Ankieta

Od E3 2012 oczekujesz najbardziej:






Wideo:
Loading...


Czytaj o:
PlayStation 3

Hard Corps: Uprising
Autor: Urszula Hildman   
23.03.2011.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik      Galeria     Lista Osiągnięć     Wywiad XCN

Gracz czy nie gracz, o serii Contra słyszał chyba każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z jakąkolwiek formą elektronicznej rozgrywki. Wiadomo, że nic nie przebije oryginału, ale Konami chciało choć trochę zbliżyć się do ideału serwując nam Hard Corps: Uprising. Następca fabularny Contra: Hard Corps wydanej na SEGĘ Genesis – jak prezentuje się pozycja wyczekiwana przez wielu?


Rok 2613. Wcielamy się w skórę jednej z dwójki podstawowych postaci – Bahamut to były żołnierz Commonwealth, który zwrócił się przeciwko swoim dowódcom. Krystal dołącza się do niego po tym, jak doświadcza ataku na swoją rodzinną wioskę. Razem, jako przedstawiciele ruchu oporu przeciwko sile rządzącego imperium, stawiają czoła całej armii wroga, eliminując na swej drodze wszelkie wrogie jednostki. Postaci nieznacznie różnią się parametrami, a jeśli żądni jesteście większego zróżnicowania, na Marketplace czekają dwie kolejne w formie DLC.

Ekran powitalny prezentuje dwa tryby do wyboru: Arcade i Rising. Pierwszy to automatowy klasyk pełną gębą. Dostajemy ograniczone życia, niewielką z początku liczbę kontynuacji oraz niewybaczający potknięć system punktów zapisu – często zdarza się, iż śmierć przy walce z końcowym bossem pośle nas wstecz, przykładowo w środek poziomu, gdzie od nowa przyjdzie nam użerać się z niezliczonymi zastępami wrogich żołnierzy, robotów i innego tatałajstwa. Można tu dojść do wniosku, że umieranie to najprostsza rzecz na świecie, bo w morzu kulek, pocisków energetycznych, szarżujących mechanicznych pajączków trafią się też zabijający jednym strzałem snajperzy czy krwiożercze krokodyle. Niebezpieczeństwo czyha zewsząd, a jeśli stracimy wszystkie kontynuacje, nie ma bata – zaczynamy od poziomu numer jeden.

Tym sfrustrowanym nieprzyjaznym poziomem trudności polecam zatem drugi z trybów, o znaczącej nazwie Rising. Co wzrasta? Na szczęście nie poziom wkurzenia, ale umiejętności wybranej przez nas postaci. Za punkty zdobyte podczas przechodzenia kolejnych lokacji możemy wykupić między innymi dodatkowe życia, przedłużyć pasek energii, dorobić się podwójnego skoku czy też sprawić, że każdy level rozpoczniemy z wybraną wcześniej bronią. Dodatkowo każdy power-up można wzmocnić, a rozwałka za pomocą silniejszych wersji jest naprawdę konkretna. Dodajmy do tego bajery w stylu szybszego strzelania czy pełnej automatyzacji wypluwania pocisków, a okaże się, że z Bahamuta lub Krystal uczynić da się terminatora, a zaliczanie miejscówek stanie się bardzo przyjemne.

Pamiętać jednak należy, że nawet w tym trybie Hard Corps: Uprising nie pozwoli nam odetchnąć ani na chwilę. Bardzo podoba mi się fakt, iż gra nie dopuszcza do uczucia nudy, a kolejne sekwencje są płynnie ze sobą połączone, mimo iż tak naprawdę ciągle idziemy w prawo (no dobrze – w jednej z lokacji w lewo). Ze strzelania do płotek przechodzimy do walki z bossem, następnie czeka nas na przykład ucieczka na motorze, widowiskowy skok ponad przepaścią... i wiele innych. Jest scena pościgu na autostradzie, zdarzy nam się kogoś eskortować, a nawet pobawić się w skradanie. Całość podsumować można jednym słowem – szaleństwo, na szczęście zróżnicowane i kontrolowane.

Graficznie mamy do czynienia z czymś na miarę rysunkowej wersji Contry. Zresztą nie ma się co dziwić, bo Hard Corps wyszło spod ręki twórców takich tytułów jak Blaz Blue i Guilty Gear. Genialnie wyglądają zwłaszcza świetnie animowane postaci, łącznie z takimi elementami jak powiewająca na wietrze peleryna Bahamuta. Dużo dzieje się też w tle – pojawiają się niektórzy bossowie, czyhający na nas pod koniec poziomu; mamy wybuchy, efektowne błyski oraz mnóstwo żywych kolorów. Dźwięk idealnie wpasowuje się w klimat, bo cóż lepszego zagrzewać nas może do szybkiej rozgrywki niż rockowo-metalowe brzdąkanie?


Hard Corps: Uprising to pozycja ze wszech miar udana, zasługująca na solidną pochwałę zwłaszcza ze względu na genialnie zaprojektowany tryb Rising. Owszem, i tutaj zdarza nam się zginąć w głupi, nie do końca sprawiedliwy sposób, ale nie boli to aż tak, bo zdobyte punkty przeznaczymy na dalszy rozwój naszej postaci. Dodatkowo można powtarzać poszczególne poziomy bez konieczności rozpoczynania za każdym razem od pierwszego – świetnie. Gra idealnie sprawdza się również w opcji współpracy z drugim amatorem strzelania, zarówno w sieci jak i w systemie kanapowym (jednak ta ostatnia opcja równać się będzie brakowi osiągnięć dla towarzysza z drugim padem).




Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.