Wyszukiwarka
Reklama
Panel użytkownika
Ankieta
Czy planujesz w tym roku kupić Xbox One „Project Scorpio”?

Społeczność





Blackwood Crossing
Autor: Piotr Skubel   
18.04.2017.


                                                               Recenzja     Zapowiedź     Poradnik     Galeria      Lista Osiągnięć     Wywiad

Sezon na indyki uważam za otwarty! Blackwood Crossing jest bowiem jedną z pierwszych tegorocznych gier niezależnych prawdziwie godnych uwagi. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać po spojrzeniu na materiały prasowe. Wątpliwości rodziło jednak niewielkie doświadczenie deweloperów w obrębie tego gatunku, a także obecność nagminnie wykorzystywanego silnika Unity – do najpotężniejszych on nie należy. Poniżej recenzja tytułu, którego akcja toczy się głównie w pociągu. Pisana w szynobusie, dla lepszego wczucia się w tematykę.

 Recenzja Blackwood Crossing

Niewielkie brytyjskie studio chciało stworzyć coś wyjątkowego. Niemalże baśniowy klimacik wylewa się z ekranu, a zakończenie tej niezwykle krótkiej przygody jest świetne i zarazem dość przygnębiające. Mogłoby się wydawać, że to typowa produkcja dla młodszych odbiorców, ale to nie do końca prawda. Głębi tu zaskakująco dużo, a treści infantylne w idealnych proporcjach pomieszano z dojrzałą narracją.

Sama rozgrywka to praktycznie nieprzerwany ciąg na ogół spokojnych sekwencji. Użyte rozwiązania rzadko kiedy się powtarzają, więc mimo niewielkiej liczby zagadek zabawa jest interesująca. Czasem trzeba zebrać jakiś przedmiot i użyć go w odpowiedni sposób, innym razem połączymy wypowiedzi napotkanych osób w dziwnych maskach. Miejsce akcji też ma znaczenie, więc jak ktoś nigdy nie jechał pociągiem (są tacy?), to może przy okazji dowie się kilku ciekawych rzeczy.

Nie chcę natomiast zbytnio zdradzać fabuły, a wytłumaczenie o co tu tak naprawdę chodzi mogłoby do tego doprowadzić. W skrócie, wcielamy się w dziewczynę o imieniu Scarlett, a podczas opowieści przewijają się dodatkowo osoby z jej najbliższego otoczenia. W tym wspomniane wcześniej tajemnicze postacie. Niektóre maski jak żywo kojarzą się z Hotline Miami, choć jestem pewien, że nie stąd wzięła się inspiracja twórców. Inne skojarzenie związane z elementami oprawy to choćby Life is Strange. Nawet jeżeli to tylko moje dziwne porównania, to i tak stylistyka gry jest mocno nietypowa.

Ciężko też przyporządkować tytuł do konkretnego gatunku. Najbliżej mu do symulatora chodzenia z elementami prostej trójwymiarowej przygodówki. Po drodze natkniemy się jeszcze na dwa rodzaje znajdziek oraz sporo ukrytych obiektów, po których znalezieniu (choć szukać długo nie trzeba...) bohaterka uraczy nas ciekawym komentarzem. To by było na tyle, jeżeli chodzi o zawartość. Mało, a gra wcale taka tania nie jest.

We wstępie wspomniałem o nieprzesadnie lubianym przeze mnie silniku graficznym. Ogólnie jest ładnie, szczególnie gdy na pierwszy plan wychodzi przyroda. Widzieliśmy już jednak indyki śmigające na dużo bardziej zaawansowanych narzędziach. Takie Everybody's Gone to the Rapture to zupełnie inna liga zarówno pod względem jakości grafiki, jak i wielkości przemierzanych lokacji. Oprawa dźwiękowa też niczym się nie wyróżnia, a magia unosząca się nad produkcją trochę na tym cierpi. Na koniec warto zaznaczyć dość ślamazarne tempo zabawy i bardzo nieprecyzyjny interfejs – często musimy się ustawić w jedynym właściwym punkcie, by wejść w interakcję.

 Recenzja Blackwood Crossing

Mimo wszystko Paperseven dostarczyli całkiem niezły kawałek kodu, który warto sprawdzić. Tym bardziej, że posiadacze konsol Microsoftu nie są przesadnie rozpieszczani takimi kąskami. Ocena końcowa jest więc kierowana do zwolenników tego nietypowego gatunku, pozostali mogą odjąć przynajmniej pół oczka i spokojnie poczekać na wyprzedaż. Oczywiście o ile pokusa zdobycia przyjemnego kompletu osiągnięć nie okaże się zbyt silna.

Recenzja Blackwood Crossing


Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.