Microsoft od paru dobrych lat mało obfite w premiery growe lato próbuje - raz lepiej, raz gorzej - ożywić akcją „Summer of Arcade” oraz premierami niszowych gier. Tegoroczne wakacje z xboksową dystrybucją wyglądają jednak nieco inaczej niż poprzednie, a to głównie ze względu na Kinecta. Oprócz dawki tradycyjnych arkadówek dostaliśmy także nowe mini-gry wykorzystujące konsolowy sensor ruchu. Obok Fruit Ninja Kinect i kilku nowych aplikacji Fun Labs, do wirtualnej biblioteki gier obsługiwanych przez Kinecta dołącza także Hole in the Wall.
Gra wzorowana jest na prawdziwym teleturnieju (emitowanym zresztą także w Polsce), który swoje korzenie ma, a jakże, w Japonii. Jego zasady są proste: zawodnik ma za zadanie stanąć przed tytułową ścianą i ułożyć swoje ciało tak, aby zmieścić się w wyciętej w kawałku styropianu dziurze. Pozornie brzmi to łatwo, jednak często wspomniane otwory mają dość skomplikowany kształt, przez co w większości przypadków finał zabawy to lądowanie w wypełnionym wodą basenie, do którego ściana wpycha mniej wygimnastykowanych uczestników. W skrócie chodzi więc o to, aby przyjąć najbardziej zwariowaną pozycję, bo inaczej czeka nas zimna kąpiel.
Wirtualna adaptacja opisywanego teleturnieju oferuje nam tryby rozgrywki w oszałamiającej wręcz liczbie dwóch. Możliwości są następujące: bawimy się w opcji Show lub Survival. Pierwsza z nich zabiera nas w wycieczkę po kilku znanych państwach świata, gdzie przyjdzie nam zagrać trzy rundy po kilka ścian i polegającym na tym samym finał. Survival zaś to, jak sama nazwa wskazuje, pokonywanie kolejnych płacht styropianu dopóki nie powinie nam się noga. Więcej trybów nie uświadczymy. No, chyba że granie w wyżej wymienione we dwie osoby można liczyć jako zupełnie nowe funkcje.
Sam gameplay opiera się na przebraniu naszego avatara w obciachowy, błyszczący kostium i oczywiście stanięciu przed ścianą. Co dziwne, kiedy dochodzi już do właściwego wyginania ciała nasz avatar gdzieś znika, a ciało reprezentuje zmieniająca kolor dwuwymiarowa sylwetka. Jej czerwona barwa oznacza, że jesteśmy nieodpowiednio ustawieni. Gdy tylko kolor zaczyna przypominać zieleń, wokół ściany pojawia się pasek, który ładujemy stojąc we właściwej pozycji. Maksymalnie jego naładowanie jest równoznaczne z zaliczeniem rundy. Warto jeszcze dodać, że im szybciej odpowiednio się ustawimy i im bardziej zielona będzie nasza postać, tym więcej otrzymamy punktów. Każdy wynik natomiast można porównać z resztą świata w zakładce Leaderboards.
Ze względu na znikomą interaktywność grafiki nie można przyczepić się do współpracy gry z sensorem Microsoftu. Jednak frustrację gracza może wzbudzać inna rzecz. Charakterystyka Hole in the Wall wymaga dużej przestrzeni, głównie w wymiarze poziomym. Sądzę, że pokój przeciętnego polskiego gracza (vide mój) nie jest niestety w stanie sprostać takim oczekiwaniom. W żadnej innej grze na Kinecta nie potrzebowałem tyle miejsca po bokach, więc bardziej skomplikowane figury kończyły się tym, że sensor mnie po prostu nie widział (gdyż coś np. mnie zasłaniało).
O dźwięku i grafice nie ma się zbytnio co wypowiadać, gdyż oba te elementy w Hole in the Wall są zdecydowanie drugorzędne. Grafika to poziom aplikacji z Fun Labs. Udźwiękowienie natomiast brzmi jak w prawdziwym teleturnieju, jednak ogranicza się ono zaledwie do kilku sygnałów i narracji prowadzącego.
Pytanie jest proste: czy wydałbym na tę grę aż osiemset Microsoft Points? Zdecydowanie nie. W grze obecna jest jakaś tam cząstka zabawy, jednak nie aż tak wyraźna, aby za nią tyle płacić lub płacić w ogóle. Hole in the Wall to bardzo prymitywna mini-gierka, która powinna być co najwyżej dodawana za darmo do każdego Kinecta.

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.