Waves” wrogie jednostki atakują przesuwając się grupowo w poziomie lub pionie. Za to „Sequence” składa się z 20 poziomów. Po strąceniu wszystkich przewidzianych oponentów lub zginięciu przeniesieni zostajemy do następnego. Przejście całości wymaga wytrwałości i sporych umiejętności. Coś w sam raz dla wymiataczy i graczy lubiących prawdziwe wyzwania.
Geometry Wars: Retro Evolved 2 oferuje również tryb multiplayer. Niestety nie przez Xbox Live. Maksymalnie cztery osoby mogą na jednej konsoli walczyć wspólnie lub przeciwko sobie. W pierwszym przypadku słowo „chaos” chyba najlepiej oddaje to, co się dzieje na ekranie. Ciężko nadążyć za akcją i wypatrzeć coś w nakładających się na siebie dziesiątkach wybuchów. Jednak nie jest to żadną wadą. W drugim zawodnicy rywalizują na punkty, próbując przeszkadzać sobie wzajemnie przy użyciu różnych wspomagaczy, jak zamrożenie przeciwnika i temu podobne. Szkoda, że nie udało się wrzucić rozgrywki przez sieć - stanowi to największą skazę na świetnym produkcie, jakim bez wątpienia jest nowe Geometry Wars.
Oprawa graficzna nie przeszła jakiejś wielkiej metamorfozy. Poprawiono nieco kolorystykę, a wybuchy są bardziej efektowne. Poza tym nie widać ogromnych różnic względem oryginału, ale na pewno jest ładniej. W czasie strącania przeciwników towarzyszą nam dość dobrze dobrane kawałki muzyczne, odpowiednio pasujące do wydarzeń na arenie. Melodia zależy też od trybu, który uruchomiliśmy.
Na wyróżnienie zasługują Osiągnięcia. Bizarre nie poszło po linii najmniejszego oporu i nie postawiło na samo żyłowanie wyników czy jakieś nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika rzeczy. W pierwszej odsłonie wiele osób kończyło przygodę z wynikiem 30 GS lub czymś w okolicach. Tutaj jest inaczej, bo zrobiono z Osiągnięć swego rodzaju mini-gry. Tylko kilka powiązano ze zwykłym graniem, do pozostałych trzeba podejść osobno. Dzięki temu z tym tytułem spędzamy sporo dodatkowych godzin, patrząc na konkretne tryby z nieco innej perspektywy i nie nudzimy się zbyt szybko. Zdobycie wszystkich nagród stanowi mocne wyzwanie, bo wymaga nauczenia się dokładnie 20 poziomów z „Sequence”.
Gra, podobnie jak w 2005 roku, wdarła się przebojem i obecnie stanowi jeden z najsmakowitszych kąsków spośród bogatej biblioteki Xbox Live Arcade. Niby prosty schemat rozgrywki, sterowanie ograniczone do dwóch gałek analogowych i niezbyt rozbudowana oprawa graficzna, ale mimo wszystko drzemie w Geometry Wars: Retro Evolved 2 olbrzymi potencjał, który wciąga od pierwszej chwili. Jeśli nie miałeś do tej pory okazji sprawdzić pierwowzoru, to nie wahaj się i zainwestuj od razu w najnowszą odsłonę. Bizarre udało się usprawnić swoje małe dzieło praktycznie pod każdym względem. Pozostaje żałować tylko tego, że zabrakło trybu sieciowego. Jednak twórcy zachęcili do rywalizacji ze znajomymi poprzez umieszczenie cały czas na widoku list rankingowych z osiągniętymi rezultatami. Mobilizuje to do poprawiania wyników. Z pewnością warto mieć taką perełkę w swojej kolekcji, wystarczy 800 MSP.